Kultura

Inteligent, który był aktorem

Holoubek Gustaw

Dla starszych Holoubek był symbolem ich pokolenia: uwikłanego w historię, stającego każdego dnia przed dylematami moralnymi, dla młodszych - rodzajem wyznacznika, jak uczciwie zajmować się sztuką. Fot. Wojciech Druszcz Dla starszych Holoubek był symbolem ich pokolenia: uwikłanego w historię, stającego każdego dnia przed dylematami moralnymi, dla młodszych - rodzajem wyznacznika, jak uczciwie zajmować się sztuką. Fot. Wojciech Druszcz
Wybitny aktor, inteligent, autorytet moralny, sumienie narodu.

W pamięci zostają jego fosforyzujące niebieskie oczy, z czasem coraz bardziej zgarbiona sylwetka i niski, chrapliwy głos oraz słynne przeciąganie sylab i rozwibrowane kończące słowa mmm, świdrujące w uszach słuchacza jeszcze długo po tym, jak skończył mówić.

W latach 60. Holoubek był aktorskim rewolucjonistą. Walczył ze sztucznością: tymi wszystkimi dolepianymi wąsami i brodami, doczepianymi brzuchami, perukami, a także z mizdrzeniem się do widowni. Jeszcze ważniejsze było inteligenckie podejście do słowa - słuchając go miało się wrażenie, że wygłaszane kwestie dogłębnie przemyślał, przepuścił przez siebie i dzieli się z widzem osobistymi wnioskami i wątpliwościami. Szybko okrzyknięto go uosobieniem inteligenta swoich czasów, reprezentantem swojego pokolenia. Andrzej Kijowski pisał w 1960 roku: Holoubek „zagra każdą rolę z wyjątkiem amantów i hetmanów, każdą rolę, w której będzie chociaż cień dwuznaczności, paradoksu, groteski lub tragizmu, w każdej z tych ról będzie jeden i ten sam. Lecz nie jest to jedność maniery, jest to jedność psychologiczna, która zostaje zachowana we wszystkich wcieleniach. (...) Swoją własną, najbardziej własną i najbardziej intymną problematykę znajduje na scenie, w grze (...); zadaje sobie i tym, co patrzą na niego, to proste pytanie: kim właściwie jestem?".

Apogeum jego drogi stała się rola Gustawa - Konrada w „Dziadach" wystawionych przez Kazimierza Dejmka w 1967 r. Zdania na temat samego przedstawienia są podzielone, jednak co do roli Holoubka panuje powszechna zgoda: urodził się, żeby wygłosić Wielką Improwizację. Zbigniew Raszewski, wybitny historyk teatru, pisał po premierze „Dziadów": „Gdyby jakiś inny aktor grał Konrada, może by publiczność nie odnosiła tego wszystkiego do siebie z taką ochotą. Ale (...) Holoubek jest właśnie klasycznym przedstawicielem dzisiejszej inteligencji polskiej i mistrzowskim wyrazicielem jej zainteresowań, postaw i nastrojów". W białej koszuli i brązowych spodniach, przygarbiony, świdrujący spojrzeniem widownię - stał się częścią historii, nie tylko polskiego teatru, nie tylko kultury, ale życia społecznego.

Od tego czasu zagrał wiele wybitnych ról w teatrze - przede wszystkim w repertuarze romantycznym, w polskiej i obcej klasyce, u najwybitniejszych reżyserów - i w kinie, głównie w obrazach Tadeusza Konwickiego i Wojciecha Hasa. Reżyserował, wykładał w warszawskiej Akademii Teatralnej.

Swoich widzów i studentów uczył szacunku dla słowa i dla piękna, formy teatralnej. Do szewskiej pasji doprowadzał go naturalizm na scenie - od prawdziwych krakowskich dziadów w „Dziadach" Konrada Swinarskiego, z których demonstracyjnie wyszedł, po dzisiejsze eksperymenty z nagością i fizjologią. Ten rygoryzm estetyczny mógł drażnić, ale mógł też imponować, zwłaszcza, że Holoubek słowne deklaracje poparł wyreżyserowanym w 2004 roku w Ateneum świetnym, minimalistycznym, opartym na słowie „Królem Edypem".

Miesiąc temu,  podczas uroczystych obchodów czterdziestej rocznicy ostatniego spektaklu „Dziadów" przed zdjęciem przedstawienia przez władze, miałam okazję usłyszeć nagranie Wielkiej Improwizacji w wykonaniu Holoubka. Po czterdziestu latach interpretacja Holoubka brzmi mocno, prosto, zrozumiale. Nie ma w niej grama patosu, koturnu, przeciwnie - jest świeża i porywająca, jak w dzień premiery. Po jej wysłuchaniu obecny na widowni Teatru Narodowego aktor dostał długie owacje na stojąco. Nie było w tym kurtuazji, raczej rodzaj szczerego i zasłużonego hołdu złożonego wybitnemu człowiekowi kultury przez inteligencję i to inteligencje różnych pokoleń, o czym świadczyły tłumy młodzieży stojące pod ścianami sali im. Bogusławskiego i w przejściach.

Dla starszych Holoubek był symbolem ich pokolenia: uwikłanego w historię, stającego każdego dnia przed dylematami moralnymi, dla młodszych - rodzajem wyznacznika, wzorca z Sevres, jak poważnie uprawiać zawód aktora, jak uczciwie zajmować się sztuką, jak nie zapomnieć w skomercjalizowanym świecie o powołaniu artysty. Te wielkie słowa brzmią dziś patetycznie, Holoubek był jednym z ostatnich, którym wypowiadanie ich przychodziło w sposób naturalny.

 

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Polska bordową wyspą

Mimo antysmogowego wzmożenia marsz do oczyszczenia polskiego powietrza będzie długi.

Jędrzej Winiecki
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną