Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Film

Ale jazda!

Recenzja filmu: „Locke”, reż. Steven Knight

„Locke „Locke", reż. Steven Knight. Solopan / materiały prasowe
Karkołomny pomysł zaowocował pasjonującym, mądrze rozegranym widowiskiem.

Niewielka przestrzeń, mało aktorów. Kino źle znosi spartańskie ograniczenia. Jedynie mistrzowie pokroju Romana Polańskiego mogą czuć się w takich warunkach swobodnie. Steven Knight, ceniony brytyjski scenarzysta, a od niedawna także reżyser (m.in. „Koliber” z Agatą Buzek), nie miał do dyspozycji nawet dwuosobowej obsady. Dramat psychologiczny „Locke” od pierwszej do ostatniej sceny grany jest tylko przez jednego aktora – Toma Hardy’ego. W dodatku unieruchomionego za kierownicą samochodu, wracającego nocą do Londynu. Kamera w zasadzie nie schodzi z jego twarzy. W sensie formalnym nic poza tym się nie dzieje. Żadnych retrospekcji, wątków równoległych, sennych zwidów. Akcja skonstruowana jest wokół rozmów telefonicznych prowadzonych przez tytułowego bohatera, ale napięcie rośnie od pierwszej do ostatniej sceny. Żelazna konstrukcja dramaturgiczna pozwala się wczuć w sytuację psychiczną uwikłanego w romans żonatego kierownika budowy z dwójką dzieci, decydującego się na radykalny krok, rujnujący mu życie zawodowe oraz osobiste. Porównania z tragedią antyczną nie są wcale na wyrost. Inteligentna, powściągliwa kreacja Toma Hardy’ego sprawia, że analizowanie przez półtorej godziny jego walki (i nieuchronnego upadku) wcale nie jest nudne, a wzruszenie ściska gardło. Karkołomny pomysł zaowocował więc pasjonującym, mądrze rozegranym widowiskiem.

 

Locke, reż. Steven Knight, prod. USA, Wielka Brytania, 85 min

Polityka 15.2014 (2953) z dnia 08.04.2014; Afisz. Premiery; s. 68
Oryginalny tytuł tekstu: "Ale jazda!"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek: duet lewicy na eksport? Aż tak różowo nie jest

Grający teraz głównie na siebie i swego partnera Robert Biedroń coraz bardziej ciąży swojej formacji. I choć na lewicy mówi się o kolejnym projekcie zjednoczeniowym, stanie się to zapewne bez Biedronia i Śmiszka, którzy ponoć mają inne plany na życie.

Rafał Kalukin
17.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną