Film

Gra pozorów

Recenzja filmu: „Tom”, reż. Xavier Dolan

Od lewej: Pierre-Yves Cardinal, Lise Roy i Xavier Dolan (jako tytułowy Tom). Od lewej: Pierre-Yves Cardinal, Lise Roy i Xavier Dolan (jako tytułowy Tom). Spectator / materiały prasowe
Mimo dramaturgicznej niedoskonałości film warto obejrzeć choćby dlatego, by obserwować dynamiczny rozwój reżysera.

Warto powtórzyć, że trzy filmy fabularne, nakręcone w błyskawicznym tempie przez młodziutkiego Xaviera Dolana („Zabiłem moją matkę”, „Wyśnione miłości”, „Na zawsze Laurence”), stanowią namacalny dowód pojawienia się w kinie autorskim niezwykłego nowego talentu. Kolejny, tym razem zrealizowany w wiejskich plenerach, thriller psychologiczny „Tom” klasą i poziomem artystycznym dorównuje poprzednim dokonaniom 25-latka z Kanady, emocjonalnie jednak wrażenia nie robi. Być może jest to wina scenariusza, adaptacji sztuki teatralnej Michela Marca Boucharda, poświęconej wstydliwie ukrywanym tajemnicom rodzinnym i homofobii. Fałszywa, podszyta jakimś perwersyjnym założeniem psychologicznym, wydaje się relacja tytułowego bohatera (gra go sam Dolan, krytykowany w amerykańskiej prasie za narcyzm) z bratem jego nieżyjącego kochanka. Nie przekonuje też rola matki (Lisa Roy) miotającej się między lodowatą obojętnością a czułością, oszukiwanej przez otoczenie, że jej syn nie był gejem.

Zmierzająca do zaskakującej hitchcockowskiej pointy historia skupia się na grze pozorów, odsłanianiu kolejnych kłamstw i uprzedzeń obcych-bliskich sobie ludzi, którzy inaczej rozumieją sens miłości, pożądania, seksu. Mimo dramaturgicznej niedoskonałości film warto obejrzeć choćby dlatego, by obserwować dynamiczny rozwój reżysera, którego piąte już dzieło „Mommy” zostanie w tych dniach pokazane w głównym konkursie w Cannes.

 

Tom, reż. Xavier Dolan, prod. Kanada, Francja, 95 min

Polityka 21.2014 (2959) z dnia 20.05.2014; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "Gra pozorów"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rozmowa z lesbijkami, szczęśliwymi małżonkami

Gdy słyszę, że ktoś krzyczy za mną lesba, wzruszam ramionami i idę dalej. A nawet gdybym miała zareagować, powiedziałabym: tak, lesba, i co z tego? – rozmowa z Małgorzatą Rawińską i Ewą Tomaszewicz.

Joanna Cieśla
12.06.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną