Recenzja filmu: „Kryptonim U.N.C.L.E.”, reż. Guy Ritchie

Wujek samo zło
Rozkoszny pastisz telewizyjnego widowiska sprzed pół wieku.
Alicia Vikander, Armie Hammer i Henry Cavill, czyli (kolejno) NRD, KGB i CIA
Warner Bros. Entertainment/materiały prasowe

Alicia Vikander, Armie Hammer i Henry Cavill, czyli (kolejno) NRD, KGB i CIA

Modę na kino szpiegowskie Brytyjczyk Guy Ritchie („Przekręt”, „Sherlock Holmes”) wykorzystał lepiej, niż się można było po nim spodziewać. W „Kryptonim U.N.C.L.E.” okiełznał swój temperament, pokonał słabość do efektów specjalnych, a nawet z tej powściągliwości uczynił cnotę. „Kryptonim U.N.C.L.E.” to nazwa niezwykle popularnego w latach 60., a dziś kultowego serialu o rywalizacji dwóch asów wywiadu. Pracującego dla CIA byłego amerykańskiego żołnierza, w wolnych chwilach złodzieja dzieł sztuki, oraz wyśmienitego rosyjskiego sportowca, zwerbowanego przez KGB. Film Ritchiego jest rozkosznym pastiszem telewizyjnego widowiska sprzed pół wieku, który doczekał się aż czterech serii i swego czasu elektryzował bardziej niż cykl o Bondzie.

Kryptonim U.N.C.L.E., reż. Guy Ritchie, prod. USA, 116 min

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj