Recenzja filmu: „Iluzja 2”, reż. Jon M. Chu

Seria bez popisu
Czuje się, że to ukłon pod adresem chińskiej widowni, mającej zapewnić godziwy zwrot poniesionych kosztów. Żadna magia. Czysty biznes.
Od lewej: Dave Franco, Lizzy Caplan, Jesse Eisenberg i Woody Harrelson - gwiazdy „Iluzji 2”
Monolith Films/materiały prasowe

Od lewej: Dave Franco, Lizzy Caplan, Jesse Eisenberg i Woody Harrelson - gwiazdy „Iluzji 2”

Czym jest magia? Nie panowaniem nad rzeczywistością, tylko nad umysłami widzów. Niewybaczalnym błędem „Iluzji 2” jest to, że mnożąc w nieskończoność liczbę trików, szybko traci panowanie nad umysłami (zainteresowaniem) publiczności. Chaotyczna, ciężkostrawna akcja sequela, beztrosko przemieszczająca się z Nowego Jorku, Makau do Londynu, pozornie kusi nadmiarem atrakcji. Doświadczona drużyna magików ze świeżo pozyskaną pięknością Lizzy Caplan pod wodzą nieustraszonego Marka Ruffalo otrzymuje zadanie wykradzenia czipa z algorytmem łamiącym dostęp do każdego komputera na ziemi. W tę dziecinną fantazję rodem z awanturniczego komiksu stosunkowo łatwo jeszcze uwierzyć. Znacznie gorzej z szytym grubymi nićmi psychologicznym uwiarygodnieniem ekstrawaganckich zachowań iluzjonistów, dla których sztuki walki, przechodzenie przez ściany czy nagłe znikanie w kałuży to normalka. Gdy po raz kolejny filmowa sceneria rozpada się niczym domek z kart, ukazując swój fałsz i dowodząc, że wszystko jest czyjąś manipulacją, zamiast olśnienia pozostaje wrażenie nużącej lub – jak kto woli – irytującej gry w kotka i myszkę. „Iluzji 2” nie pomaga też dodany na siłę wątek rozgrywający się na Dalekim Wschodzie. Czuje się, że to ukłon pod adresem chińskiej widowni, mającej zapewnić godziwy zwrot poniesionych kosztów. Żadna magia. Czysty biznes.

Iluzja 2, reż. Jon M. Chu, prod. USA, 122 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną