Film

Miłość w dekoracjach

Recenzja filmu: „Noc w Ville-Marie”, reż. Guy Édoin

Monica Bellucci i Aliocha Schneider – gwiazda z synem Monica Bellucci i Aliocha Schneider – gwiazda z synem Kino Świat
Wszystko tu jest poważne, dojrzałe, pogłębione, a jednocześnie wydaje się wyjęte i złożone z cytatów, reminiscencji, zapożyczeń.

Monica Bellucci gra w „Nocy w Ville-Marie” gwiazdę srebrnego ekranu ściągniętą na plan do Montrealu, gdzie jej mąż reżyser kręci od 20 lat ten sam wyciskacz łez oparty na jej biografii. Kicz przeplata się z prawdziwym życiem aktorki i nie tylko jej życiem, co rodzi zamierzony dystans i w oczywisty sposób naprowadza na ważny trop – sztuki jako umownej scenerii, gdzie próżno szukać prawdziwych emocji. Paradoksalnie Guyowi Édoinowi, kanadyjskiemu twórcy „Nocy w Ville-Marie”, właśnie o uzyskanie tej emocjonalnej prawdy w filmie chodzi. Wydobyciu jej służyć mają realistycznie kręcone portrety kilku innych związków, m.in. porzuconego przez partnera młodego geja, któremu matka nie chce zdradzić, kto jest jego ojcem. Pielęgniarki nieutrzymującej kontaktu z synem, obwiniającej się o śmierć męża. Ratownika medycznego niemającego odwagi związać się z kochającą go kobietą. Każdy z bohaterów „Nocy w Ville-Marie” jest zraniony, wypalony, na swój sposób nieszczęśliwy. Przejmując się wielowątkowymi, rozrzuconymi niczym puzzle historiami ich nieudanych miłości, ma się jednak wrażenie déjà vu. Wszystko tu jest poważne, dojrzałe, pogłębione, a jednocześnie wydaje się wyjęte i złożone z cytatów, reminiscencji, zapożyczeń. Nielinearna narracja płynnie przeskakująca z jednej postaci w drugą kojarzy się chyba zanadto z oscarowym „Miastem gniewu”. Kontrast między scenami imitującymi prawdziwe życie i przetwarzającymi je w konwencjonalne widowisko – przywodzi na myśl zabawy Almodóvara. Rezultat jest dyskusyjny, ale wart sprawdzenia.

Noc w Ville-Marie, reż. Guy Édoin, prod. Kanada, 101 min

Polityka 31.2016 (3070) z dnia 26.07.2016; Afisz. Premiery; s. 71
Oryginalny tytuł tekstu: "Miłość w dekoracjach"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Janusz Dzięcioł w szponach szołbizu

Wyluzowany Janusz Dzięcioł powtarza do kamery, że nie lubiłby siebie, gdyby się zmienił, dlatego się nie zmieni, chociaż kto wie, co sława przyniesie. Szołbiznes, mówią ludzie, jest jak walec, każdego rozgniecie, każdą głębię duchową zniweluje. Czy normalny człowiek po wygraniu bardzo popularnego programu telewizyjnego może z wygranym półmilionem złotych w kieszeni wrócić do bloków, do pracy?

Sławomir Mizerski
30.06.2001
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną