Film

Generał Nil

Recenzja filmu: "Generał Nil", reż. Ryszard Bugajski

O postaci, która była przez prawie cały czas PRL tematem tabu

W prologu widzimy generała Emila Fieldorfa wracającego do Polski w bydlęcym wagonie po dwuletniej zsyłce w głąb Związku Radzieckiego. Jedzie ze wschodu do wymarzonej ojczyzny niczym stary Baryka z „Przedwiośnia”, lecz nie marzy o szklanych domach, tylko o tym, żeby przeżyć. Tym razem się udało: Rosjanie aresztując generała w 1947 r. pod fałszywym nazwiskiem nie wiedzieli, kogo mają w rękach. Władze komunistycznej Polski tylko na chwilę dadzą mu spokój.

Tymczasem Fieldorf, w przeszłości żołnierz legionów Piłsudskiego, dowódca Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej AK, zachowuje się jak lojalny obywatel: z własnej woli ujawnia przeszłość, składa nawet podanie o wojskową emeryturę. Jest zmęczonym bohaterem. Na ulicach powojennej Łodzi, gdzie zamieszkał z rodziną, wmieszany w szary tłum, niczym się nie wyróżnia. Urząd Bezpieczeństwa jednak cały czas czuwa i przystępuje do działania w 1950 r. Fieldorf zostaje aresztowany pod zarzutem współpracy z hitlerowcami, a z dostarczeniem dowodów kafkowski sąd nie będzie miał najmniejszego problemu. Od tego momentu „Generał Nil” staje się opowieścią o człowieku niezłomnym. Generał pozostawiony zostaje przed prostym wyborem: współpraca z reżimem albo śmierć. Jego zwłoki zostają po kryjomu wrzucone do dołu i polane wapnem. Dopiero w 1989 r. będzie zrehabilitowany.

Ryszard Bugajski, twórca głośnego „Przesłuchania” i telewizyjnego spektaklu „Śmierć rotmistrza Pileckiego”, jeszcze raz udowadnia, że jak nikt inny potrafi opowiadać o najbardziej tragicznym okresie historii PRL. Szacunek budzi niezwykle staranna realizacja, dbałość o każdy scenograficzny szczegół, wreszcie doskonała obsada. Generała Nila gra od dawna nieoglądany na dużym ekranie Olgierd Łukaszewicz, i trudno sobie wyobrazić lepszego odtwórcę tej roli. Bardzo dobry jest też drugi plan: Adam Woronowicz w roli sędziego Igora Andrejewa, jedynego, który ma wątpliwości; Maciej Kozłowski jako więzień złamany przez bezpiekę, który obciąża Fieldorfa, a potem w czasie rozprawy próbuje się wycofać; wreszcie Jacek Rozenek, czyli płk Józef Różański, usiłujący złamać Fieldorfa. Plus wielu mniej znanych wykonawców w znaczących epizodach. Polskie kino nie ma szczęścia do filmów o narodowych bohaterach, tym bardziej należy docenić osiągnięcie Bugajskiego.

 

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Dlaczego niektórzy są bardziej kochliwi?

Co sprawia, że jedni zakochują się łatwiej niż inni, i dlaczego niektórzy mają w miłości szczęście, a inni nie.

Magdalena Kaczmarek
09.02.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną