Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Film

Harry Potter i Książę Półkrwi

Recenzja filmu: "Harry Potter i Książę Półkrwi", reż. David Yates

Przedostatnia część sagi

Przedostatnia część sagi o nastoletnim czarodzieju z Hogwartu przynosi miłe rozczarowanie. Rozwlekła narracja cyklu, dostosowana zwykle do poziomu widowiska dla milusińskich, nabiera w „Harrym Potterze i Księciu Półkrwi” Davida Yatesa wigoru, a kiedy trzeba, odpowiedniego dramatyzmu. Zachowania bohaterów wykazują wreszcie znamiona psychologicznych komplikacji, nie na tyle jednak, by prowokować do jakichś głębszych interpretacji. Dojrzewający Potter ma już w tej odsłonie prawie 17 lat.

Wie, że w rozgrywce z Voldemortem pełni kluczową rolę, i dowcipnie tę pewność siebie ogrywa. Szczególnie wobec zakochanych w nim dziewczyn. Więcej niż połowa filmu to sympatyczne i mało związane z głównym wątkiem mitologicznej walki ze złem uczniowskie podchody nastolatków odkrywających miłość, uczuciowe zawirowania, erotyzm. Rozsądna jak zwykle Hermiona (Emma Watson) zaczyna być dziwnie zazdrosna o flirt Harry’ego z silną i despotyczną Ginny Weasley (Bonnie Wright). Na Rona (Rupert Grint) rzuca czar rozkosznie słodka Lavender Brown (Jessie Cave) i to ich amory stanowią zdecydowanie najzabawniejszy fragment filmu. Reszta szkolnego towarzystwa również odważnie eksperymentuje z całowaniem, piciem kremowego piwa i puszy się w rywalizacji sportowej. Mimo że z młodziutkiej twarzy Daniela Radcliffe’a, grającego Harry’ego, nie znika charakterystyczny grymas naiwnego zdziwienia, czuje się w nim męską moc, co stanowi dobry zadatek do części ostatniej, gdzie młodzieniec w okrągłych okularach będzie musiał zmierzyć się z Sami-Wiecie-Kim.

Jeśli chodzi o magię, śmierciożerców, walki na zaklęcia i postępy w nauce mieszania eliksirów, wszystko to jest i wygląda nawet nieco mniej tandetnie niż w poprzednich odcinkach. Świetna, bo utrzymana w konwencji krwawego azjatyckiego horroru, jest sekwencja w jaskini, gdzie Harry z Dumbledorem próbują odnaleźć jednego z brakujących Horkruksów. W ogóle zdjęcia i efekty specjalne są mocnym punktem „Księcia Półkrwi”, trudno tylko rozstrzygnąć, czy jest to bardziej zasługa postępu technologicznego, czy wybitnych umiejętności operatorskich Bruno Delbonnela.

 

Polityka 30.2009 (2715) z dnia 25.07.2009; Kultura; s. 40
Oryginalny tytuł tekstu: "Harry Potter i Książę Półkrwi"
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Co z uznaniem ukraińskiej Cerkwi? Pytamy metropolitę Sawę. „Teraz trwa wojna”

Rozmowa z metropolitą Sawą, zwierzchnikiem Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, związanego z patriarchatem moskiewskim, o tym, dlaczego polscy prawosławni nie uznają niezależności Cerkwi w Ukrainie.

Katarzyna Kaczorowska
14.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną