Gry

Wojownik z przeszłością

Recenzja gry: „Street Fighter V”

materiały prasowe
Widoczne na każdym kroku cięcia budżetowe oraz techniczne niedoróbki entuzjazmu nie budzą.

W latach 90. „Street Fighter” błyskawicznie stał się ikoną popkultury. W Polsce do automatów z tą grą ustawiały się kolejki chętnych, by stoczyć pojedynek na pięści, nogi i ciosy specjalne, o których nie śniło się mnichom z Shaolin. W 1994 r. na ekrany wszedł film „Street Fighter” (w Polsce: „Uliczny wojownik”) – daleki od szans na Oscara, ale zderzenie Jeana-Claude’a Van Damme’a z Kylie Minogue (!) to atrakcja, na którą i dziś można się skusić. Oblicza wojownika Ryu i nie mniej groźnej w sztukach walki Chun-Li, chętnie wykorzystywane jako internetowe awatary, są znane nawet tym, którzy nie kojarzą ich jako postaci z legendarnej kiedyś gry. Niestety, „Street Fighter V” jedynie odcina od tej legendy kupony. Wykorzystuje – fakt, sprawnie – dobrze znany schemat rozgrywki, co grzechem nie jest, ale mała liczba dostępnych zawodników, widoczne na każdym kroku cięcia budżetowe oraz techniczne niedoróbki entuzjazmu nie budzą.

Street Fighter V, Capcom, PlayStation 4, Windows

Polityka 10.2016 (3049) z dnia 01.03.2016; Afisz. Premiery; s. 71
Oryginalny tytuł tekstu: "Wojownik z przeszłością"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Zapomniana historia Mietka Kosza

Film Macieja Pieprzycy „Ikar. Legenda Mietka Kosza” z brawurową rolą Dawida Ogrodnika przypomina wielką postać tytułowego niewidomego pianisty. To powód, by raz jeszcze zastanowić się nad wciąż nośnym mitem artysty straceńca.

Mirosław Pęczak
19.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną