Książki

Polacy są zbyt biali

Kawiarnia literacka

W Londynie rozmawialiśmy na temat Nowych Europejczyków. Jak my, Polacy, wklejamy się dziś w krajobraz tolerancji, otwartości i poprawności politycznej Nowej Europy.

W dyskusji udział wzięły dwie pisarki, dwoje krytyków literackich; były opary intelektualne, sznyt uniwersytecki, etos inteligencji. Aż tu podchodzi do mnie po panelu doktorantka polskiego pochodzenia, wychowana w Austrii, i mówi: Wie pani, co ostatnio usłyszałam? Że my, Polacy, jesteśmy zbyt biali, żeby być… Biali.

Powiedział jej to ktoś, kto nie miał pojęcia, że urodziła się w Polsce, że ma polskich rodziców. Wziął ją za „swoją”, zmyliła go akcentem i najwyraźniej wyglądem. Polacy mają taką jasną skórę – powiedział jej rozmówca z pewnym obrzydzeniem. – Nie taką normalnie białą, jak u mnie czy u pani, tylko taką dziwnie bladą... To jakaś inna rasa. Są zbyt bladzi, żeby być biali”.

Przypomniałam sobie wymianę esemesów z kolegą, któremu napisałam, że Belgowie nie zakazali sprzedawania tej części przygód Tintina, która dzieje się w Kongu. Sprawa wylądowała w sądzie, bo obraz Afrykańczyków, przedstawiony w komiksie kultowego belgijskiego autora George’a Remi, znanego jako Herge, jest krzywdzący dla Kongijczyków. Wydany po raz pierwszy w 1931 r. „Tintin w Kongo” ukazuje społeczeństwo skolonizowanego przez Belgię Konga w sposób paternalistyczny, coś jak nasz „Murzynek Bambo”. Tyle że polskie poczucie wyższości wobec mieszkańców Afryki w zasadzie ich ani ziębi, ani grzeje, bo gdzie Rzym, gdzie Krym. Jednak rasizm innych białych, kolonizatorów, zabił miliony.

Dlatego, kiedy kolega odpowiedział, że „Tintin w Kongo” powinien być wydawany, w Belgii również, bo to wielkie dzieło jest, nie było mi do śmiechu. Znajomi Afroeuropejczycy, którzy wychowywali się w Belgii czy Francji, opowiadali, jak trudno im było zbudować pozytywny obraz siebie i swojej rasy, gdy na lekcjach dowiadywali się, że historia jest wyłącznie historią białych – podboje, wynalazki, sztuka – wszystko, co dobre na świecie, pochodzi od białych. Czarni dali się jedynie skolonizować. O kulturze wielkiego kontynentu afrykańskiego w szkołach niedużej Europy niewiele się napomyka. Kongijski pisarz Alain Mabanckou, autor wydanej w Polsce powieści „African Psycho”, w książce „Black bazar” szydzi: „…tak między nami, czy ja przypominam czarnuchów z przygód »Tintina w Kongo«? Te wielkie czerwone usta (…) nie są prawdziwymi ustami Kongijczyków, chociaż w tamtym czasie pewne podręczniki do historii uczyły, że nie udało nam się jeszcze przejść z fazy małpy do fazy człowieka i że wciąż drapiemy się po plecach, używając do tego palców u nóg”.

Belgijskie szkoły i społeczeństwo bardzo się zmieniły od czasu pierwszego wydania „Tintina w Kongo” w 1931 r. W programie szkół laickich sporo miejsca zajmują dziś kwestie tolerancji, równości, nie tylko rasowej, ale i płciowej (mówi się o osiąg­nięciach kobiet – czyli jednak znalazły się konkrety – a w mojej szkole panowała na ten temat kompletna cisza). Być może świadomość rasowa jest tu już tak wysoka, że „Tintin w Kongo” więcej szkód nie narobi. Biały kilkulatek czytający komiks będzie wiedział, że dziwaczne postaci czarnych u Hergego nie mają wiele wspólnego z jego kolegami afrykańskiego pochodzenia.

Z wymiany esemesowej z kolegą na temat słuszności/niesłuszności wydawania w Belgii „Tintina w Kongo” wyszła nam w końcu dość wtórna dyskusja na temat tego, czy cenzura ma sens, upstrzona nazwiskami autorów piszących dla reżimów, ale przecież znakomitych artystów. W końcu dla dobra znajomości zaproponowałam kompromis: wydawać taki komiks można, jednak najlepiej ze wstępem, że mamy do czynienia z tworem wyobraźni ukazującym mentalność tamtej epoki. Bo, o ile quasi-akademickie roztrząsanie to nie moja bajka, zupełnie mnie to nie interesuje, o tyle przemawia do mnie silnie wizja bycia wychowywanym na nieswoich wzorach kulturowych, wizja młodego człowieka, który w szkole o „swoich” dowiaduje się niewiele, i to w złym kontekście. Co nie znaczy, że przesada w drugą stronę dobrze robi, vide wychowani na rozbuchanych wzorach bogoojczyźnianych.

Ale dlaczego o rasizmie, skoro zaczęłam o nas, Polakach? Bo kiedy usłyszałam, że jesteśmy zbyt biali, by być Biali, wyobraziłam sobie „Tintina w Polsce”. Na pewno rzecz cieszyłaby się dużą popularnością. Bohater komiksu, sympatyczny mądrala z blond loczkiem, zwizytowałby nasz kraj, gdzie żyją ludzie o innym od normalnego kolorze skóry i pokazałby nam parę cywilizowanych sztuczek. Jego sprytny biały piesek nauczyłby nasze burki, jak kulturalnie sikać. W europejskich szkołach o Polsce by się napomykało wyłącznie w kontekście zburzenia muru berlińskiego.

„Tintin w Polsce”, narysowany przez niepolskiego Mleczkę czy Raczkowskiego, stałby się hitem. Artysta podjąłby kwestię łabędzi, które zjadamy, telewizorów, o które bijemy się w wielokilometrowych kolejkach, psiej karmy, która jest naszym narodowym przysmakiem. Miliony egzemplarzy sprzedałyby się w Polsce i za granicą. Dzieło jest dziełem i nawet jeśli niesie przekaz obrażający część ludzkości, powinno zostać na wieczną pamiątkę, choćby po to, żeby móc z nim polemizować.

Wyobraziłam sobie moją, jako polskiej białej pisarki, parafrazę cytatu z powieści Alaina Mabanckou: „…tak między nami, czy ja przypominam białych z przygód »Tintina w Polsce«? Te upiornie blade twarze (…) nie są przecież twarzami prawdziwych Polaków, chociaż w tamtym czasie mawiało się, że nie przeszliśmy jeszcze transformacji od płowoblond małpy do Europejczyka i że wciąż na śniadanie pijemy butelkę wódki, zagryzając zepsutym ogórkiem”.

Grażyna Plebanek, powieściopisarka, autorka opowiadań, dziennikarka. Pytana, czy pisze o sobie, odpowiada, że nie, bo: nie jest mężczyzną („Nielegalne związki”), wiejską młodocianą filozofką („Przystupa”), czterema zbuntowanymi dziewczynami („Dziewczyny z Portofino”), godzącą role życiowe Nadkobietą („Pudełko ze szpilkami”). Nałogowo podróżuje. Warszawianka, na pięć lat przeniosła się do Sztokholmu, obecnie mieszka w Brukseli.

Polityka 23.2013 (2910) z dnia 04.06.2013; Kultura; s. 88
Oryginalny tytuł tekstu: "Polacy są zbyt biali"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Losy władczyń, które nie mogły dać mężom potomka

Kobieta, która nie mogła urodzić następcy tronu, była narażona na niebezpieczeństwa.

Tomasz Targański
23.02.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną