Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Książki

Taka cicha, taka czysta

Kawiarnia literacka

Francuski piesek”, „goguś”, „laluś”, „delikatniś”, „picuś-glancuś” – komuna miała w zanadrzu wiele pogardliwych określeń zadbanego mężczyzny, nawet jeśli był hetero.

Już w powieściach dla młodzieży, które moje pokolenie roczników siedemdziesiątych czytało, nie wiedząc, że jest ostatnim czytającym pokoleniem nastolatków, pojawiały się wyraźne sygnały autorskiego wartościowania. Waldemar Batura, postać z cyklu o Panu Samochodziku – po stronie sił zła, prywatny handel antykami, które powinny spocząć w muzeum, a nie wyjeżdżać z kraju, więc tenże Waldemar Batura był zastanawiająco gogusiowaty, zadbany, pachnący obszarniczą wodą kolońską, z misternie przyciętym wąsikiem, jakby żywcem wyszedł z włoskiej produkcji o mafiosach. I ten typ się powtarzał: na przykład u Bahdaja w powieści „Uwaga! Czarny parasol!” występuje właśnie Goguś – obcokrajowiec w nieskazitelnym garniturze, mówiący przez nos, który wygląda jak francuski aktor komiczny.

Wpajanie mojemu pokoleniu iście średniowiecznej pogardy dla spraw wizerunku nie kończyło się na negatywnych postaciach w powieściach. Czy zresztą takich negatywnych, skoro wszyscy pewnie chętnie się z nimi identyfikowali? Wszyscy bohaterowie wzorcowi, tacy jak Pan Samochodzik, mieli swój wygląd w głębokiej pogardzie. Szkoła fundowała nam kolejną porcję nauk komunistycznego PR: nauczycielki mówiły: „to dobra dziewczyna, skromna, cicha myszka, posłuszna, nie pyskuje”. Oto idealny materiał do formowania. Szara mysz.

Rzecz w tym, że potem nagle czasy się zmieniły i szare myszy musiały założyć swoje firmy, reklamować się na lewo i prawo, chwalić, być silniejsze, bardziej pyskate, bardziej przebojowe od innych. Więc ginęły. I tu wypływały na swoich podniszczonych łódeczkach te dwójkowe uczennice, te pyskate, palące papierosy za kotłownią, te mające w dupie wszystkie świętości, najgorszą notę z zachowania. One rozpychały się i panoszyły na nowym, kapitalistycznym rynku, podczas gdy kolekcjonerki wzorowego zachowania i czerwonych pasków nikły gdzieś i na spotkaniu klasowym po 30 latach okazują się teraz cichymi, przykładnymi żonami. „Szacowna osoba przebywająca w domu” – tak politycznie poprawnie nazywa się w Japonii kury domowe.

Szara mysz miała być „schludna”, pachnieć wodą i szarym mydłem, mieć pięknie zaplecione warkoczyki, krótko obcięte paznokcie, zero makijażu i czyste uszy. Tak mniej więcej wyglądały ranne ablucje dziewczynek w podręcznikach do rosyjskiego. Poranek Leny. Godzina szósta, dzwoni budzik, Lena teatralnym, operowym gestem przeciera oczy i idzie myć zęby, kot jeszcze grzeje się na zapiecku. I tak dalej.

Warto by porównać wzorce porannych ablucji w podręcznikach do rosyjskiego z lat 70. i w książkach do nauki angielskiego z lat 90. i dzisiejszych. O ile w podręcznikach do rosyjskiego i w książkach propagandowych, takich jak „Plastusiowy pamiętnik”, dziewczynki przecierały rano oczy i myły zęby, plotły warkocze, pakowały staroświeckie piórniki do staroświeckich tornistrów, zapinały wykrochmalone kołnierzyki i niebieskie fartuszki, o tyle w książkach do angielskiego w ogóle pominięto propagandę „szarej myszki”. Ważne, że także u Jelinek w „Pianistce” widać, jak matka burzy się na Erikę o nową sukienkę i wyjaśnia jej, dlaczego „śliczna dziewczyna nie musi się sztafirować”. Wystarczy przecież, żeby była czysta. Biały jeleń.

Podobnie jak Paula z „Amatorek”: „O Pauli nie można powiedzieć, że jest ładna, taka powinna być kobieta, ale można powiedzieć, że jest czysta. Czystość i nieskazitelność mogą podnieść znaczenie istoty żeńskiej, ale nie muszą”. W kuchni Pauli „wszystko lśni”, jest wyszorowane z psychiatryczną dokładnością, i widzimy tu, że stosunek protestantyzmu i purytanizmu do czystości i skromności niezbyt odbiegał od stosunku komunizmu.

Ważniejsi są chłopcy. Chłopcy z definicji mniej posłuszni, bardziej krnąbrni (i lepiej sobie radzący potem na dzikim, kapitalistycznym rynku). Komuna nienawidziła zadbanych i miłych „lizusów”. W kultowym serialu dla dzieci „Podróż za jeden uśmiech” (1971 r., znowu Bahdaj!) zderzone zostały dwa modele zachowań, i nie ma wątpliwości, po czyjej stronie leży sympatia realizatorów. Krnąbrny, ale cute Poldek (Henryk Gołębiewski), życiowym sprytem przewyższa „lizusa” Dudusia (Filip Łobodziński). I właściwie kto wie, czy dziś lepiej nie radziłby sobie wymuskany i wystylizowany Duduś? Dalsze losy samych aktorów – Łobodzińskiego i Gołębiewskiego – są tu też wielce symptomatyczne.

Cała paranoja naszego pokolenia polegała na tym, że do wieku około 14 lat kazano nam być cichymi i czystymi, a przede wszystkim pozbawionymi jakiejkolwiek własnej inicjatywy i kreatywności czy przebojowości, a potem nagle wszystko na odwrót. Dlatego poczucie względności prawd i zasad stało się podstawowym doświadczeniem mojego pokolenia (roczników lat 70.). To tak, jakby matka Eriki Kohut, ta stara jędza, która chce dobrze, a wychodzi jej zawsze źle, nagle zamiast Erikę blokować, zaczęła ją odblokowywać, namawiając do strojenia się, picia, bywania, szaleństw, tańców na fortepianie i ogólnej emancypacji spod matczynych skrzydeł. Jak by na to zareagowała Erika? Tak jak moje pokolenie – po prostu zgłupiałaby.

I trudno się dziwić, że takie osoby jak ja, z lekkim odcieniem nihilizmu, naprawdę już nie słuchają porad rodziców, co wypada, a czego nie wypada, czy można, czy nie wolno. Bez tych ograniczeń świat jest nieco bogatszy, a i pisarz też może się wzbogacić.

Czym bowiem jest pisarz zamknięty jak matrioszka w pisarzu? Czym jest pisarz – wyłącznie inteligent, który nie czuje potrzeby rozwalenia tej formy i wyjścia do innych (przez inteligentów nielubianych) środowisk? Jest „stolikowym pisarzem”, który nic nie wie o życiu poza kawiarnią i redakcją. Oto dlaczego nic sobie nie robię z często pojawiających się zarzutów o celebryctwo, brylowanie na salonach, zadawanie się z żulami, lujami i gwiazdami...

Michał Witkowski – pisarz, mieszka we Wrocławiu. Debiutował zbiorem opowiadań „Copyright” (2001 r.), wydał powieści: „Lubiewo” (2005 r.), „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej” (2007 r.), „Margot” (2009 r.) oraz kryminał „Drwal” (2011 r.) i zbiór opowiadań „Fototapeta” (2006 r.). Obecnie pracuje nad kryminałem „Zbrodniarz i dziewczyna”, który ukaże się w maju 2014 r.

Polityka 50.2013 (2937) z dnia 10.12.2013; Kultura; s. 103
Oryginalny tytuł tekstu: "Taka cicha, taka czysta"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną