Recenzja książki: „Jeszcze nie wieczór”, Kira Gałczyńska

Trudne popołudnie
Kira Gałczyńska książką „Jeszcze nie wieczór” debiutuje w roli powieściopisarki.
materiały prasowe

W dobie popularności wszelkiej literatury intymnej – dzienników, wywiadów rzek, korespondencji – Kira Gałczyńska zdecydowała się pójść pod prąd. Autorka kilkunastu dzieł biograficznych (poświęconych głównie jej ojcu) książką „Jeszcze nie wieczór” debiutuje w roli powieściopisarki. Sonia Gasztołd, jej bohaterka, projektantka kostiumów teatralnych w sile wieku, też nie jest typem, którego interesy literatura reprezentuje najchętniej – nie najmłodsza, coraz mniej rozumie (lub świadomie odrzuca) zmieniającą się rzeczywistość.

A tę musi częściowo oswoić, bo o ile łatwo obserwować absurdy codzienności z dystansu, o tyle wprzęgnięcie w system – np. opieki medycznej – wymaga już dużej wytrzymałości, uczestnictwa. Tak się dzieje, gdy Sonia ulega wypadkowi. Niefortunnie łamię nogę (kolejny absurd do odnotowania – do wypadku dochodzi w szpitalu sanatoryjnym) i podejmuje (nomen omen) wędrówkę po najróżniejszych placówkach. Pomagają ucieczki we wspomnienia (choć bywała Sonia dawniej, jak to w młodości, „głupia jak trep”) i pasje: lektury, II Program Polskiego Radia, kolejny konkurs chopinowski.

Sonka mogłaby się wydać zgorzkniałą malkontentką. Wymysły współczesności ocenia krytycznie (zwłaszcza różne odmiany celebryctwa, nieporadność służby zdrowia i najnowsze wytwory kultury), wyrokuje, co jest rzetelne, a co nie (tu wylicza głośne dzieła, przedpremierowo okrzyknięte „wydarzeniami roku” lub „dekady”). Pada dużo niefikcyjnych nazwisk. Ryzykowne. Autorom książek (albo ich krewnym) niekoniecznie się spodoba.

Nie jest Sonka Danutą Szaflarską z „Pora umierać”, choć obie bohaterki są temperamentne i zadziorne. Nie obserwujemy jej w (stereotypowym) roztargnieniu – do końca troszczy się o swoją niezależność: chce chodzić, wrócić za kierownicę, „drugą połowicę” trzyma na dystans, ani myśli o wspólnym mieszkaniu i tradycyjnym „starzeniu się we dwoje”. Otoczenie (a może również czytelnik) znosi ten fakt z trudem, bo tabuizowaną starość (lepiej: dojrzałość) łatwiej skojarzyć z wycofaniem, biernością, poświęceniem. Ale „jeszcze nie wieczór”, życie się toczy. I szkoda tylko, że dialogi wypadają sztucznie, fabuła jest łatwa do przewidzenia, a pokpiwanie z nowoczesności – do bólu czarno-białe. 

Kira Gałczyńska, Jeszcze nie wieczór, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2013, s. 300

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną