Recenzja książki: Ben Fountain, „Długi marsz w połowie meczu”

Wojna i interesy
Na początku kadencji Donalda Trumpa można się tylko zastanawiać, jak w przyszłości poradzi sobie z nią literatura.
materiały prasowe

W 2004 r. grupa amerykańskich żołnierzy po zwycięskiej potyczce z irackimi bojownikami odbywa Tournée Zwycięstwa. Ostatni dzień występów, na którym skupia się powieść, to apogeum amerykańskości: Święto Dziękczynienia podczas meczu futbolu w Dallas w Teksasie, skąd pochodzi George W. Bush. Główny bohater 19-letni Billy Lynn szybko odkrywa, że ideologia wojny z terrorem zasłania, i to nieudolnie, interesy wielkiego kapitału. Osią będącej literackim majstersztykiem powieści „Długi marsz w połowie meczu” są starania o realizację filmu na podstawie historii żołnierzy, a walka o honorarium staje się walką o przetrwanie – dla pogrążonych w kryzysie Amerykanów kredyt jest większą grozą niż wojna. Z kolei próby zachowania przez żołnierzy godności podczas bombastycznego, niemal pornograficznego show w tytułowej połowie meczu okazują się trudniejsze niż starcia na polu bitwy.

Powieść jest napisana brawurowo, autor umiejętnie buduje napięcie. Wulgarność miesza się z sentymentalnością, a teksańska butność z makabrycznym sarkazmem. Tłumacz Tomasz Gałązka sprostał temu wyzwaniu, bez fałszu korzystając z chodnikowych odmian polszczyzny. „Długi marsz…” powstawał pod koniec pierwszej kadencji Baracka Obamy, kiedy Ameryka wciąż przepracowywała problemy prezydentury Busha. Na początku kadencji Donalda Trumpa można się tylko zastanawiać, jak w przyszłości poradzi sobie z nią literatura.

Ben Fountain, Długi marsz w połowie meczu, przeł. Tomasz S. Gałązka. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017, s. 360

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną