Książki

Żywotny sen

Recenzja książki: Joanna Czeczott, „Petersburg. Miasto snu”

materiały prasowe
Rosja jest jak pijana Nastasja Filipowna z nożem – jeśli nie będzie miała na kogo się rzucić, potnie się sama.

Eseistyczny reportaż Joanny Czeczott „Petersburg” to opowieść o bolesnej przeszłości i trudnej współczesności tytułowego „miasta snu”, zrodzonego z utopijnej idei, która w warunkach rosyjskich nie do końca się sprawdziła. Petersburg miał być – w myśl śmiałej wizji Piotra I – nowoczesnym miastem europejskim, w którym można realizować światłe idee oświeceniowe. Car szybko jednak pojął, że naśladowanie Europy nic nie da, bo rosyjskie wzorce sprawdzają się na miejscu najlepiej, a „postęp można tu wprowadzić tylko przemocą”. Sen przemienił się w koszmar, który naznaczył dzieje Petersburga terrorem.

Czeczott zestawia ważne postaci historyczne z bohaterami współczesnymi – matkami odwiedzającymi synów w więzieniu, potomkami arystokracji, starszymi kobietami, które wspominają okrutny czas blokady miasta, sprzedawcami z metra, opozycyjnymi działaczami i bananową młodzieżą – chcąc odkryć ich wspólny tożsamościowy rys, dostrzec pewne podobieństwa, odnaleźć genius loci Petersburga. Jeden z bohaterów mówi, że Rosja jest jak pijana Nastasja Filipowna z nożem – jeśli nie będzie miała na kogo się rzucić, potnie się sama. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że mówi w istocie o Petersburgu – mieście na wskroś rosyjskim, a jednocześnie spoglądającym tęsknie w stronę Europy. Petersburg to miasto wymykające się stagnacji, buzujące i stymulujące. Autorka widzi w nim nie tyle zasuszony mit, co raczej podlegający dynamicznym przemianom organizm – żywy i niezwykle żywotny. Wszak to brutalnie doświadczane miasto po kolejnych upadkach zawsze podnosiło się ze zdwojoną siłą.

Joanna Czeczott, Petersburg. Miasto snu, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017, s. 376

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Jakie filmy i seriale oglądać w czasach klęski urodzaju

Żeby kino było sztuką, musi – jak sama nazwa wskazuje – być sztuczne. Jeśli film jest całkowitą kreacją, to zatraca ludzki wymiar i staje się pustą rozrywką, dodatkiem do popcornu – o swojej miłości do kina opowiada dr Piotr Kletowski, filmoznawca.

Łukasz Dziatkiewicz
25.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną