Fragment książki „My, ludzie z Marca. Autoportret pokolenia ’68”
Pomysł zorganizowania demonstracji na uniwersytecie był już rozważany wcześniej.
Wydawnictwo Czarne/mat. pr.

Starsi koledzy, wśród nich Modzelewski, starali się odwieść studentów od tego pomysłu, argumentując, że korzyści będą niewspółmiernie małe wobec możliwych represji. Decyzja Jabłońskiego stworzyła jednak zupełnie nową sytuację. Jak wspominał Michnik:

Wtedy zrozumieliśmy, że coś się skończyło, że zaczął się nowy etap i musimy odpowiedzieć wyjątkowo ostro, żeby wytworzyć nową sytuację, bo inaczej wszystkich nas pojedynczo wytłuką, zewsząd powyrzucają i tyle będzie dobrego. Wiec 8 marca został w dużym stopniu na nas wymuszony. Po wielkich debatach zdecydowaliśmy się na zwołanie wiecu, chociaż baliśmy się, że publiczny mityng zmusi władze do radykalnych działań [1].

Strategiczne decyzje co do formy, miejsca i czasu protestu zapadły na urodzinach Jacka Kuronia i nazajutrz podczas spotkania w mieszkaniu Jakuba Karpińskiego. Pozostało jeszcze zaplanowanie szczegółów organizacyjnych i scenariusza samej manifestacji.

I jak już żeśmy ustalili, że 8 marca, to zaczęła się niewielka dyskusja na temat: „Będzie rezolucja – nie będzie rezolucji?” – relacjonowała Irena Lasota. – Wiem, że na pewno Jaś Lityński chciał czytać rezolucję, jeżeli będzie. A ja się upierałam, że jestem najlepsza, bo mam donośny głos. Już nie mówiłam, że jestem wyższa od Jasia… Ale przeważył argument, że już pracuję, poza pracą magisterską mam wszystko zaliczone, więc właściwie bardzo trudno jest mnie wyrzucić. I wtedy – jak zawsze twierdził Jakub [Karpiński] – rozstrzygnął [sprawę] Jacek [Kuroń]. „Ty będziesz czytać!” Po czym ustalono, że rezolucję będzie pisał Karol Modzelewski. Już nie pamiętam dokładnie pisania. Na pewno pojechałam do Karola, przepisałam sobie tę rezolucję, zabrałam ją do puderniczki. Następnego dnia spotkałam się jeszcze raz z Karolem i on powiedział: „Słuchaj, dopiszmy jeszcze jedno zdanie”. A w międzyczasie już ją drukowali i w związku z tym ja wygłosiłam o jedno zdanie więcej, niż było w tej napisanej na maszynie rezolucji. To zdanie było takie: „Uprzedzamy, że w razie jakichkolwiek represji odpowiemy przy użyciu tych samych środków co studenci czechosłowaccy” [2].

Teresa Bogucka zapamiętała z kolei, że organizatorzy wiecu obawiali się antysemickiej retoryki, którą (na razie nieoficjalnie) od dłuższego czasu posługiwały się służby bezpieczeństwa i warszawskie struktury partyjne.

Jacek Kuroń […] powiedział: „Słuchajcie, ale trzeba wziąć pod uwagę realia, to ta władza na pewno zareaguje, nie trzeba im dawać argumentów i w związku z tym, nie gniewajcie się, ale uważam, że wygłaszać przemówienia powinna osoba, która nie ma pochodzenia żydowskiego, bo to wykorzystają”. No, wybraliśmy Mirka Sawickiego, który nie miał pochodzenia, był wysoki, miał dobry głos. Ale ktoś jeszcze, na wypadek [jeśli] Mirka zatrzymają… Irka Lasota! Przecież ona była oczywiście [pochodzenia żydowskiego]… Już żeśmy zapomnieli o tych… Jacek też zapomniał o tej dyrektywie. Ale miał rację, natychmiast jej wyciągnęli [w propagandzie], że jest z domu Hirszowicz [3].

8 marca Bogucka z Lasotą przybyły około dziesiątej rano na teren uniwersytetu – do wiecu pozostały jeszcze dwie godziny, ale kobiety obawiały się, że bramy mogą zostać zamknięte. Początkowo planowano, że wiec rozpocznie się przy betonowym murku obok Instytutu Historycznego, gdzie cztery lata wcześniej odbyła się niewielka studencka manifestacja solidarności z sygnatariuszami Listu 34. Tym razem jednak rejon ten obstawiony był aktywistami ZMS-u. Oprócz ich obecności nic nie zwiastowało, że na dziedzińcu zaraz rozpocznie się studencka manifestacja. Bogucka opowiadała:

Wszyscy pochowani, my z Lasotą wyglądamy – nikogo nie ma. Za pięć dwunasta, trzeba iść, myśmy szły na pusty plac, ale razem z nami wylały się tłumy ze wszystkich budynków. I już nas ten ZMS nie dopuścił do tego murku, który miał właśnie historyczne doświadczenie, i zepchnął nas pod B[ibliotekę] U[niwersytetu] W[arszawskiego], dlatego odbywało się to na ławce [4].

Frekwencja zaskoczyła organizatorów. Tłum od początku liczył nie mniej niż pięćset osób, a po niespełna godzinie urósł do kilku tysięcy.

Myśmy się panicznie bali, że nikt nie przyjdzie – przyznała Teresa Bogucka. – Jacek Kuroń zawsze mawiał, że jak się przystępuje do jakiegoś działania, to się myśli poprzednim doświadczeniem. Jak się przystąpiło do drugiej wojny, to generałowie myśleli doświadczeniem pierwszej wojny. I myśmy myśleli doświadczeniem takiego wiecu z okazji Listu 34, który się odbył na uniwersytecie i [zgromadził] niecałe trzysta osób [5].

Aleksander Perski, członek ścisłego kręgu „komandosów”, wspominał:

Sprzed wiecu pamiętam dyskusję o tym, ile osób przyjdzie – poprzednie ­dziesięć lat to były lata bez takiego doświadczenia, więc trudno było przewidywać. Założyłem się z mamą mojego przyjaciela o butelkę wina, że będzie więcej niż czterysta osób. Wygrałem tę butelkę, ale i dla mnie było zaskoczeniem, że przyszło aż tylu ludzi [6].

Leon Sfard mówił:

[M]yślałem, że tam będzie ta grupka nasza, że nie będzie więcej, może jeszcze parę przypadkowych przechodniów… A zobaczyłem taki tłum ludzi. Byłem zaskoczony [7].

Dalej nastąpiła sekwencja zdarzeń utrwalona we wszystkich kanonicznych narracjach o Marcu. Lasota, a następnie Sawicki odczytali zgromadzonym projekt rezolucji. Postulaty zostały przyjęte oklaskami. Odśpiewano hymn narodowy i zebranie zdawało się mieć ku końcowi. Pierwsze postacie ze szpaleru widzów zaczęły się odrywać, kierując w głąb kampusu.

Wtedy – bez żadnej zapowiedzi ani przyczyny – nastąpiła interwencja.

[1] Adam Michnik, Józef Tischner, Jacek Żakowski, Między Panem a Plebanem, Kraków 1995, s. 170.
[2] Relacja Ireny Lasoty, Dom Spotkań z Historią, Archiwum Historii Mówionej, PRL, 1206, nagrała i opracowała Monika Stachura, czerwiec 2006–grudzień 2008.[3] Rozmowa z Teresą Bogucką.
[4] Tamże; najbardziej wyczerpujący opis przygotowań do wiecu zawarty jest w Anatomii buntu Andrzeja Friszkego (Kraków 2010, s. 523–565), chociaż w pewnych (raczej nieistotnych) szczegółach różni się od obrazu wyłaniającego się z wykorzystanych tu relacji.
[5] Rozmowa z Teresą Bogucką.
[6] Aleksander Perski, Pustka pełna wolności [w:] Krajobraz po szoku, dz. cyt., s. 110.
[7] Rozmowa z Leonem Sfardem, Tel Awiw 2009.

*

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Czarne.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną