Fragment książki „Spowiedź”
Nie jest to literacka praca, nie posiadam bowiem ani zdolności, ani aspiracji literackich.
Okładka książki „Spowiedź”
Polityka

Okładka książki „Spowiedź”

7 maja 1943 roku. Ja, Calek [1] Perechodnik, inżynier agronom, przedstawiający typ przeciętnego inteligentnego Żyda, postaram się opisać dzieje mojej rodziny podczas okupacji niemieckiej.

Nie jest to literacka praca, nie posiadam bowiem ani zdolności, ani aspiracji literackich.

Nie jest to historia żydostwa polskiego, brak mi bowiem danych ku temu.

Nie jest to pamiętnik człowieka oraz jego rodziny, bowiem wszystkie momenty osobiste zostały wyeliminowane z tych pamiętników jako mnie tylko obchodzące.

Jest to pamiętnik Żyda oraz jego rodziny żydowskiej. Właściwie jest to spowiedź z mego żywota, spowiedź szczera, prawdziwa, tylko, niestety, w rozgrzeszenie Boskie nie wierzę, a z ludzi tylko jedna żona moja mogłaby, choć nie powinna, mnie rozgrzeszyć.

Ale ona nie żyje.

Zginęła w znacznym stopniu na skutek wandalizmu niemieckiego, jak i mojej lekkomyślności.

Proszę więc pamiętniki me przyjąć jako spowiedź przedśmiertną.

Nie łudzę się, wcześniej czy później i ja podzielę los wszystkich Żydów z całej Polski.

Zaprowadzą mnie pewnego pięknego dnia na pole, każą wykopać grób dla siebie samego, rozebrać się, położyć się do środka i zginę szybko śmiercią od kuli rewolwerowej.

Ziemia zostanie wyrównana, a rolnik polski przyorze, zasieje żyto czy też pszenicę na tym miejscu.

Tyle już egzekucji podobnych widziałem, że wystarczy mi przymknąć oczy i zobaczyć szczegóły własnej śmierci.

Nie proszę o rozgrzeszenie. Gdybym wierzył w Boga, Raj, Piekło, w nagrodę czy karę pośmiertną, w ogóle bym nie pisał. Wystarczyłaby mi świadomość i pewność, że wszyscy Niemcy będą po śmierci smażyć się w Piekle.

Ale niestety, modlić się – nie umiem, wierzyć zaś – nie wierzę!

Proszę świat demokratyczny, Anglików, Amerykanów, Rosjan, Żydów palestyńskich, aby pomścili nasze kobiety, nasze dzieci, żywcem spalone w Treblince.

My, Żydzi-mężczyźni, niewarci jesteśmy, by być pomszczeni, padliśmy z naszej winy nie na polu chwały.

Chciałbym bardzo opisać dzieje wszystkich rodzin żydowskich w Polsce, ale sądzę, że przez pryzmat moich dziejów każdy z łatwością zobaczy historię wszystkich Żydów z całej Polski.

Moje życie jest typowe, a to dlatego, że nie mogę się poszczycić ani wybitniejszym rozumem, ani też przypadkowym szczęściem, że mnie się udało lepiej niż innym.

O nie! Wszystkie głupstwa, wszystkie błędy, które Żydzi popełnili, popełniłem również. Wszystkie nieszczęścia, wszystkie tragedie, które ich dotknęły, dotknęły mnie również w tej samej mierze.

Jest to więc historia jednego z wielu, jednego z milionów nieszczęśliwych ludzi, którzy się urodzili, wbrew swej woli i na swe nieszczęście, urodzili się, niestety, Żydami!

Urodziłem się w Warszawie, dnia 8 września 1916 roku z rodziców, ot, najbardziej przeciętnych, zwykłych Żydów z tak zwanej średnio zamożnej klasy – ludzie uczciwi, posiadający dużo poczucia instynktu rodzinnego, miłości i przywiązania w stosunku do ich rodziców, poświęcenia „materialnego” zaś dla dzieci swoich. Zaznaczam: materialnego, a to dlatego, że nigdy żadne więzy duchowe ani mnie, ani rodzeństwo moje nie łączyły z rodzicami. Nie starali się czy też nie byli w stanie nas, dzieci ich, zrozumieć, dość że każdy z nas wychował się sam, pod wpływem szkoły, kolegów, książek przeczytanych, poczucia własnej niezależności materialnej i faktycznej wolności słowa i myśli, zwłaszcza w okresie lat 1925–35.

Należałem wraz z bratem moim do organizacji prawicowo-syjonistycznej – Bejtar [2], propagującej dążenie Żydów do wyzwolenia się, do utworzenia niepodległego państwa żydowskiego w Palestynie. Nie przeszkadzało mi to bynajmniej czuć się dobrym patriotą polskim. Uwielbiałem poezję polską, tę z okresu utraty niepodległości, zwłaszcza Mickiewicza. Przemawiała ona do mego serca, a to dlatego, bo kojarzyłem ją z historią Żydów [3]. W mojej naiwności uważałem, że Polacy, którzy tak długo byli uciskani przez wrogów swoich, powinni najlepiej zrozumieć nas, Żydów, współczuć nam i w miarę możliwości pomagać.

Aczkolwiek nie byłem specjalnie religijny, wierzyłem wtedy w Boga, w misję dziejową żydostwa – krzewienia kultury wśród narodów tego świata [4], dumny byłem zarówno ze Spinozy, jak Einsteina i innych geniuszy żydowskich. Nad sprawą antysemityzmu specjalnie się nie zastanawiałem, zresztą, głęboko wierzyłem, że wraz z postępem cywilizacji i dorobku kulturalnego ludzkości antysemityzm automatycznie zginie, że ludzkość idzie w swoim rozwoju coraz bliżej ku nieśmiertelnym ideałom Rewolucji Francuskiej: „wolności, równości i braterstwu”.

Powtarzałem za Asnykiem: „Co złość zniweczy, co występek zburzy/ To miłość z gruzów na powrót postawi” [5].

Zresztą, zaznaczam, że z praktycznym antysemityzmem ja osobiście nie miałem okazji się spotkać, wprawdzie nie mogłem studiować na Uniwersytecie Warszawskim, ale za to miałem możność wyjazdu na wyższe studia do Francji, do Tuluzy [6].

Okres, który tam przeżyłem, należy do najmilszych wspomnień mego życia. Tej wolności, tego poszanowania drugiego człowieka, tej swobody wyrażania swoich przekonań chyba w żadnym kraju w równym stopniu nie można było znaleźć. Stosunek profesorów do studentów, stosunek kolegów Francuzów do nas cudzoziemców był miły i zupełnie bez zarzutu. Trochę nie lubili Polaków, uważając, że większość z nich to są bandits polonais [7], ale to nie było poważnie brane. W 1935 roku trudno było wytłumaczyć przeciętnemu Francuzowi różnicę między vrai polonais [8] a juif polonais [9] i citoyen polonais [10]. Uważali oni, że nie ma żadnej różnicy między tymi dwoma pierwszymi definicjami, które się sprowadzają do jednego mianownika: citoyen polonais [11]. W tej atmosferze wolności jakie dziwne dla nas były czytane w gazetach [wiadomości o] rozmaitych burdach antyżydowskich na Uniwersytecie Warszawskim [12]. Wierzyć mi się wtedy nie chciało, nie mogłem sobie tego wyobrazić, że tak można po prostu podejść do znajomego czy też nieznajomego Żyda i wybić mu oko, czy też tak poturbować go za sam fakt, że urodził się Żydem.

Po ukończeniu studiów z wynikiem: „Tres bien avec félicitations du Jury” [13], napisałem pracę dyplomową o kulturze konopi w Polsce, pracę, której by się żaden rodowity Polak nie powstydził, ze względu na rozmaite konkluzje, jakie wyciągnąłem z wyżej wymienionej kultury w Polsce. W ostatnim momencie, 10 lipca 1937 roku, w mowie wygłoszonej do dyrektora, dziekana i profesora, dziękowałem im nie za rozmaite nauki, które przyjąłem przez trzy lata mego pobytu w Instytucie Tuluskim, gdyż z zasady człowiek prędko zapomina o nauce, ale za to, że nauczyli mnie „myśleć logicznie” i rozwiązywać nowe problemy naukowe i życiowe, opierając się na całokształcie wiedzy nabytej oraz wrodzonej inteligencji.

Niestety, próżność przemawiała wtedy przeze mnie. Myślałem, że umiem myśleć i wyciągać logiczne wnioski w odpowiedniej chwili. W jakże tragiczny sposób przekonałem się, że tak nie jest. Ceną krwi najbliższych i najdroższych zapłaciłem za ten brak umiejętności myślenia, ale o tym będzie mowa później.

Zwiedziłem wystawę wszechświatową w Paryżu w 1937 i jako dyplomowany inżynier w wieku lat 21 wróciłem do Polski. Aczkolwiek miałem odroczenie służby wojskowej jeszcze na jeden rok, sam się stawiłem w tydzień po moim przyjeździe przed komisją wojskową. Dostałem kategorię „A”, ale ponieważ Polska była na tyle silnym mocarstwem, miała taką potężną armię, tylu wykształconych i dyplomowanych inżynierów-oficerów, moja osoba okazała się zbyteczną.

Zresztą, co tu obwijać w bawełnę, dano mi „nadliczbówkę” – mnie, mojemu bratu, również inżynierowi, moim wszystkim kolegom Żydom z wykształceniem średnim oraz wyższym – a to dlatego, że nie chciano mieć oficerów Żydów w Armii Polskiej [14]. Zresztą, przyznam się szczerze, że nie bardzo się tym zmartwiłem, chociaż chciałem lojalnie wypełnić moje obowiązki wobec państwa, które zapewniało mi możność życia, rozwijania się, dało mi opiekę prawną i któremu jak najlepiej życzyłem. Z góry wiem, że mi w to żaden Polak nie uwierzy, ale ludzie, zrozumcie mnie: w dobrobycie Polski widziałem swój dobrobyt. Byłem wierny przykazaniom proroka Eliasza, który doradzał Żydom, będącym w niewoli babilońskiej, aby prosili nie o zagładę, ale o dobrobyt tegoż państwa, gdyż on stanie się wtedy i ich udziałem [15].

Co robić? Muszę przywiązanie moje do Polski uzasadniać z punktu widzenia materialistycznego i egoistycznego, bo gdybym chciał pisać, że byłem szczerze i bezinteresownie przywiązany do Polski, że lubiłem i znałem polską poezję lepiej od niejednego wykształconego Polaka, że przecież język polski był moim językiem macierzystym, że w nim po raz pierwszy oświadczyłem ukochanej dziewczynie, że ją kocham – w podobne słowa nikt nie uwierzy i dlatego wolę o tym się nie rozpisywać.

W sierpniu 1938 odbył się ślub mój z Anną Nusfeld, dziewczyną, która poza mną świata nie widziała i którą kochałem od 1932 roku. Żona moja była współwłaścicielką kina „Oaza” w Otwocku. Rodziców swoich nie znała, umarli za młodu. Ją zaś, dwóch jej starszych braci oraz siostrę wychowała stara babka, a właściwie sami się wychowali. Tym niemniej własnymi siłami wybudowali śliczny gmach kinowy na odziedziczonym po dziadku swoim pustym placu; i mogę tak powiedzieć – po dwudziestu latach męki i nieludzkiej harówki dorobili się stanowiska. Chcieli przed wojną wybudować jeszcze jedno kino w Otwocku, ale burmistrz wolał, żeby kina nie było, byleby go Żyd nie miał. Ale mniejsza z tym.

Zaznaczam jeszcze, że żona moja, aczkolwiek nie była specjalnie wykształcona, była wybitnie inteligentną i mądrą kobietą.

Pamiętam, jak stawałem przed komisją wojskową. Spytał mnie wtedy kapitan-lekarz, czy mój dyplom zagraniczny jest miarodajny w Polsce, żeby otrzymać posadę rządową. Nie wiem, czy pytał się wtedy poważnie, czy też zażartował ze mnie. Co do mnie byłem przekonany, że mógłbym zrobić jeszcze dziesięć dyplomów i mimo to nie dostałbym posady rządowej w Polsce. Ale ponieważ nie chciałem żyć za pieniądze żony, otworzyłem sobie wspólnie z moim wujaszkiem Góralskim skład materiałów budowlanych – interes, który dawał utrzymanie mnie i żonie. Pieniądze zaś z kina szły na zapłacenie starych długów hipotecznych, zaciągniętych jeszcze przez ich dziadka, na luksusowe umeblowanie mieszkania, no i na naszą garderobę. Nie będąc bogatym, byłem, mając lat 22, szczęśliwym człowiekiem. Miałem żonę kochaną, swoją pracę, byłem urządzony i niezależny materialnie od nikogo.

Mógłby się mnie ktoś spytać, dlaczego nie wyjechałem wtedy do Palestyny; jako syjonista powinienem był to przecież uczynić. Odpowiem na to pytanie:

1. Ze względu na żonę: dwadzieścia lat męczyła się, nieraz o głodzie, kino jej bracia sami budowali, ona z siostrą cegły nosiły, lasowały wapno. Boże, co oni się napracowali, zanim kino zaczęło prosperować. Teraz, jak dobiła do mety, była urządzona – nie miała ani sił, ani energii, by rzucić to wszystko i zacząć od początku w innym kraju.

2. Nie uważałem, że w Polsce grunt się pali pod nogami Żydom i że nie mam prawa przebywania w Polsce, w chwili, kiedy wypełniam lojalnie moje obowiązki obywatelskie wobec niej [16].

Postanowiliśmy z żoną, że po pewnym czasie wyjedziemy do Palestyny, zakupimy sobie tam ziemię, gdzie będę mógł już pracować jako agronom [17].

Dość że przeklęty rok 1939, rok chmur, rok prób zastał nas w Polsce, w naszym rodzinnym mieście, w Otwocku.

[1] Zdrobniała forma imienia hebrajskiego Becalel albo Besaleel (zob. Wj. 31,1–11); w różnych dokumentach Perechodnika, w tym oficjalnych, figuruje Calel.

[2] Skrót od „Brit Trumpeldor” (hebr.: Związek Trumpeldora) – ruch młodzieżowy tzw. syjonistów-rewizjonistów, założony w 1923 roku przez Włodzimierza Żabotyńskiego. Przywódcą Bejtaru w Polsce w latach 1938–39 był Menachem Begin – w latach 1977–83 szósty premier Izraela. Bejtar przykładał dużą wagę do szkolenia wojskowego, przygotowywał swoich członków do emigracji do Palestyny i udziału w walce zbrojnej o utworzenie państwa żydowskiego.

[3] Bejtar cieszył się popularnością m.in. wśród młodych Żydów wychowanych w spolonizowanych rodzinach, którzy odnajdowali w nim wpływy polskiej romantycznej ideologii narodowej, szczególnie odwołania do tradycji powstańczej. Idea legionu żydowskiego, która stanowiła centralny element programu Bejtaru, zrodziła się w oparciu o dzieje polskich Legionów. Zob. J. Szawit, Ha-mitologja szel ha-jamin, Beit Berel, Tel Awiw [1986], s. 15–62. Perechodnik kształcił się w gimnazjum polskim; wskazuje na to jego doskonała znajomość literatury polskiej oraz łaciny. Język żydowski (jidysz) zaś znał tylko powierzchownie, a dowodzą tego popełniane przez niego liczne i wielokrotnie powtarzane błędy w transliteracji. Prawdopodobnie posiadł też pewną wiedzę związaną z religią żydowską, a mianowicie podstawy języka hebrajskiego i Starego Testamentu. Tu i ówdzie cytował zwroty i wyrażenia zaczerpnięte z Biblii, a związane z żydowskim życiem religijnym, zapisując je (czasami poprawnie, czasami błędnie) hebrajskimi literami.

[4] Tradycyjnie w teologii żydowskiej przedstawiano rozproszenie Żydów po zburzeniu Drugiej Świątyni w Jerozolimie w 70 roku n.e. jako boską karę za grzechy narodu wybranego. W XIX wieku niektórzy myśliciele żydowscy zaproponowali nową interpretację tego zjawiska, nadając rozproszeniu pozytywne znaczenie. Ta interpretacja – „teoria misji Izraela” – zakładała, że Żydzi zostali rozsypani po całym świecie, aby nauczyć inne narody zasad etycznego monoteizmu. W przeciwieństwie do wypowiedzi Perechodnika, w świetle teorii misji Żydzi nie byli odpowiedzialni za przekazywanie innym narodom wartości kulturowych sensu largo.

[5] A. Asnyk, sonet XVII z cyklu Nad głębiami (1883–1894).

[6] Od 1924 roku większość polskich uniwersytetów ograniczała liczbę studentów pochodzenia żydowskiego. W 1923 roku na polskich uniwersytetach studiowało 9579 Żydów (24,4%); w 1938 roku było ich już tylko 4113 (8,2%). R. Mahler, Jehudej Polin beyn sztej milchamot ha-olam: historia kalkalit socjalit le-or ha-statistika, Dwir, Tel Awiw 1968, s. 172. Zob. też S. Rudnicki, From Numerus Clausus to Numerus Nullus, „Polin” nr 2, 1987, s. 247–268.

[7] Franc.: bandyci polscy.

[8] Franc.: prawdziwy Polak.

[9] Franc.: Żyd polski.

[10] Franc.: obywatel polski.

[11] W kulturze politycznej Trzeciej Republiki Francuskiej (1871–1940) nie istniało rozróżnienie między narodowością a obywatelstwem. Obywatel Francji miał być traktowany jako Francuz tak długo, jak on sam do tego się poczuwał; jego pochodzenie narodowe nie miało znaczenia. (Zob. m.in. G. Noiriel, Etat, nation et immigration, Belin, Paris 2001, s. 160–166; R. Brubaker, Citizenship and Nationhood in France and Germany, Harvard University Press, Cambridge 1992, s. 85–113.) Z tego powodu Perechodnik miał trudności z wyjaśnieniem Francuzom, że w Polsce nie każdy obywatel państwa był traktowany jako „prawdziwy Polak”, że „polskość” była związana przede wszystkim z pochodzeniem człowieka, a nie z posiadanym przez niego obywatelstwem.

[12] W latach 1935–39 na prawie wszystkich uniwersytetach w Polsce miały miejsce zajścia antyżydowskie na tle żądań o wprowadzenie „gett ławkowych”, których domagały się szerokie kręgi akademickie. Zob. J. Żyndul, Zajścia antyżydowskie w Polsce w latach 1935–1937, Fundacja im. K. Kelles-Krauza, Warszawa 1994, s. 76–82; E. Melzer, Ma’awak medini be-malkodet: Jehudej Polin 1935–1939, Diaspora Research Institute, Tel Awiw 1982, s. 230–242.

[13] Franc.: Bardzo dobrze, z gratulacjami od Komisji Egzaminacyjnej.

[14] Po 1935 roku władze wojskowe prowadziły politykę dyskryminacyjną wobec Żydów w szeregach Wojska Polskiego, ograniczając ich służbę do jednostek piechoty. Zob. M. Canin, Ha-jehudim ba-cawa ha-polani, w: „Encyklopedia szel galujot: Warsza”, nr 2, Jerozolima 1959, s. 510–518.

[15] Perechodnik miał chyba na myśli nie Eliasza (który nie żył w czasach niewoli babilońskiej), ale Jeremiasza. Zob. Jer. 29,7: „Starajcie się o pomyślność kraju, do którego was zesłałem na wygnanie. Módlcie się do Pana za niego, bo od jego pomyślności zależy wasza pomyślność”.

[16] Zdanie, że „w Polsce grunt się [nie] pali pod nogami Żydom”, odbiegało nieco od oficjalnego stanowiska Bejtaru i syjonistów-rewizjonistów w ogóle. Od 1936 roku obóz ten domagał się przeprowadzenia „ewakuacji” 750–1000 tysięcy Żydów z Polski w ciągu dziesięciu lat, twierdząc – jak to wyraził przywódca rewizjonistów Włodzimierz Żabotyński – że tam przewidziano „automatyczne wywłaszczenie gospodarcze rozproszonej mniejszości [żydowskiej] przez większość mieszkańców”. Co prawda Żabotyński nie przewidział fizycznej zagłady ludności żydowskiej pod okupacją niemiecką, ale wierzył, że Żydzi w Polsce nie mają przyszłości z powodu ich położenia gospodarczego. Z. [W.] Żabotyński, T. Kop, Chazit ha-milchama szel am Jisra’el, Jerozolima 1941, s. 60. Zob. „Czas”, 19 czerwca 1936.

[17] Okazuje się, że plan Perechodnika był już wtedy całkowicie niewykonalny. W okresie, kiedy zawierał związek małżeński – w sierpniu 1938, możliwości legalnej emigracji do Palestyny były ograniczone z powodu polityki władz brytyjskich. Dalsze ograniczenia narzuciły władze mandatowe w maju 1939. W okresie 1937–39 tylko 22 tysiące Żydów wyemigrowało z Polski do Palestyny. J. Marcus, Social and Political History of the Jews in Poland, 1919–1939, „Mouton”, Berlin 1983, s. 389.

***

Calek Perechodnik, Spowiedź, Ośrodek KARTA, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2018, s. 304

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj