Fragment książki „W 80 dni dookoła świata”
Tylko człowiek, któremu woda cieknie na podłogę, jest w stanie zrozumieć, jak głęboko jestem wdzięczny obu panom oraz ich palnikowi acetylenowemu.
Okładka książki „W 80 dni dookoła świata”
Polityka

Okładka książki „W 80 dni dookoła świata”

Jestem głęboko zobowiązany

W socjalizmie w sklepach nie było prawie niczego potrzebnego, a w domach i mieszkaniach radioodbiorniki, telewizory, pralki, lodówki. Wszystko trzeba było „zorganizować, załatwić” przez znajomych, znajomych znajomych, własnych klientów, którym można się było zrewanżować, przydawały się czekoladki, a nawet łapówki. Wytwarzały się też zależności pomiędzy ludźmi: ty mnie zlewozmywak z Olsztyna, a ja tobie skierowanie do sanatorium w Ciechocinku. Każdy komuś coś zawdzięczał – świat był pełen przyjaciół.

Dziękuję żonie znanego tłumacza i intelektualisty za to, że zadzwoniła pod sobie tylko znany adres w Olsztynie i znalazła dla mnie zlewozmywak blaszany, nierdzewny, dwukomorowy, z ociekaczem z prawej strony. Zlewozmywaki takie były kiedyś łatwo dostępne – greckie, austriackie i polskie, ale rozwój budownictwa i remontów wyprzedzał rozwój wanien i zlewozmywaków. Jestem pani szczególnie zobowiązany i jeśli przyjdę po odbiór bez kwiatów, to okażę się ostatnim chamem.

Dziękuję pani znajomemu, a mnie absolutnie obcemu (do wczoraj), inżynierowi N. za to, że nie tylko kupił zlewozmywak, ale jadąc do stolicy, wziął go i przydźwigał własnymi rękoma. Wszystkim, którzy przyczynili się do tego sukcesu, składam tą drogą serdeczne podziękowania.

Dziękując kierowcy ciężarówki PGR w N. za to, że jadąc przez Przasnysz, zgodził się za mniej niż tysiąc złotych zabrać pianino, którego PKS z Warszawy nie chciał przewieźć legalnie za żadne pieniądze, ponieważ nie miałem niczego do przewiezienia do Przasnysza, a pustego kursu nawet za moje pieniądze wykonać nie wolno.

Dziękuję pani doktor od chorób kobiecych, znajomej mojej znajomej, za to, że kiedy mój lekarz był na urlopie, bez badania przepisała mi valium na uspokojenie. Jestem zobowiązany. Przy okazji dziękuję w imieniu drugiego męskiego pacjenta za zaświadczenie, iż nie może latać samolotem. On też jest zobowiązany.

Dziękuję pani magister farmacji, że zechciała przeoczyć pieczątkę ginekologa i sprzedała mi proszki.

Dziękuję uroczej pani Ewie, kierowniczce domu wczasowego na Wybrzeżu, za to, że kiedy nie było już mowy o kupieniu biletu kolejowego do Warszawy, pozwoliła mojemu dziecku przenocować jeszcze jedną noc, żeby mogło odjechać rano, choć był to okres przeznaczony na sprzątanie, a nie dla gości. Jestem naprawdę zobowiązany.

Dziękuję panu kierownikowi w Urzędzie Dzielnicowym za to, że kiedy zostałem okradziony, nie żądał nawet zaświadczenia z milicji, tylko uwierzył mi na słowo, nie kazał odtwarzać wszystkich ukradzionych dokumentów i tym samym uchylił decyzję złośliwej urzędniczki. Jestem panu, panie kierowniku, głęboko wdzięczny.

Dziękuję ślusarzowi i hydraulikowi z naszej spółdzielni mieszkaniowej, że choć nie było to wcale ich obowiązkiem, w każdym razie nie tego samego dnia, zgodzili się za 500 zł przyjść i załatać dziurę w cieknącym bojlerze. Tylko człowiek, któremu woda cieknie na podłogę, jest w stanie zrozumieć, jak głęboko jestem wdzięczny obu panom oraz ich palnikowi acetylenowemu.

Dziękuję pracownikom MPO, zwanym dawniej pracownikami asenizacyjnymi, że po przyjęciu wyznaczonej przez siebie kwoty na jajko wielkanocne przyjeżdżają już po śmieci raz na dwa tygodnie, co zbliża nas poważnie do częstotliwości, jaka widnieje w przepisach.

Dziękuję panu dyrektorowi stacji samochodowej, że mimo półtoramiesięcznego terminu napraw gwarancyjnych wczuł się w sytuację rodziny podmiejskiej dojeżdżającej i wykonał naprawę w ciągu trzech dni. Tylko człowiek, który dojeżdża do pracy i zaznał czaru czterech kółek, a później miał go być pozbawiony na prawie dwa miesiące, jest w stanie docenić moją wdzięczność.

Dziękuję pani ze sklepu monopolowego za to, że kiedy potrzebowałem sto gramów spirytusu do zamoczenia truskawek przed smażeniem konfitur – powiedziała mi, gdzie i za jaką walutę go kupić.

Dziękuję nieznajomemu kierowcy stara za to, że zaczął holować mnie służbowym (jak sądzę) wozem w Borach Tucholskich, z dala od telefonizacji i urbanizacji. Tylko człowiek, którego samochód, pełen żony i dzieci, okazał się nagle kupą martwego złomu w najbardziej niepożądanym miejscu, będzie w stanie docenić moje zobowiązanie.

Dziękuję towarzyszom sztuki drukarskiej za to, że kiedy miałem dyżur, uwinęli się prędzej niż zwykle z przygotowaniem „Polityki” do druku, dzięki czemu mogliśmy obejrzeć transmisję meczu Real Madryt-Benfica Lizbona. Tylko kibic, który podczas meczu musi siedzieć w pracy, doceni szczerość tych podziękowań. Dziękuję również w imieniu kolegi Janka monterowi telewizyjnemu za to, że mimo późnej pory i długich przedolimpijskich terminów zgodził się za niewygórowaną opłatę zajrzeć do jego telewizora. Na godzinę przed meczem żadna opłata nie jest wygórowana.

Dziękuję kasjerce teatru dla dzieci za to, że sprzedała mi bilety na dziś, choć przez telefon powiedziała, że miejsc nie ma. Kiedy jednak mimo to przyjechałem z Falenicy na ul. Różaną i kazałem dziecku ładnie prosić – bilety sprzedała, informując jednocześnie, że przez telefon ludzie zawracają głowę. Tylko człowiek, którego dziecko zamęcza, żeby pójść na „Lisa chytruska”, zrozumie, że czuję się naprawdę zobowiązany.

Dziękuję pani telefonistce z międzymiastowej za to, że nie odłożyła słuchawki, tylko wysłuchała wyjaśnienia, a następnie połączyła mnie z potrzebnym numerem. Tylko człowiek, który usiłował z cudzego telefonu dodzwonić się do międzymiastowej, zrozumie mój dług wdzięczności.

Dziękuję ajentowi budki „Rożen – szaszłyki – węgorze” z Trójmiasta za to, że obiecał mi sprzedać 60 dkg węgorza, jak będzie miał, i zobowiązania tego dotrzymał. Tylko gospodarz, który ma mieć gości i nie jest do tego przygotowany gastronomicznie, doceni moją wdzięczność, wyrażoną ustnie i finansowo.

Dziękuję dyrektorowi wydawnictwa za to, że odwołał się od niekorzystnej dla mnie decyzji władz nadrzędnych w sprawie włączenia mojej książki do planu wydawniczego. Dziękuję, że umówił się z drugim zawiadowcą stacji wydawniczej, który obiecał doczepić moją książkę do pociągu jadącego w kierunku stacji Publikacja. Jestem im obu szczerze zobowiązany.

Dziękuję docentowi doktorowi habilitowanemu za w sumie jednak pozytywną recenzję maszynopisu, „po usunięciu wymienionych usterek i przeróbce dwóch ostatnich rozdziałów”. Dziękuję tym bardziej spontaniczne, że docent podłożył mi kiedyś świnię i teraz – mając taką okazję – w ogóle się na mnie za to świństwo nie mścił. Jestem głęboko zobowiązany.

Dziękuję redakcjom, które od czasu do czasu podszczypuję w swoich felietonach, za to, że nie wprowadziły mimo to zakazu druku na swoich łamach moich tekstów. Tylko dziennikarz, który miał wstęp wzbroniony do niektórych redakcji, ponieważ z nimi polemizował, a tym samym zawężał krąg swoich potencjalnych chlebodawców – zrozumie, że nie żartuję, kiedy wyrażam wdzięczność.

Dziękuję mojej własnej redakcji, maszynistkom, gońcom, redaktorom, korektorom i przełożonym za to, że opublikują tę litanię. Kiedy patrzę na Was, nigdy nie zapominam, ile zawdzięczam dobrym ludziom. Tylko dziennikarz, któremu odrzucają co trzeci tekst, doceni, jak wiele zawdzięczamy tym, którzy drukują pozostałe dwa.

10 lipca 1976 r.

***

Daniel Passent, W 80 lat dookoła Polski, Biblioteka POLITYKI, Warszawa 2018, s. 336

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj