Muzyka

Powrót do domu

Recenzja płyty: Laurie Anderson, "Homeland"

Tak obezwładniającej i kompletnej muzycznej wizji nie pokazała od lat szesnastu.

Oj, brakowało Laurie Anderson. Na jej nowe nagrania czekaliśmy od dekady. A tak obezwładniającej i kompletnej muzycznej wizji nie pokazała od czasu płyty „Bright Red” sprzed lat szesnastu. Wraca w imponującej formie wokalnej (ma 63 lata), a nad jej muzyką znów unosi się duch awangardy – nie na tyle jednak odstraszający, by przegonić miłośników dobrych piosenek. Smaku dodają dyskretne gościnne występy gwiazd sceny nowojorskiej – Johna Zorna na saksofonie, wokalisty Antony’ego czy Lou Reeda, życiowego partnera Laurie Anderson.

Wyjście w stronę tanecznej elektroniki (zrealizowane z pomocą innego gościa – Kierana Hebdena) w piosence „Only an Expert” jest jednym z najśmielszych posunięć artystki od lat – i posunięciem bardzo udanym. „Homeland” to kolejny powrót do tematyki amerykańskiej mitologii, wątku przewijającego się przez całą twórczość Anderson. Powrót jednej z najlepszych autorek opowieści ilustrowanych muzyką, jakie wydała Ameryka.

Jak nikt inny potrafi ona przyciągnąć słuchacza wszelkimi możliwymi środkami, nie pozwalając mu zapomnieć, że muzyka jest sztuką. A o tym, w jaki sposób to robi, opowiada dołączony do płyty 40-minutowy film.

Laurie Anderson, Homeland, Nonesuch

Polityka 32.2010 (2768) z dnia 07.08.2010; Kultura; s. 49
Oryginalny tytuł tekstu: "Powrót do domu"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Skąd się biorą pioruny? Odpowiedź może zaskoczyć

Piorun pojawia się nagle, znika błyskawicznie i nie pozwala się łatwo zbadać. Skąd to budzące zachwyt i grozę zjawisko bierze energię oraz jak ją uwalnia? Odpowiedź może zaskoczyć.

Andrzej Hołdys
07.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną