Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Muzyka

W pogoni za Amy

Recenzja płyty: Duffy, "Endlessly"

materiały prasowe
Kilka przebojowych piosenek ucieszy masową publiczność.

O rok młodsza Aimee Duffy nawet imieniem kojarzy się z Amy Winehouse. I choć walijska wokalistka podpisuje się po prostu Duffy, a na koncie ma kilka poważnych wyróżnień – włącznie z Grammy – trudno się jej będzie uwolnić od porównań z niesforną koleżanką. Muzycznie bardzo ją przypomina w jednym zasadniczym względzie: odtwarza brzmienie popu i soulu w wersji retro. Bogate, orkiestrowe aranżacje, partie sekcji dętej, a do tego dziewczęcy, lekko łamiący się głos z przesadnie (jak dla mnie) wyeksponowanym wibratem.

Całą tę stylizację Duffy posunęła na płycie „Endlessly” tak daleko, że wprawdzie kilka przebojowych piosenek ucieszy masową publiczność, a wielu pozwolą się one przenieść w wyobraźni do lat 60., ale część słuchaczy usłyszy w tym wszystkim fałsz. Ciekawe, jak odpowie na to Amy Winehouse, która podobno wreszcie pracuje nad kolejnym albumem – dopiero on nam pokaże, czy to tylko Duffy robi coś nie tak, czy może z pomysłu na pop w wersji retro zwyczajnie nie da się już nic więcej wykrzesać.

Duffy, Endlessly, A&M

Polityka 50.2010 (2786) z dnia 11.12.2010; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "W pogoni za Amy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Orgazm, pianole i supertorpedy. Czyli jak powstała superbroń

Ona nazywała się Hedy Lamarr i zanim została twarzą Hollywood, zasłynęła jako autorka pierwszego ekranowego orgazmu. On, George Antheil, zanim zaczął komponować muzykę, był autorem artystycznych skandali. Połączyła ich superbroń.

Andrzej Fedorowicz
06.10.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną