Muzyka

Rock bez udziwnień

Recenzja płyty: Voodoo Johnson, "10,000 Horses"

materiały prasowe
To, co robią Voodoo, Johnson przywodzi na myśl brzmienie takich gigantów jak Led Zeppelin czy Aerosmith.

Dla tych wszystkich, którzy nie chcą poddać się urokowi świątecznych piosenek Pink Martini i gustują w mocniejszym graniu, mam propozycję, która sprawiła mi ostatnio bardzo miłą niespodziankę, mianowicie płytę zatytułowaną „10,000 Horses”. To debiut brytyjskiego kwintetu Voodoo Johnson. Zespół pochodzi z Birmingham i gra ostrego, amerykańsko brzmiącego rocka. To niezbyt częste zjawisko na wyspiarskiej scenie muzycznej. Młode angielskie zespoły, chcące zainteresować publiczność swoją twórczością, starają się unikać utartych szlaków i tworzyć muzykę „alternatywną”. „10,000 Horses” to miód na serca miłośników starego, dobrego, gitarowego rocka bez udziwnień.

To, co robią Voodoo, Johnson przywodzi na myśl brzmienie takich gigantów jak Led Zeppelin czy Aerosmith. Wokalista Kev Bayliss doskonale daje sobie radę zarówno z dynamicznymi, jak i spokojniejszymi utworami, a cała płyta daleka jest od monotonii typowych rockowych schematów. Warto głośno posłuchać.

Voodoo Johnson 10,000 Horses, Polarian Records

Polityka 51.2010 (2787) z dnia 18.12.2010; Afisz. Premiery; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Rock bez udziwnień"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Kuchciński, Terlecki: od hipisów do PiS-u

Niewielu polskich hipisów w uczesanym dorosłym życiu wybrało politykę. Ci, którzy zaszli najdalej – dzisiejszy marszałek i wicemarszałek Sejmu – zostali zatwardziałymi konserwatystami.

Agnieszka Sowa
26.01.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną