Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Muzyka

Druga pierwsza dama

Recenzja płyty: Beyonce, "4"

materiały prasowe
Niebezpiecznie zbliża się do Whitney Houston.

Gdy Michelle Obama jest Pierwszą Damą, Beyoncé Knowles w roli pierwszego głosu amerykańskiej popwokalistyki wydaje się wyborem oczywistym. Może dlatego Obama wykorzystała utwór tej ostatniej w swojej nowej kampanii społecznej promującej tężyznę fizyczną. W istocie Beyoncé była pierwsza na listach przebojów także w czasie poprzedniej prezydenckiej kadencji, a „tężyzna” to zbyt brzydkie słowo, żeby opisać jej świetną formę.

W galopadach wokalnych na nowej płycie, towarzyszących dość dramatycznym i pompatycznym utworom, niebezpiecznie zbliża się jednak do Whitney Houston, co z pewnością zauważą ci, którzy kibicują jej od czasów grupy wokalnej Destiny’s Child. Sam się do nich zaliczam i odnotowuję to wszystko z niepokojem – wolę Beyoncé w repertuarze funkującym, pulsującym, zwyczajnie rozrywkowym, reprezentowanym tu przez „Party” (na płycie to duet z André 3000, produkowany przez Kanye Westa) oraz rewelacyjne „End of Time”. A nade wszystko – w repertuarze nowocześniejszym, bo pod tym względem bywało już lepiej.

Beyonce, 4, Sony Music

Polityka 28.2011 (2815) z dnia 07.07.2011; Afisz. Premiery; s. 63
Oryginalny tytuł tekstu: "Druga pierwsza dama"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Za jakie grzechy? O co proboszcz procesuje się z parafianami

Ki diabeł?! – pomyślała pani sołtyska, gdy dostała wezwanie na komisariat. Wnet się jednak okazało, że żaden diabeł, tylko ksiądz postanowił ścigać parafian na drodze prawnej.

Zbigniew Borek
04.07.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną