Muzyka

Supergrupa nie całkiem super

Recenzja płyty: Royal Southern Brotherhood, "Royal Southern Brotherhood"

materiały prasowe
Muzyka jest wypadkową zainteresowań poszczególnych członków zespołu. Mamy tu więc i bluesa, i rocka, i nawet santanopodobne kołysanie.

Royal Southern Brotherhood – to brzmi poważnie i zobowiązująco, tym bardziej że na okładce płyty obok nazwy zespołu umieszczono jeszcze złotą królewską koronę. Tak dumnie prezentujące się Królewskie Braterstwo Południa tworzą muzycy o sporym dorobku i dobrych rodowodach. Jest tu przedstawiciel klanu Neville’ów, najmłodszy z czterech braci, Cyril, syn sławnego Gregga Allmana, Devon, jak również szczycący się bogatym dorobkiem indywidualnym (sześć płyt solowych) bluesowy gitarzysta Mike Zito. Wspomagani przez sekcję rytmiczną, nagrali swoją debiutancką płytę w studiu (oczywiście) w Luizjanie.

Muzyka jest wypadkową zainteresowań poszczególnych członków zespołu. Mamy tu więc i bluesa, i rocka, i nawet santanopodobne kołysanie. Nazwiska i reputacja członków RSB zapowiadały prawdziwe muzyczne wydarzenie. Owszem, wszystko jest superprofesjonalnie wykonane i doskonale brzmiące. Troszeczkę brakuje tylko tej specyficznej iskry, czyniącej z produkcji porządnej porywającą. Ale to przecież dopiero debiut.

Royal Southern Brotherhood, Royal Southern Brotherhood, Ruf

Polityka 28.2012 (2866) z dnia 11.07.2012; Afisz. Premiery; s. 61
Oryginalny tytuł tekstu: "Supergrupa nie całkiem super"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Zapomniana historia Mietka Kosza

Film Macieja Pieprzycy „Ikar. Legenda Mietka Kosza” z brawurową rolą Dawida Ogrodnika przypomina wielką postać tytułowego niewidomego pianisty. To powód, by raz jeszcze zastanowić się nad wciąż nośnym mitem artysty straceńca.

Mirosław Pęczak
19.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną