Muzyka

Powtórka z Cale’a

Recenzja płyty: J.J. Cale, „Breezin’ at the Café”

materiały prasowe
Można sięgnąć po tę płytę bez obaw.

J.J. Cale był mistrzem lekkich, jakby niedbale mruczanych piosenek, których niepowtarzalny nastrój czarował słuchaczy przez ponad 40 lat. Zmarł latem tego roku i – jak to często bywa w wypadku śmierci znanego wykonawcy – stało się to smutnym pretekstem nie tylko do wydawania kompilacji znanych utworów, ale też pojawiania się na rynku nagrań dotąd oficjalnie niepublikowanych bądź dostępnych jedynie w formie bootlegów. I tak jesienią 2013 r. nieznana wytwórnia Gold Fish wydała płytę J.J. Cale’a zatytułowaną „Breezin’ at the Café”. Jest to zapis fragmentów dwóch jego koncertów sprzed lat. Ten obszerniejszy, zawierający 14 piosenek, dotyczy występu w Fine Music Café w Minneapolis w maju 1988 r. Do tego dołączono trzy utwory zarejestrowane w 1975 r. podczas sylwestrowego koncertu w Tulsie, w rodzinnym stanie Cale’a, Oklahomie. Choć miłośnicy muzyka większość tych utworów znają na pamięć, to warto podkreślić, że ich „żywe” wykonania zdecydowanie nie są kopią wersji studyjnych. „After Midnight”, „Magnolia” czy „Money Talks” (wykonane z udziałem partnerki Cale’a, Christine Lakeland) brzmią atrakcyjnie i świeżo, podobnie jak reszta tytułów. Fani J.J. Cale’a (i nie tylko oni) mogą sięgnąć po tę płytę bez obaw.

 

J.J. Cale, Breezin’ at the Café, Gold Fish

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak Jarosław Kaczyński zbudował sobie sektę?

Dlaczego tak wiele osób tak bardzo wierzy w talenty, umiejętności, wiedzę, siłę moralną i osobiste przymioty, słowem – w nadzwyczajność Jarosława Kaczyńskiego?

Ewa Wilk
05.04.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną