Muzyka

Trzeba się obnażyć

Recenzja płyty: Artur Rojek, „Składam się z ciągłych powtórzeń”

materiały prasowe
Duża i ważna płyta.

Utwór „Beksa” na trzy tygodnie trafił na szczyt Listy Przebojów Trójki, potwierdzając, że publiczność na solową płytę Artura Rojka czekała. I że ważna dla niej była szczera muzyczna wypowiedź lidera Myslovitz – wprost, bardziej osobista i bez zasłaniania się zespołem. Co jednocześnie uruchomiło hejty i żarty w sieci – bo „Beksa” jako tekst o wrażliwcu jest równie łatwym celem co Maria Peszek z wyznaniami o depresji. Najwyraźniej jednak nie ma dziś w muzyce popularnej sukcesu bez takich napięć. ­„Składam się z ciągłych powtórzeń” to najważniejsza płyta Rojka od czasów „Uwaga! Jedzie tramwaj” Lenny Valentino. Oparta na dwóch emocjonalnie potężnych filarach (drugim jest „Czas, który pozostał”), przynosi szereg odniesień do wspomnień z dzieciństwa – na ten trop naprowadzają i konkretne wydarzenia opisywane w tekstach, i jeszcze dziecięcy chórek. Z całą pewnością nie była to płyta łatwa. Rojek jako wokalista brzmi tu inaczej, wpada momentami w nieco neurotyczny ton, a i muzycznie wędruje w nowe dla siebie rejony, bliższe chwilami syntezatorowego popu niż rocka. W każdym razie – wbrew tytułowi – oznacza to z jego strony brak powtórzeń. Z pewnością swój udział miał w tym producent Bartosz Dziedzic i jest to już druga – po albumie Pustek – duża i ważna płyta, do której w tym roku przyłożył rękę.

 

Artur Rojek, Składam się z ciągłych powtórzeń, Kayax

Polityka 14.2014 (2952) z dnia 01.04.2014; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "Trzeba się obnażyć"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Głód jest najlepszym kucharzem. Kręte drogi restauratorów

Justyna Słupska-Kartaczowska, szefowa kuchni uhonorowana przez kulinarny przewodnik Gault & Millau, o swojej drodze do gotowania i o tym, co czeka restauratorów.

Juliusz Ćwieluch
24.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną