Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Muzyka

Jedzie pociąg z daleka

Recenzja płyty: Slash, „World on Fire”

materiały prasowe
Kompozycje spełniają wszystkie wymagania metalowej stylistyki, brzmienie wyborne, gitarowe popisy Slasha na wysokim poziomie.

Zaczyna się obiecująco. Tytułowy „World on Fire” od razu porywa energią, rasowymi riffami Slasha i lekko histerycznym wokalem Mylesa Kennedy’ego. W następnym utworze „Shadow Life” – znowu dynamiczny wokal i dobre solówki gitary. A potem jeszcze 15 piosenek, głośnych i rytmicznych jak wagony rozpędzonego pociągu. Nowy album Slasha, zrealizowany z udziałem znanego z Alter Bridge wokalisty Mylesa Kennedy’ego i zespołu (a właściwie sekcji) The Conspirators, przytłacza sam siebie. Muzyce i jej wykonaniu nie można niczego zarzucić. Kompozycje spełniają wszystkie wymagania metalowej stylistyki, brzmienie wyborne, gitarowe popisy Slasha na wysokim poziomie. Tyle tylko, że każdy pociąg musi czasem zatrzymać się na stacji i dać pasażerom odpocząć. A trasa wybrana przez twórców „World on Fire” jest baaaardzo długa. Kiedyś, w dobie panowania płyt analogowych, taka masa materiału wypełniłaby podwójny album, czyli biorąc pod uwagę konieczność przełożenia płyty na drugą stronę, byłaby dawkowana w czterech ratach. Aby nie poczuć przesytu, współczesny odbiorca musi sam zdecydować o tym, ile Slasha w Slashu jest w stanie jednorazowo przyjąć. Albo kupić gramofon, bo i dzisiaj dla wielbicieli 33 i 1/3 obrotów dostępna jest dwupłytowa wersja „World on Fire”. I to na czerwonym winylu!

 

Slash, World on Fire, Warner

Polityka 42.2014 (2980) z dnia 14.10.2014; Afisz. Premiery; s. 71
Oryginalny tytuł tekstu: "Jedzie pociąg z daleka"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Każde „nie” to głos szatana. Przemoc księży egzorcystów wychodzi na światło dzienne

W czasie śledztwa zamiast skupić się na tym, że odebrano mi wolność i molestowano, zajmowano się udowodnieniem, czy umiem mówić po aramejsku. Gdyby zmienić słowa „oprawca ksiądz” na „oprawca mężczyzna”, optyka na to, co się stało, byłaby zupełnie inna – mówi Irena, egzorcyzmowana wbrew woli przez kilkunastu księży.

Agata Szczerbiak
13.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną