Muzyka

Zakrapiana sesja

Recenzja płyty: Jerry Lee Lewis, „The Knox Phillips Sessions: The Unreleased Recordings”

materiały prasowe
Nieformalny charakter i atmosfera tego muzycznego spotkania rekompensują niedoskonałości artystyczne.

Kąsek dla fanów klasycznego rockandrollowca Jerry’ego Lee Lewisa. Dobiegający dziś osiemdziesiątki artysta to ikona amerykańskiej rewolucji muzycznej lat 50. Skandalizujący, żywiołowy wykonawca porywał publiczność swoim śpiewem i grą (również nogami) na fortepianie. Wydana we wrześniu płyta „The Knox Phillips Sessions: The Unreleased Recordings” to zestaw 10 utworów, które nie miały być nigdy publikowane. Zapis sesji zorganizowanej w połowie lat 70., raczej w celach towarzyskich, w słynnym studiu Sama Phillipsa Sun Records w Memphis. Do nagrań zachęcił Lewisa syn właściciela Knox Phillips. Atmosfera jest nieformalna, poczęstunek, również wysokoprocentowy, zapewniony. Słychać to zresztą w wygłaszanych przez artystę kwestiach i jego wykonaniach kolejnych utworów. Repertuar zróżnicowany – jest próbka klasyki, czyli wiązanka kompozycji Chucka Berry’ego „Johnny B. Goode” i „Carol”, jest trochę country, gospel, a nawet, niespodziewanie, wersja doskonałego przeboju Jima Crocego „Bad, Bad Leroy Brown”.

Ocena: 3 i 1/2

 

Jerry Lee Lewis, The Knox Phillips Sessions: The Unreleased Recordings, Saguaro Road Records

Polityka 44.2014 (2982) z dnia 28.10.2014; Afisz. Premiery; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Zakrapiana sesja"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Kobiety na froncie

Rozmowa ze Swiatłaną Aleksijewicz, autorką bestsellera „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, o żołnierkach Armii Czerwonej

Paweł Sulik
15.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną