Muzyka

Link do przeszłości

Recenzja płyty: Pink Floyd, „The Endless River”

materiały prasowe
Wyobrażam sobie lepsze zakończenie kariery Pink Floyd, ale też szanuję decyzję o zamknięciu jej w tym punkcie.

Całe pokolenie urodziło się i osiągnęło dojrzałość, nie mogąc za swojego życia kupić nowych utworów legendarnej grupy Pink Floyd. I tak zostanie. Bo „The Endless River” – pierwsza płyta z premierowym materiałem od 21 lat – nie jest do końca nowa. Zawiera odrzucone wcześniej fragmenty sesji do ostatniego albumu „The Division Bell” na nowo złożone w całość, z partiami dogranymi przez dwóch pozostałych członków grupy Nicka Masona i Davida Gilmoura, w hołdzie dla zmarłego Ricka Wrighta. 18 utworów w większości się ze sobą łączy, tworząc nie tyle concept album, jak za starych czasów, ile cykl powiązanych ze sobą ilustracyjnych motywów o impresyjnym charakterze, niemal wyłącznie instrumentalnych. Jedyną – zresztą średniej klasy – piosenkę „Louder Than Words” dostajemy na finał. Fakt, że z miejsca trafiła na szczyt Listy Przebojów Trójki, dobrze określa temperaturę wokół tej premiery i prognozuje wysoką sprzedaż.

Dla fanów zespołu „The Endless River” może służyć jako kalejdoskopowy przegląd motywów i technik, które znajdowali wcześniej na „Wish You Were Here”, „The Wall” i właśnie „The Division Bell”. Postronnych ta zabawa raczej nie wzruszy, a przelewające się ciągi solówek – przede wszystkim najmocniej dziś kształtującego styl grupy Gilmoura – mogą nawet zniechęcić. Wyobrażam sobie lepsze zakończenie kariery Pink Floyd, ale też szanuję decyzję o zamknięciu jej w tym punkcie. Gilmour i Mason właściwie nawet nie próbują nam wmówić, że nagrali wielką płytę, podrzucając za to link do swego starszego dorobku pokoleniu opisanemu na wstępie.

Pink Floyd, The Endless River, Parlophone

Polityka 45.2014 (2983) z dnia 04.11.2014; Afisz. Premiery; s. 87
Oryginalny tytuł tekstu: "Link do przeszłości"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Los bezpłodnych katolików: niech Bóg decyduje

Wierzą w Boga, dlatego nie decydują się na potępiane przez Kościół in vitro i inseminację. Niepłodni po katolicku.

Elżbieta Turlej
24.01.2013
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną