Muzyka

Instrumentalna bonanza

Recenzja płyty: Gov’t Mule, „Sco-Mule”

materiały prasowe
Muzycy z lekkością i maestrią przemierzają dźwiękowe labirynty.

Pośród wielu możliwości słowo „bonanza” można przetłumaczyć na polski również jako „żyła złota”. Dla fanów jazz-blues-rocka taką żyłą złota jest podwójny album grupy Gov’t Mule zatytułowany „Sco-Mule”. To „Sco” w tytule to sygnał, że słuchać będziemy nie tylko Warrena Haynesa z kolegami, ale także znakomitego gitarzysty jazzowego Johna Scofielda. To spełnienie marzeń miłośników jambandowego, rozległego, „żywego” grania. Płyta przynosi obszerne fragmenty koncertów, które muzycy dali w grudniu 1999 r. Nikt tu nikogo nie popędza, najkrótszy utwór ma prawie 10 minut, a zamykająca zestaw kompozycja Mongo Santamarii „Afro Blue” kończy się w 23 minucie. Ale nie czas trwania poszczególnych tytułów stanowi o wartości „Sco-Mule”. Tę wartość stanowi mistrzostwo instrumentalne wszystkich uczestników tej sesji. Muzycy z lekkością i maestrią przemierzają dźwiękowe labirynty, przekonując dobitnie, że muzyka na szczęście nie kończy się na tym, co wpychają nam do uszu popularne programy radiowe.

Gov’t Mule, Sco-Mule, Provogue, 2015

Polityka 7.2015 (2996) z dnia 10.02.2015; Afisz. Premiery; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Instrumentalna bonanza"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Układ się rozpada. Spowiedź byłego doradcy Morawieckiego

Tomasz Krawczyk, były doradca Lecha Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, o nadziejach i złudzeniach ludzi PiS.

Rafał Kalukin
03.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną