Muzyka

Bez eksplozji

Recenzja płyty: Beth Hart, „Better Than Home”

materiały prasowe
Wokalistka wydaje się bardziej wyciszona, pogodniejsza, ale też niezmiennie fascynuje swoją sztuką.

Zakrętami życiorysu i zakamarkami osobowości Beth Hart mogłaby obdzielić sporą grupę wielbicieli mocnych wrażeń. Kalifornijska piosenkarka wielokrotnie porównywana była do Janis Joplin, nie tylko z racji życiorysu, ale także chropowatego głosu czy też niezwykłej ekspresji wokalnej. Miłośnicy jej talentu z pewnością oczekiwali, że te same emocje przyniesie najnowszy album artystki, „Better Than Home”. I tu małe zaskoczenie. Pierwszy utwór, „Might As Well Smile”, bez szalejących gitar, rozdzierającego wokalu, ale za to z rasową sekcją dętą, stylowymi chórkami, jakby wydobytymi z soulowych archiwów lat 60. wytwórni Stax. Dalej też nie ma eksplozji, są za to orkiestrowe aranżacje, smyczki, klawisze i niemal popowe klimaty. Dopiero „Trouble” przypomina o blues-rockowych możliwościach Beth Hart. Wokalistka wydaje się jednak bardziej wyciszona, pogodniejsza, ale też niezmiennie fascynuje swoją sztuką.

Beth Hart, Better Than Home, Provogue

Ocena: 4,5/6

Polityka 17.2015 (3006) z dnia 21.04.2015; Afisz. Premiery; s. 81
Oryginalny tytuł tekstu: "Bez eksplozji"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Doktorat prezesa Jarosława Kaczyńskiego

Po ponad 30 latach od publicznej obrony znów dostępna jest praca doktorska Jarosława Kaczyńskiego. Poszukiwano jej od lat, spekulując nawet, czy aby taka na pewno powstała, bądź czy nie zawiera treści mało dziś politycznie poprawnych.

Marek Henzler
25.06.2007
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną