Recenzja płyty „Wir”

Wiry losu
materiały prasowe

Utwór „Październikowy facet” dobrze wprowadza w atmosferę płyty potwierdzającej, że cechą Pablopavo, niedawnego laureata Paszportu POLITYKI, jest nieprzewidywalność. Praczas, czyli Rafał Kołaciński, przygotował mu muzyczne tło, korzystając z brzmień elektronicznych, ale raczej posępnych i nietanecznych, w które oszczędnie wtopił etniczne ornamenty. Zostawił dość miejsca na charakterystyczne, częściowo mówione partie wokalne – Pablo dzieli się nimi z Anną Iwanek, znaną już z albumu „Polor” i ścieżki dźwiękowej „Miasta 44”. Dziwna jest to podróż. Bogate, budowane w kilku planach aranżacje z podniosłymi kulminacjami? Chórki? Pablopavo w odrealnionym świecie dźwięku udaje się jednak namacać swoją ulubioną miejską zwyczajność. Trzyma się trującego dymem papierosa, jak gdyby ściskał poręcz w tramwaju albo ramę trzepaka. I na kontraście między melancholią poetycką a życiową buduje piękną opowieść z konstrukcjami w rodzaju „Pomnika Nieznanego Melancholika”, który „gdy przestaje padać – znika”.

Pablopavo/Iwanek/Praczas, Wir, Karrot Kommando

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną