Muzyka

Późne arcydzieło?

Recenzja płyty: Radiohead, „A Moon Shaped Pool”

materiały prasowe
Album raczej wyciągający co ciekawsze elementy z tego, co robili wcześniej.

Zespół z Oksfordu ma już na koncie dwie płyty uważane w muzyce rockowej za osiągnięcia klasyczne. „OK Computer” (1997 r.), czyli art rock nowej ery i punkt odniesienia dla licznych naśladowców, a później „Kid A” (2000 r.) – fuzję rockowej motoryki i wpływów sceny elektronicznej.

Na kolejnych albumach, lepszych lub gorszych, członkowie grupy wymyślali raczej nowe formy dystrybucji muzyki (pokazując w praktyce, czym może być w XXI w. niezależność od rynku fonograficznego) niż nowe kierunki artystyczne.

Na „A Moon Shaped Pool” wydają się pozbawieni ambicji gonienia za czymkolwiek i kimkolwiek, to album raczej wyciągający co ciekawsze elementy z tego, co robili wcześniej. Dominantą wydają się stworzone przez Jonny’ego Greenwooda (docenianego w świecie filmu i muzyki współczesnej) imponujące aranżacje smyczkowe i chórki, które w połączeniu ze świetną produkcją stałego współpracownika grupy Nigela Godricha tworzą całość niebanalną, przestrzenną i ponadczasową.

Stale obecne w tekstach Thoma Yorke’a neurozy i melancholia sąsiadują tu ze swobodą zespołowego grania, artystyczne gesty wydają się niewymuszone, a do kompozycji dobrze już znanych z wykonań koncertowych („True Love Waits”) grupa dorzuca kilka nowych klasyków.

Radiohead, A Moon Shaped Pool, XL

Polityka 21.2016 (3060) z dnia 17.05.2016; Afisz. Premiery; s. 85
Oryginalny tytuł tekstu: "Późne arcydzieło?"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną