Muzyka

Śladami klasyków

Recenzja płyty: Inglorious, „Inglorious”

materiały prasowe
Jeżeli kogoś razi brak oryginalności i nowatorskich rozwiązań w muzyce zespołu, niech na własną rękę odejmie pół punktu.

Wierni fani hard rocka po dziś dzień zachwycają się nagraniami klasyków gatunku. Niektóre z nich liczą sobie już po kilkadziesiąt lat, ale w uszach kolejnych pokoleń swoich miłośników brzmią nadal świeżo i bezkonkurencyjnie. Mimo wciąż zmieniających się obowiązujących mód muzycznych nadal pojawiają się wykonawcy nawiązujący twórczością do klasyki hardrockowych dinozaurów, takich jak Deep Purple, Rainbow, Def Leppard czy Whitesnake. Ostatnio kontynuatorami tej linii okrzyknięto na Wyspach muzyków zespołu Inglorious. Obok wokalisty Nathana Jamesa ważną postacią w grupie jest pochodzący ze Szwecji gitarzysta Andreas Eriksson. Właśnie ukazała się ich pierwsza duża płyta, zatytułowana po prostu „Inglorious”. Już pierwszy utwór „Until I Die”, brzmieniowo jakby żywcem wyjęty z katalogu Deep Purple, nie pozostawia wątpliwości co do źródeł inspiracji muzyków. Można tylko zadać pytanie, czy taka nieukrywana fascynacja klasyką hard rocka to zaleta czy cecha obciążająca. Biorąc pod uwagę bardzo dobry wokal i zawodowe brzmienia całej orkiestry, Inglorious należy się co najmniej „czwórka” w skali tu stosowanej. Jeżeli kogoś razi brak oryginalności i nowatorskich rozwiązań w muzyce zespołu, niech na własną rękę odejmie pół punktu.

Inglorious, Inglorious, Caroline International

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Związek Marii Kazimiery z Janem

Maria Kazimiera d’Arquien, partnerka Sobieskiego w sypialni i dyplomacji.

Jerzy Besala
16.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną