Recenzja płyty: Arcade Fire, „Everything Now”

Nie do przebicia?
Nie przebiją tylko samych siebie z poprzednich płyt.
materiały prasowe

Głośniejszej wakacyjnej premiery w muzyce rozrywkowej w tym roku nie będzie. A piąta płyta kanadyjskiej grupy Wina Butlera i Régine Chassagne zdradza ambicje wykraczające ponad wakacyjny prymat na listach bestsellerów. Choć nie bez powodu ukazuje się w takim okresie. Zespół, który karierę zaczynał na scenie alternatywnej refleksyjną płytą „Funeral” („Pogrzeb”), podąża teraz, od czasu albumu „Reflektor”, ścieżką stylu nieco lżejszego, fuzji rocka i muzyki tanecznej, z nawiązaniami do New Order, a na tej nowej płycie – nawet Abby. Wpływ brzmienia tych ostatnich słychać w singlowej, tytułowej piosence „Everything Now”, a później jeszcze w „Put Your Money on Me”. Ale jeśli to dyskoteka, to dla wymagających, którzy docenią kunsztowne, dalekie od banału, aranżacje smyczków (w składzie Sarah Neufeld i Owen Pallett) czy samplowe odniesienie do piosenki Kameruńczyka Francisa Bebeya. W szerokim osadzaniu muzyki Arcade Fire w tradycji pomagają producenci albumu, m.in. Steve Mackey, basista Pulp, oraz Thomas Bangalter z Daft Punk. Kanadyjczycy odważnie i w sposób niegłupi decydują się na konfrontację ze światem totalnej konsumpcji, gdzie – jak śpiewa Butler – „Każdą piosenkę, jaką znacie/Można usłyszeć w tym samym czasie”. Przebijają się przez tę kakofonię, wydając po raz pierwszy płytę w dużym koncernie (Columbia). Nie przebiją tylko samych siebie z poprzednich płyt.

Arcade Fire, Everything Now, Columbia

***

Autor przeprosił za powyższą recenzję na swoim blogu.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną