Recenzja płyty: niXes, „niXes”

Psychodelia z melancholią
Neohipisowski pomysł Ani Rusowicz zrealizowany został znakomicie, pewnie dlatego, że dobrze pasuje do jej muzycznej wrażliwości i naturalnej ekspresji.
materiały prasowe

Dla kogoś, kto pamięta muzykę pionierów kalifornijskiego rocka psychodelicznego, ta płyta będzie miała wartość sentymentalną. Klimaty trochę jak z Jefferson Airplane czy Great Society, tyle że zmodyfikowane przez instrumenty elektroniczne, zaś gitary, które dla zespołów z lat 60. miały rolę pierwszoplanową, tutaj słyszymy najczęściej na dalszym tle. No i jeszcze wokal. Grace Slick śpiewała ekstatycznie, w radosnym uniesieniu, jakby ogłaszała zwycięską rewolucję, natomiast głos Ani Rusowicz na płycie „niXes” niesie w sobie osobliwe połączenie siły z melancholią. Cóż, dawny idealizm wydaje się dzisiaj wybitnie naiwny, ale – o czym świadczy opisywany album – wciąż może inspirować. Tak czy inaczej, neohipisowski pomysł Ani Rusowicz zrealizowany został znakomicie, pewnie dlatego, że dobrze pasuje do jej muzycznej wrażliwości i naturalnej ekspresji.

niXes, niXes, Agora

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną