Recenzja płyty: Czarno Czarni, „Francuska miłość”

Czarnych humor
To już ósmy album Czarno Czarnych i jest tu wszystko, co w tym zespole fani lubią najbardziej.
materiały prasowe

Jeśli Bielizna, pierwsza kapela wokalisty i autora tekstów Jarka Janiszewskiego, kultywowała anarchistyczne tradycje trójmiejskiej alternatywy, to Czarno Czarni mieli być jej ludycznym uzupełnieniem, trochę w stylu rockandrollowego kabaretu. „Francuska miłość” to już ósmy album Czarno Czarnych i jest tu wszystko, co w tym zespole fani lubią najbardziej – purnonsensowe poczucie humoru („Potwór Spaghetti pokochał Yeti”), bezpruderyjne motywy erotyczne (piosenka tytułowa), celne obserwacje obyczajowe („Stołówkowa love”). To mamy w tekstach Janiszewskiego. A w muzyce – znakomita „surfująca” gitara Romana Lechowicza, zgrabnie napisane melodie czy wreszcie ten niby nonszalancki wokal lidera. Jest jeszcze wartość dodana w nader atrakcyjnej postaci gościnnej wokalistki Darii Zaradkiewicz (vide: jej nienaganna francuszczyzna w „Dicte-moi ta loi” i znaczący udział w teledysku do piosenki tytułowej). Oby tak dalej, panowie.

Czarno Czarni, Francuska miłość, Rock Revolution

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną