Muzyka

Nie dla cichego słuchania

Recenzja płyty: Jared James Nichols, „Black Magic”

materiały prasowe
Ciche słuchanie tej płyty całkowicie mija się z celem. Nichols i jego koledzy wymagają soczystego wzmocnienia.

Dużo gitar, dużo bębnów, dużo energii – tak pokrótce można scharakteryzować pierwsze wrażenia po wysłuchaniu nowej płyty Jareda Jamesa Nicholsa. Urodzony w 1989 r. w Wisconsin, a rezydujący w Los Angeles gitarzysta i wokalista właśnie wydał swój drugi album, zatytułowany „Black Magic”. Płytę nagrano w klasycznym składzie, znanym jako „power trio” – gitara, bas, perkusja. Nichols bezsprzecznie należy do kategorii blues-rockmanów, ale słuchając „Black Magic”, nietrudno zauważyć, że często górę bierze tu rockowy temperament, jak choćby w solówce w „End of Time” czy w hendrixowatym „Don’t Be Scared”. Tym 10 (a w wersji „de luxe” 13) zamieszczonym na płycie kompozycji można zarzucić pewien brak oryginalności, ale energia i brzmienie tego tria, a szczególnie gitara Nicholsa pozwalają prawdziwie cieszyć się słuchaniem „Black Magic”. Dodatkowo istotne ostrzeżenie: ciche słuchanie tej płyty całkowicie mija się z celem. Nichols i jego koledzy wymagają soczystego wzmocnienia.

Jared James Nichols, Black Magic, Listenable Records

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak Jarosław Kaczyński zbudował sobie sektę?

Dlaczego tak wiele osób tak bardzo wierzy w talenty, umiejętności, wiedzę, siłę moralną i osobiste przymioty, słowem – w nadzwyczajność Jarosława Kaczyńskiego?

Ewa Wilk
05.04.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną