Teatr

Osadzeni show

Recenzja spektaklu: „Skazani na Shawshank”, reż. Sebastian Chondrokostas

materiały prasowe
Ta sztuka to kawał uczciwej roboty całego zespołu.

Sceniczna adaptacja Skazanych na Shawshank, świetnego filmu o osadzonych w zakładzie dla więźniów z najcięższymi wyrokami (reż. Frank Darabont) jest częścią nowego kursu Syreny, teatru, który dotąd kojarzył się ze śpiewogrami, bajkami i komediami, a teraz próbuje wspiąć się na wyższy poziom rozrywki. Tym razem efekt jest dość udany.

Historia Andy’ego Dufresne’a (Mateusz Damięcki) – finansisty skazanego za rzekome zamordowanie żony i jej kochanka, który przechodzi przez piekło świata Shawshank, ale ocala człowieczeństwo swoje i współwięźniów – opowiedziana jest sprawnie i z pomysłami. Razić mogą co prawda „efekty specjalne” i „mrożąca krew w żyłach” muzyka, które mają dodać grozy scenicznemu obrazowi więzienia, czyli sześciu celom ze szklanymi drzwiami i spacerniakowi. Dla równowagi jednak jest też kilka scen, które mogą się spodobać nie tylko widzom nastawionym na weekendową rozrywkę na dobrym poziomie – jak rozgrywane w wyobraźni Andy’ego spotkanie z Ritą Hayworth. Kawał uczciwej roboty całego zespołu.

Skazani na Shawshank, Owen O’Neil i Dave Johns, reż. Sebastian Chondorokostas, Teatr Syrena w Warszawie

Polityka 05.2011 (2792) z dnia 29.01.2011; Afisz. Premiery; s. 59
Oryginalny tytuł tekstu: "Osadzeni show"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Fiat 126p. Polski Volkswagen, tylko trochę mniejszy

Gdyby szukać materialnego symbolu gierkowskiej dekady, Polski Fiat 126p byłby jak znalazł. To za sprawą tego małego autka zaczęła się w PRL era masowej motoryzacji. Bo samochód – obok własnego mieszkania – miał być najbardziej widomym znakiem dobrobytu Polaków.

Adam Grzeszak
12.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną