Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Teatr

Toporny Tartuffe

◊ ◊

Wystawiany w krakowskim Starym Teatrze „Tartuffe” zaczyna się intrygująco. Rozświetlony słońcem mieszczański salon pasuje i do czasów Moliera, i do współczesnych.

Domownicy przy herbatce wysłuchują nagan matki Orgona. Babcia narzeka na styl życia młodych i za wzór stawia wszystkim Tartuffe’a – przybłędę, który wkradł się w łaski pana domu. Wnuki w piżamach ziewają znudzone i nie mogą się doczekać, kiedy starsza pani przestanie zrzędzić i wreszcie sobie pójdzie. Synowa ubrana jak elegancka pani domu (Katarzyna Gniewkowska) podśmiewa się z jej gadania.

Tartuffe (świetny jak zwykle Krzysztof Globisz) zjawia się w domu w brązowym garniturze, który wygląda jak z biznesowej kolekcji Bossa, pije herbatę z torebki i wypytuje służącą (Urszula Kiebzak z powodzeniem wprowadza na scenę żywioł komediowy), co dzieje się w domu. Ten Tartuffe to nie demoniczny, dwulicowy, obłudny oszust, ale zwykły naciągacz z przetłuszczonymi włosami. Pozbawiony charyzmy, niespecjalnie kryje się ze swoimi zamiarami i właściwie tylko to jest ciekawe w spektaklu, jak komuś tak nijakiemu udało się omamić Orgona – człowieka sukcesu, ojca udanej rodziny.

Reżyser Mikołaj Grabowski zaczął subtelnie, ale potem już coraz bardziej topornie miesza nie wiadomo zresztą po co style i konwencje. W rezultacie przedstawienie nie jest ani satyrą na obłudę religijną, ani pamfletem na polską rzeczywistość, ani dobrze zagranym Molierowskim spektaklem.

Na dobrą sprawę nie bardzo wiadomo, czym jest.

Reklama

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną