Recenzja wystawy: „SAINER. KOL∞R”
Krajobrazy i sytuacje z życia codziennego wsi oglądamy tu nie w szarzyźnie, ale w jaskrawych i wyrazistych kolorach.
Krajobrazy i sytuacje z życia codziennego wsi oglądamy tu nie w szarzyźnie, ale w jaskrawych i wyrazistych kolorach.
Ta cykliczna wystawa organizowana jest od 14 lat. I niezmiennie, jako że najzdolniejszych absolwentów typują gremia profesorsko-dziekańsko-rektorskie, pozostaje przede wszystkim wielką manifestacją dobrego artystycznego warsztatu.
W ramach obchodów swojego ćwierćwiecza gdańska galeria przygotowała wyjątkowy pokaz, o czym pewnie najlepiej świadczy już sam tytuł.
Organizatorzy wystawy najwyraźniej postanowili zrobić coś z niczego.
Na lekcjach historii, tudzież języka polskiego, kolejne pokolenia uczniów jak pacierz powtarzały, że jedną z głównych cech epoki renesansu była fascynacja antykiem.
Potocznie Dolny Śląsk tak się mniej więcej kojarzy z rokokiem jak Władysławowo z romantycznym i cichym urlopem. A jednak…
Abstrakcje i portrety, dzieła o hieratycznej powadze i pełne humoru. Polskę reprezentują Maurycy Gomulicki i Xawery Wolski.
Dla miłośników współczesnej sztuki to ciekawa propozycja artystyczna.
Otwarta niedawno we Wrocławiu wystawa „Pocztu królów polskich” Matejki okazała się ledwie supportem przed hitem sezonu: ekspozycją, którą przygotowano w rodzinnym mieście artysty.
Ze względów konserwatorskich poczet wystawiany jest dość rzadko (poprzednio bodaj dziewięć lat temu), więc teraz warto nie przegapić tej okazji.
Wydaje się, że trudno o bardziej oczywisty pomysł na wystawę niż tatrzańskie pejzaże.
W tym roku wakacyjna trasa do Sopotu lub okolic prowadzić powinna przez Toruń. Szczególnie jeżeli ktoś interesuje się sztuką. W obu tych miastach, niemal równocześnie, otwarto bowiem wystawy brytyjskiego (choć od 1977 r. mieszkającego w niemieckim Wuppertalu) rzeźbiarza Tony’ego Cragga.
Nie ma tu nic o demonach i zagrożeniach, które niesie dla najmłodszych współczesna cywilizacja.
Czyżby „Damie z łasiczką” przybyła konkurentka w postaci „Alegorii miłości”? Taki tytuł nosi bowiem duży obraz Tycjana zakupiony do wawelskich zbiorów, a teraz po raz pierwszy pokazany publiczności.
Olgę Boznańską znacie? Znamy! A Tolę Certowicz, Natalię Andriolli lub Marię Gerson-Dąbrowską? Zapewne nie. A to one – wraz z kilkoma innymi, raczej niespecjalnie kojarzonymi artystkami – są bohaterkami tej wystawy.
Długa jest lista twórców, którzy udanie łączyli tworzenie sztuki z sukcesami na innych polach kreacji: w teatrze, filmie, muzyce, a nawet literaturze.
Wystawa odkrywa wiele ciekawostek i nieoczywistych narracji.
Swoją sztuką nie chce zastępować publicystyki, ale pokazać, że płótno malarskie może być równie ważnym, choć bardzo specyficznym, miejscem służącym braniu się z rzeczywistością za bary.
Kultura japońska karmi się skrajnościami. Z jednej strony nadekspresyjność i przesada, a z drugiej wstrzemięźliwość, wyciszenie i minimalizm.
Trudno wyobrazić sobie lepszą wystawę towarzyszącą Świętom Wielkanocnym.
Muzeum Sztuki Nowoczesnej przyzwyczaiło nas do wystaw, w których artystyczna jakość dobrze łączy się z przystępnością i otwarciem na widza średnio zaawansowanego w sekretach współczesnej sztuki. Ta wystawa – z góry uprzedzam – jest inna.
Na wystawie można więc zobaczyć sporo portretów. Niektóre zdradzają talenty satyryczne, inne – rozległość osobistych kontaktów.
Twórcy trudno odmówić biegłości, nie poszukuje przy tym środków wyrazu, ale wypracował sobie własny, bardzo rozpoznawalny styl.
Mariupol i Bucza – dwa miasta-symbole okrucieństwa rosyjskiej armii, stały się motywami dwóch, otwartych niemal równocześnie, choć jakże różnych wystaw.
Po raz drugi szeroka publiczność może obejrzeć prace z kolekcji „m jak malarstwo”. Budowany przez mBank od 2020 r. zbiór młodej sztuki liczy już blisko setkę obiektów, a wspólny mianownik – szeroko rozumiany – sugeruje już tytuł.