Gangster, który został merem. Czyli jak się robi politykę po ukraińsku

Kernes ma w mieście realne poparcie, coś dla rozwoju miasta zrobił – komentuje Wiktor Zamiatin, analityk z Kijowskiego „Centrum Razumkowa”. – Korupcja, udział Kernesa w różnych antyukraińskich akcjach – to raczej charkowian, którzy nigdy nie byli entuzjastami Majdanów, nie za bardzo obchodzi.

Trzy lata po zwycięstwie doktor Kernes pojawił się oficjalnie. Mer Charkowa, nadal absolwent zasadniczej szkoły zawodowej i wolnego uniwersytetu, otrzymał w Narodowej Akademii Prawa im. Jarosława Mądrego w Charkowie tytuł doktora nauk o zarządzaniu instytucjami państwowymi. Kijowska prasa dworowała sobie z mera doktora, podobnie jak z prezydenta Janukowycza – profesora nieistniejącej amerykańskiej akademii.

Pojawiły się też wtedy doniesienia o handlu narkotykami, obcięciu nosa narkotykowemu dilerowi, który sprzedał przyjacielowi mera gubernatorowi Dobkinowi marihuanę drugiej świeżości, pobiciu żony, a także o innych chuligańskich ekscesach, jak na przykład kopnięciu w tyłek radnego schodzącego po schodach. Tyle złego napisali o mnie w internecie… Niech pan w to nie wierzy, internet dzisiaj to ściek – przekonuje.

.
Wiesław Romanowski/Polityka

.

To był chyba najlepszy okres w dotychczasowym życiu doktora Kernesa. Przed doktoratem Charków gościł piłkarzy i kibiców Euro 2012. Centrum, zwłaszcza ulica Sumska, zostało poddane euroremontowi, z czeskiej Pragi przyjechały nowe tramwaje, używane, ale dobre, zbudowano stadion, dworzec lotniczy. Wyborcza obietnica doktora Kernesa, że wprowadzi Charków do pierwszej setki najlepszych miast na świecie, nie wzbudzała już tylko sarkastycznych reakcji.

Nieszczęście Majdanu

I wówczas pojawiło się to nieszczęście, nowy Majdan. Początek nie zapowiadał, że będzie to Majdan Godności, zginą ludzie, prezydent Janukowycz ucieknie z kraju, Putin zabierze Krym i wesprze rebelię na wschodzie kraju, a Charków będzie chciał wziąć do Noworosji.

Doktor Kernes do końca wspierał prezydenta Janukowycza, występował publicznie w jego obronie, potępiał organizatorów Majdanu (jednym z nich był Awakow), studentów, dziennikarzy, nie szczędził słów o ich podejrzanej orientacji seksualnej.

Do Kijowa wysyłał oddziały „tituszek” miejscowych bandytów, by w Kijowie bili protestujących. W Charkowie jak mógł ograniczał działania opozycji, bronił pomnika Lenina, stał się też ulubieńcem rosyjskich kanałów telewizyjnych, jego komentarze barwnie uzupełniały antybanderowską narrację Putina.

Gdy prezydent Janukowycz uciekł z Ukrainy, doktor Kernes też wyjechał, wydawało się, że podążył jego śladem. Po trzech dniach jednak wrócił: – Janukowycz nas oszukał i porzucił, dużo obiecywał, ale nikomu nie wierzył, nikogo nie słuchał, to go zgubiło – tłumaczy dziś.

Dziennikarzom powiedział, że był w Szwajcarii na ważnym spotkaniu. Ihor Kołomojski, „wielki oligarcha”, który mieszka w Szwajcarii, twierdzi, że Kernes wówczas przyjechał do niego po radę i „jako człowiek rozumny szybko pojął, że czas niebieskich dobiegł końca i trzeba orientować się na przyszłość”. Mer zaprzecza: – Z Kołomojskim nie mam nic wspólnego. Wizyta w Szwajcarii mogła mieć prozaiczny cel. Już było wiadomo, że ludzi Janukowycza obejmą sankcje ekonomiczne, to był ostatni moment, by zadbać o dostęp do konta.

.
Marco Fieber/Flickr CC by 2.0

.

Rosyjska wiosna i uszy ministra

Po powrocie do miasta pozycja mera słabła z dnia na dzień. Charków nigdy nie był entuzjastą Kijowskich Majdanów, ale sprawy stawały się coraz poważniejsze. Putin zabrał Krym, w Doniecku i Ługańsku separatyści zajęli rządowe i samorządowe budynki. Następny w kolejce do aneksji był Charków. Mer Kernes został oskarżony o porwanie i pobicie jednego z liderów charkowskiego Euromajdanu: – To jest intryga Awakowa, sprawa szyta grubymi nićmi – twierdzi mer. Sąd w Charkowie przekazał sprawę do Połtawy, gdzie na mera nałożono areszt domowy. Doktor Kernes przeszedł do głębokiej defensywy, wybrana podczas wizyty w Szwajcarii przyszłość mogła się spełnić w więzieniu.

I tu następuje nieoczekiwany zwrot akcji. Gdy 28 kwietnia 2014 roku mer, wbrew sądowemu nakazowi, w samo południe, w otoczeniu ochrony jechał na rowerze, rozległ się strzał. Kernes upadł na asfalt, ochrona zawiozła go do szpitala. Okazało się, że kula trafiła go w plecy i uszkadzając kręgosłup oraz wątrobę, przeszła na wylot. Wezwana do szpitala żona mera i jego przyjaciel Dobkin, były „niebieski” gubernator, podjęli decyzję o natychmiastowym przetransportowaniu rannego do klinki w Hajfie (Kernes jest Żydem). Lekarze wyrazili na to zgodę, co może wskazywać, że nie było stanu bezpośredniego zagrożenia życia. Przyjaciel Dobkin potrzebował czasu na uzyskanie zgody sądu, kontaktował się w tej sprawie z premierem Jaceniukiem i ministrem spraw wewnętrznych Awakowem. Następnego dnia samolot z pacjentem wylądował w Hajfie.

Po kilku dniach w ukraińskiej telewizji i prasie ukazały się zdjęcia półleżącego na szpitalnym łóżku Kernesa, podłączonego do kroplówki. Na kolejnych siedział już w wózku inwalidzkim, zazwyczaj w bejsbolowej czapce na głowie. Lekarze nie wypowiadali się na temat jego stanu zdrowia. On sam bardzo chętnie. W wywiadzie dla moskiewskiej telewizji Dożd, prowadzonym przez znaną skandalistkę Ksenię Sobczak, demonstrował nawet szwy na plecach i poplamiony krwią T-shirt. Sobczak rozpoczęła rozmowę od pytania, „które wszyscy zadają, a mianowicie czy to prawda, że to był zamach, a nie inscenizacja”.

Ta kwestia zdominowała przekazy z Hajfy i lokalne prasowe spekulacje. W kolejnych doktor Kernes zwracał uwagę na poświęcenie rodziny i lekarzy, którzy uratowali mu życie. Krytykował charkowską prokuraturę prowadzącą śledztwo w sprawie zamachu: „Potrafią sfingować sprawę, a znaleźć snajpera i jego zleceniodawców już nie”. Zdecydowanie zaprzeczał pogłoskom, że za zamachem stoją organizatorzy „rosyjskiej wiosny”, od których miał wziąć zadatek za przyłączenie Charkowa do Noworosji, ale niespodziewanie się wycofał i nie zwrócił pieniędzy. Zwolennicy tej tezy zwracają uwagę na zbieżność zamachu z aresztowaniem dzień wcześniej przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy kilkudziesięciu separatystów i magazynu broni. Doktor nie wykluczał udziału w zamachu swego osobistego wroga, ministra Awakowa: „Możliwe, że tam były jego uszy”. Dziś sugeruje, że minister spraw wewnętrznych mógł wiedzieć o przygotowywanym zamachu i zostawił sprawy swojemu biegowi, by wyrównać stare rachunki.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną