Moralne zwierzę
Marcin Rotkiewicz, publicysta działu naukowego Polityki, podpowiada, gdzie szukać argumentów do dyskusji o pochodzeniu dobra i zła.
Corbis

Po wpisaniu w wyszukiwarkę Amazona trzech słów: ewolucja, moralność, etyka - wyskoczy prawie 150 tys. tytułów książek.
Leszek Zych/Polityka

Po wpisaniu w wyszukiwarkę Amazona trzech słów: ewolucja, moralność, etyka - wyskoczy prawie 150 tys. tytułów książek.

5 stycznia 1975 r. w nielegalnie zajętym pustostanie przy Drummond Street 164 w Londynie odnaleziono wychudzone ciało Amerykanina George’a Price’a. Lekarze i policjanci nie mieli wątpliwości – popełnił samobójstwo, przecinając krawieckimi nożyczkami tętnicę szyjną. Kim był? Łatwiej wskazać, jakich aktywności się nie imał, niż wyliczyć, czym się zajmował w trakcie swojego 53-letniego życia – był m.in. informatykiem, genetykiem, chemikiem, pisarzem, dziennikarzem, biblistą i wynalazcą. Ale ostatnie lata spędził z londyńskimi bezdomnymi, gdyż zapragnął naśladować Chrystusa – poświęcić się bez wytchnienia biednym i odrzuconym oraz oddać im wszystko, co posiadał.

Miał za sobą burzliwą karierę w świecie naukowym, zajmując się m.in. teorią ewolucji. Okazał się jednym z nielicznych ludzi, potrafiących zrozumieć trudne teoretyczne prace współczesnych mu uczonych, uznawanych za najwybitniejsze umysły w tej dziedzinie – brytyjskich biologów Williama D. Hamiltona oraz Johna Maynarda Smitha. Rozwinął ich koncepcje i doszedł do konkluzji wprawiających w podziw i zdumienie. Hamilton, który zaprzyjaźnił się z Price’em, uważał go za znacznie wybitniejszego myśliciela od siebie. Amerykanin wyprowadził bowiem wzór matematyczny, który uznawany jest za najlepiej opisujący ewolucję biologiczną i porównywany do słynnego E=mc2 Einsteina. Dzięki niemu Price wykazał również, że miłość bliźniego może być zwyczajnym produktem gry ślepych sił natury, a nie boskim czy filozoficznym nakazem.

Czy ta smutna konkluzja doprowadziła go do tragicznego końca? Czy Price chciał swoim życiem zaprzeczyć temu, co sam odkrył? Pokazać, że istnieje dobroć bezgraniczna i bezwarunkowa? Nie poznamy odpowiedzi na te pytania. W rodzinie Amerykanina występowały choroby umysłowe (matka). Ale jego historia to symbol jednej z najciekawszych intelektualnych dysput – o tym, skąd się wzięła ludzka moralność.

Do niedawna refleksja etyczna była zarezerwowana właściwie wyłącznie dla religii i filozofii. Nauka, ze swoim „prymitywnym” empiryzmem, wydawała się nie mieć wstępu na salony subtelnej dyskusji nad dobrem i złem. Wszystko zmieniło się za sprawą Darwina i teorii ewolucji. Ten, drugi po kopernikańskim, największy przewrót w myśleniu człowieka na swój własny temat i otaczającego świata, przeorał gruntownie nasz światopogląd. I m.in. sprawił, że o moralności zaczęli dyskutować biolodzy, ewolucjoniści, specjaliści od teorii gier czy neuronaukowcy, ekonomiści, matematycy.

Najpierw połączyli myśl Darwina z genetyką, odkrywając mechanizm powstawania zmian w przyrodzie. Potem przyszedł czas na odpowiedź, co jest najważniejsze w procesie ewolucji: gatunek, pojedynczy organizm czy może coś jeszcze innego. I wówczas okazało się, że słynne „dobro gatunku” to tylko złudzenie.

Odkrycie to dokonało się za sprawą wspomnianego już Brytyjczyka Williama Hamiltona, Amerykanina George’a Williamsa i stojącego trochę w ich cieniu szalonego George’a Price’a. Zaś stało się głośne dzięki słynnemu biologowi i ateiście Richardowi Dawkinsowi i jego po wielekroć przywoływanej książce „Samolubny gen” (z 1976 r.): „Jesteśmy oto maszynami przetrwania – zaprogramowanymi zawczasu robotami, których zadaniem jest ochranianie samolubnych cząsteczek, zwanych genami”. Ewolucja jest zatem procesem skrajnie egoistycznym. Nie ma bowiem dla niej znaczenia nawet dobro pojedynczych organizmów – ważne są wyłącznie geny, które pragną (co jest oczywiście tylko metaforą, gdyż cząsteczki chemiczne nie mają celów ani pragnień) wyłącznie jednego: powielić się w możliwie jak największej liczbie kopii i przetrwać jak najdłużej.

A skoro tak, świat powinien być pełen egoistów walczących jedynie o swoje dobro. Czy tak jest? I tak, i nie. Organizmy walczą, ale i współpracują. Dlaczego? Redukcjonistyczna odpowiedź brzmi: wspierają swoich krewnych, a poprzez to własne geny, które (przynajmniej w części) są obecne w organizmie córki, syna czy bratanka. A co ze współpracą i pomaganiem obcym? Takie działanie też się opłaca, co wykazała z kolei teoria gier. Pomagając dziś tobie, mogę liczyć, że ty pomożesz mnie.

Proste? Nie do końca. Ewolucjoniści toczą dziś gorący spór o co najmniej dwie kwestie. Po pierwsze: wyjątkowość ludzkiego altruizmu, czyli np. gotowości wyciągnięcia ręki do niespokrewnionej i nieznanej drugiej osoby, choć często nie można liczyć na rewanż z jej strony. Coś takiego wydaje się unikalne w świecie przyrody i nieopłacalne. Co więcej, nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy altruizm odwzajemniony – a więc pomaganie obliczone na rewanż po jakimś czasie – rzeczywiście zaobserwowano poza gatunkiem Homo sapiens (niektórzy uczeni twierdzili, że np. altruistycznie dzielą się krwią nietoperze wampiry, ale eksperyment ten stanowi przedmiot sporów).

Po drugie, czy aby na pewno ewolucja działa wyłącznie na poziomie genów, liczą się tylko one? A może istnieje jednak inny mechanizm – tzw. dobór grupowy, o którym pisał już Karol Darwin: „Plemię złożone z wielu jednostek wykazujących rozwinięty w wysokim stopniu duch patriotyzmu, wierności, posłuszeństwa, odwagę i zdolność współodczuwania, zawsze gotowych do udzielania sobie nawzajem pomocy oraz do poświęcania się dla ogólnego dobra, przeważnie będzie odnosić zwycięstwa nad większością innych plemion. I to właśnie byłoby doborem naturalnym”. Cztery lata temu wybuchł na ten temat gorący spór między słynnym harvardzkim uczonym prof. Edwardem O. Wilsonem, ojcem socjobiologii i ostatnio również zwolennikiem teorii doboru grupowego, a Richardem Dawkinsem. Amerykanin uważa bowiem, że dobór naturalny może działać na kilku poziomach jednocześnie – nie odrzuca więc teorii „samolubnego genu”, ale stara się pokazać, że niekiedy ewolucja może faworyzować całe grupy dobrze współpracujących organizmów. Dlatego jednostki altruistyczne będą premiowane przez dobór naturalny.

Czy to są właśnie podwaliny ludzkiej moralności? Jesteśmy (przynajmniej czasami) dobrzy, skorzy do współpracy, bo taki mamy wbudowany przez ewolucję genetyczny program? A może kultura dawno przekroczyła nasze biologiczne dziedzictwo i teoria Darwina ma tu już niewiele do powiedzenia? Bo czy istnieje jakiś wspólny wszystkim ludziom kościec moralny, uniwersalny dekalog Homo sapiens?

Debata na ten temat nie toczy się wyłącznie w zaciszu sal konferencyjnych czy gabinetów ewolucjonistów. Uczeni nie mają ambicji, by zastąpić kodeksy moralne. Natura nie jest bowiem ani dobra, ani zła. Dopiero my, swoimi ocenami i działaniami, taką ją czynimy. Ich dociekania to wyłącznie intelektualna przygoda, rezultat poznawczej pasji docierania do źródeł skomplikowanych zjawisk.

Trudno więc się dziwić, że po wpisaniu w wyszukiwarce największej na świecie księgarni internetowej Amazon trzech słów: „ewolucja, moralność, etyka” wyskoczy prawie 150 tytułów książek. Część tej rzeki publikacji dotarła również do Polski w postaci tłumaczeń. Jeśli więc kogoś interesuje ta jedna z najciekawszych dyskusji naukowo-filozoficznych obecnych czasów, zapraszamy do krótkiego przewodnika po opisujących ją książkach.

• Gdyby urządzić ogólnoświatowy konkurs na najlepiej piszącego popularyzatora nauki, to Brytyjczyk Matt Ridley miałby ogromne szanse go wygrać. Ten z wykształcenia biolog (z doktoratem), dziennikarz naukowy „The Economist” oraz biznesmen (z kiepskimi rezultatami jako członek władz pewnego brytyjskiego banku) potrafi bowiem o skomplikowanych kwestiach pisać tak, jakby był to najlepszy kryminał i to bez specjalnego spłycania problemu czy taniego efekciarstwa. Po polsku na razie ukazały się trzy (z pięciu) jego książki. Jedna z nich, zatytułowana „O pochodzeniu cnoty” (Rebis 1999), traktuje właśnie o ewolucji ludzkiej moralności.

Wciąga ona czytelnika już od pierwszej strony barwnym opisem brawurowej ucieczki z carskiego więzienia księcia Piotra Kropotkina – anarchisty, ewolucjonisty i człowieka głęboko wierzącego, że w przyrodzie zwycięża dobro i współpraca. Ridley wyśmienicie prowadzi czytelnika przez meandry ewolucjonizmu, teorię gier i jej filozoficzne konsekwencje. Choć to publikacja niewątpliwie kompetentna, pozostaje autorską wizją problemu.

• Tytuł książki Roberta Wrighta „Moralne zwierzę” (Prószyński i S-ka, 2004) świetnie ją streszcza. Ten amerykański dziennikarz i wykładowca akademicki pisze bowiem w podobnym duchu jak Ridley, a może nawet jest jeszcze bardziej redukcjonistyczny – w sensie sprowadzania naszych kodeksów moralnych i zachowań do kolejnego wytworu ewolucji biologicznej. Jedno z najsłynniejszych zdań tego dzieła brzmi: „Współczucie, empatia, sumienie, poczucie winy, wyrzuty sumienia, nawet samo poczucie sprawiedliwości, przekonanie, że za dobre uczynki należy się nagroda, a za złe kara – to wszystko można odtąd postrzegać po prostu jako skutek rozwoju życia na określonej planecie (...). Nasze intuicyjne przeczucie, dotyczące tego, co jest dobre, a co złe, to broń stworzona do codziennej walki z innymi jednostkami”. Wright zastosował bardzo ciekawy zabieg – sprawdził, czy również życie Karola Darwina, na niemal każdym jego etapie, było poddane ewolucyjnym nakazom.

Warto także zwrócić uwagę, że Wright w swoich późniejszych publikacjach trochę stępił swoje redukcjonistyczne ostrze. Nie odszedł od teorii Darwina. Raczej starał się dostrzec, że ewolucyjne procesy mogą zmierzać (być może nawet przypadkowo) w kierunku większej empatii, kooperacji, duchowości (rozumianej jako rozwój kulturowy). Dlatego polecam gorąco jego dwie późniejsze publikacje przetłumaczone na język polski: „Nonzero. Logika ludzkiego przeznaczenia” (Prószyński i S-ka, 2003) oraz „Ewolucję Boga” (Prószyński i S-ka, 2010).

• W tym nurcie warto polecić jeszcze jedną świetną książkę: „Rynkowy umysł. Empatyczne małpy, konkurujący ludzie i inne opowieści ekonomii ewolucyjnej” (CiS, 2009). Jej autor, Michael Shermer, jest amerykańskim historykiem nauki i założycielem Stowarzyszenia Sceptyków. A także płodnym publicystą. Na polski nie została wprawdzie przetłumaczona jego książka „The Science of Good and Evil” („Nauka o dobru i złu”), ale wziął on na warsztat kwestie ludzkiej moralności i darwinizmu także w „Rynkowym umyśle”, rzucając to zagadnienie na tło ekonomiczne. Shermer pisze świetnie, więc podobnie jak w przypadku Ridleya i Wrighta czytelnik ma tu zagwarantowaną rozrywkę intelektualną na najwyższym poziomie.

• Warto też zajrzeć do książki Marcina Ryszkiewicza „4 miliardy lat. Eseje o ewolucji” (Prószyński i S-ka, 2007), której pojedyncze rozdziały odnoszą się do problematyki ewolucji moralności.

• Wśród mnóstwa książek dostępnych po angielsku warto na pewno zwrócić uwagę na bardzo ciekawe prace słynnego badacza małp z Emory University prof. Fransa de Waala: „Good Natured: The Origins of Right and Wrong in Humans and Other Animals” (co można przetłumaczyć jako „Dobro z natury. O pochodzeniu tego co złe i dobre u ludzi oraz innych zwierząt”), ale przede wszystkim na fascynującą dyskusję z innymi uczonymi napisaną w formie esejów: „Primates and Philosphers. How morality evolved” („Naczelne i filozofowie. Jak wyewoluowała moralność”) czy też najnowszą książkę (2009) zatytułowaną „The Age of Empathy: Nature’s Lessons for a Kinder Society” („Wiek empatii: Lekcje płynące z natury dla bardziej życzliwego społeczeństwa”).

De Waal stworzył swoją własną koncepcję ewolucji moralności, którą porównuje do rosyjskiej lalki matrioszki. Tak mówił o niej w wywiadzie dla POLITYKI (31/10): „Nazwałem ją tak, bo mam w domu rosyjską lalkę z namalowaną twarzą Putina, wewnątrz której znajdują się kolejne coraz mniejsze postaci: Jelcyn, Gorbaczow, Breżniew, Chruszczow, Stalin i w końcu Lenin. Jest w tej zabawce sporo politycznej prawdy – stare pozostaje nadal obecne w nowym. Podobnie rzecz ma się z empatią, będącą jednym z filarów moralności. Ta najmniejsza lalka, znajdująca się w samym środku, liczy sobie ponad 100 mln lat, bo wiąże się z zaawansowaną opieką nad potomstwem ssaków. Troska o młode, reagowanie na ich potrzeby dały podstawy do czegoś, co nazywam emocjonalnym zarażeniem. Niepokój dziecka wywołuje nasz niepokój”.

Druga to zdolność rozumienia źródeł emocji innych. Przykładem działania tego mechanizmu może być wzajemne pocieszanie się szympansów, gdy jedna małpa przytula drugą, która przed chwilą przegrała walkę z silniejszym osobnikiem.

• Najgoręcej polecałbym, spośród publikacji anglojęzycznych, książkę z 2010 r. napisaną przez Orena Harmana, izraelskiego profesora historii nauki, a zatytułowaną „The Price of Altruism: George Price and the Search for the Origins of Kindness” („Cena altruizmu: Goerge Price i poszukiwania źródeł dobroci”). Harman potraktował skomplikowane i tragiczne życie George’a Price’a jako pretekst do opowiedzenia niezwykłej historii ewolucjonizmu i refleksji nad dobrem i złem. To absolutny numer jeden wśród pozycji popularnonaukowych traktujących o darwinizmie i moralności. Można mieć tylko nadzieję, że któryś z polskich wydawców zaryzykuje publikację tej książki w naszym języku.

• Na koniec warto wspomnieć o bardzo dobrej, choć trochę akademickiej książce „The Evolution of Morality” („Ewolucja moralności”) Richarda Joyca, filozofa moralności z australijskiego Victoria University. Oraz najnowszej (z 2011 r.) popularnonaukowej pracy amerykańskiej filozofki Patrici Churchland z University of California, zatytułowanej „Braintrust: What Neuroscience Tells Us about Morality” („Trust mózgów. Co neuronauka ma do powiedzenia o moralności”).

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną