Ludzie i style

Klasa średnia

Rywale polskiej reprezentacji w grupie A

Trenerzy reprezentacji z grupy A (od lewej): Michał Bilek (Czechy), Dick Advocaat (Rosja), Fernando Santos (Grecja) i Franciszek Smuda. Trenerzy reprezentacji z grupy A (od lewej): Michał Bilek (Czechy), Dick Advocaat (Rosja), Fernando Santos (Grecja) i Franciszek Smuda. Sven Simon/imago / EAST NEWS
Dla każdego z rywali polskiej reprezentacji w grupie A plan na mistrzostwa jest taki sam: ćwierćfinał. Ale tylko Rosjanie powinni dodawać: minimum.
O młodym pomocniku Giannisie Fetfatzidisie mówi się grecki Messi.ANE Edition/imago/EAST NEWS O młodym pomocniku Giannisie Fetfatzidisie mówi się grecki Messi.
Serce zespołu Czech, Tomas Rosicky, ma za sobą świetny sezon w Arsenalu.Paul Marriott/imago/EAST NEWS Serce zespołu Czech, Tomas Rosicky, ma za sobą świetny sezon w Arsenalu.
Gwiazda rosyjskiej kadry, Romana Pawliuczenko.Kommersant/EAST NEWS Gwiazda rosyjskiej kadry, Romana Pawliuczenko.

Grecja
Ku pokrzepieniu serc

Nie wiedzieć czemu, ale przyjęło się obsadzać Greków w roli skazanych w tej grupie na pożarcie. Jeśli ktoś ma awansować, to Rosja, bo ma najlepszych piłkarzy; ewentualnie Polska, prowadzona do zwycięstwa przez trio z Borussii Dortmund, niesiona euforią kibiców. Swoich adwokatów mają też odrodzeni Czesi, nigdy niezrażeni presją wielkich turniejów. Ale Grecja?

Mniejsza już o lekcję sprzed ośmiu lat, gdy Grecy pokazali, że do zdobycia mistrzostwa Europy wystarczą dyscyplina, konsekwencja i zimna krew pod bramką rywala. Mniejsza o to, że jako jedyny zespół z grupy A Grecy grali na ostatnim mundialu (nie wyszli z grupy). Nowsze fakty jeszcze bardziej dają do myślenia: pod wodzą Portugalczyka Fernando Santosa reprezentacja wyśrubowała rekord kolejnych spotkań bez porażki do siedemnastu; poległa dopiero w sparingu z Rumunią, gdy trener eksperymentował ze składem. W eliminacjach Grekom trafiła się niewygodna grupa, z Chorwacją, Izraelem i Gruzją, ale podopieczni Santosa wygrali 7 spotkań, 3 zremisowali i znów imponowali żelazną obroną oraz umiejętnością przeciągania na swoją stronę wygranej w stylu, który kojarzył się z reprezentacją Niemiec sprzed ery multi-kulti.

Zresztą Otto Rehhagel, ojciec sukcesu z 2004 r., jeszcze długo będzie wzorem dla strategów reprezentacji. Grecy zdają sobie sprawę, że nie mają ofensywnego potencjału Niemców ani Hiszpanów, że ich droga do sukcesów wiedzie przez zawierzenie ścisłym taktycznym regułom. Skoro raz się sprawdziło, dlaczego nie kolejny? W tamtej mistrzowskiej reprezentacji nie było artystów i w tej też ich nie ma. Wtedy okazji do strzelania bramek upatrywano w szybkim ataku i stałych fragmentach gry – teraz również. Przewidywalni? Na pewno. Niewygodni? Jak diabli.

Koneserzy nad takim futbolem wybrzydzają, ale Grecy nie. Reprezentacja jest od zwycięstw, bo zwycięstwa to duma – rzecz dla Greków święta, zwłaszcza dziś, w tych trudnych czasach. Więc minimalizm to dla greckiego kibica reprezentacji nie wada, ale styl bycia. Drużyna narodowa strzela mało bramek? Ważne tylko, by strzeliła o jedną więcej niż przeciwnik. Napastnicy są nieskuteczni? W Grecji dobrego napastnika poznaje się nie tylko po tym, ile goli strzela, ale co daje w obronie.

Santos, który grecki futbol poznał dzięki pracy z tamtejszymi klubami, nie zostałby selekcjonerem, gdyby nie dał gwarancji trzymania się taktyki Rehhagela. Tuż po objęciu posady oświadczył, że mistrzostwo Europy to historyczne wydarzenie, ale dodał również, że nie można żyć przeszłością, a nieco skostniałą reprezentację należy rozruszać. Na zaimprowizowanym przez siebie poligonie sprawdził 55 zawodników, 18 za jego kadencji debiutowało. Gdy przyszło do kluczowych spotkań, postawił jednak na doświadczonych.

Nie znaczy to jednak, że grecki futbol cierpi na niedostatek talentów. Rozgrywającym Soitirisem Ninisem, interesują się potentaci, na czele z Manchesterem United (choć po ciężkiej kontuzji kolana na nowo musi udowadniać swoją wartość). O innym młodym pomocniku Giannisie Fetfatzidisie mówi się grecki Messi, nie tylko dlatego, że podobnie jak Argentyńczyk w młodości musiał się poddać kuracji hormonalnej. 20-letni defensywny pomocnik Kyriakos Papadopoulos, który debiutował w greckiej lidze przed ukończeniem 16 roku życia, przebojem wdarł się do podstawowego składu Schalke 04 i już dziś mówi się, że w niedalekiej przyszłości to on będzie siłą napędową reprezentacji. Tymczasem jest w niej rezerwowym, ale swój wkład w wygranie eliminacji miał – strzelił dwa gole.

Wszyscy powinni też pamiętać, w jakich nastrojach Grecy zostawiają rodaków w kraju. W polityce Grekom trudno się dogadać z europejskimi partnerami. Dlatego sukcesy reprezentacji mogą mieć symboliczną wymowę i wielką wagę dla udręczonych Greków.

Czechy
Nic do stracenia

Znane jest czeskie upodobanie do ironii i czarnego humoru, a reprezentacja jeszcze niedawno sama wystawiała się w ojczyźnie pod ostrzał. Zjazd w dół rankingu FIFA Czesi zakończyli w połowie piątej dziesiątki, posadę trenera reprezentacji traktowano jak gorący kartofel, zdarzyło się nawet, że funkcję, z braku kandydatów, objął prezes tamtejszej piłkarskiej federacji Ivan Hašek.

Optymizmem nie wiało też z ligi: łapówkarstwo i stadionowe chuligaństwo były na porządku dziennym, a kluby płaciły za życie ponad stan – na krawędzi upadku znalazł się nawet najstarszy czeski ligowiec, praska Slavia (założona w 1892 r.). Wielu sponsorów odwracało się od piłki i przerzucało na hokeja, który – jak z przekąsem dodawano – nie dość, że jest czeskim sportem narodowym, to i ostoją normalności.

 

Ostatnie eliminacje Czesi zaczęli najgorzej, jak mogli – od porażki z Litwą na własnym boisku. Zawodnicy nie wytrzymywali krytyki, dawali się prowokować, bojkotowali dziennikarzy. Punktem kulminacyjnym tej kampanii szyderstw był mecz ze Szkocją we wrześniu 2011 r. Zremisowany 2:2. Wynik dobry, ale pozostał niesmak. Drugą bramkę Czesi zdobyli po rzucie karnym, którego być nie powinno, jednak sędzia nabrał się na aktorski popis napastnika Jana Rezeka.

Ton komentarzy był jeden: wstydźcie się, teraz czeską piłkę będzie się kojarzyć z tanimi oszustwami. Piłkarze poczuli się urażeni, bo niezależnie od tego, że karny był niezasłużony, zagrali w Glasgow najlepszy mecz od miesięcy. Ale krytyka pomogła: w barażach zagrali z Czarnogórą powyżej oczekiwań, trochę pomogło im szczęście i tradycji stało się zadość – po raz piąty, od rozwodu ze Słowakami, zagrają w finałowym turnieju.

W komentarzach pojawił się nowy ton: co było, minęło, chwała chłopakom za awans, dajmy im szansę. Zaczęto z większą uwagą wsłuchiwać się w wywody trenera Michala Bílka o odbudowie ducha drużyny, o poświęceniu, integracji i pracy na wspólne konto. Nowe nadzieje tchnęło losowanie, a bliskość Wrocławia, w którym Czesi zagrają wszystkie grupowe mecze, wzięto za oczywisty atut. Skończyły się biadolenia nad odejściem złotego pokolenia czeskich piłkarzy. Im bliżej turnieju, tym większe u naszych południowych sąsiadów przekonanie, że awans do ćwierćfinału jest możliwy.

 

Są na to nawet argumenty merytoryczne: serce zespołu, czyli Tomáš Rosický, ma za sobą świetny sezon w Arsenalu; bramkarz Petr Čech właśnie wygrał Ligę Mistrzów broniąc rzuty karne, humorzasty napastnik Milan Baroš odżył w Galatasaray Stambuł, a inni eksportowi zawodnicy, na których Bílek opiera drużynę, regularnie grają w swoich zespołach, więc nie ma powodu, by martwić się o ich formę.

Krajowy komponent w składzie na Euro stanowią przede wszystkim piłkarze ubiegłorocznego mistrza kraju – Victorii Pilzno (jest ich pięciu plus Petr Jiráček, którego zimą kupił Vfl Wolfsburg). Zespół z Pilzna jesienią dzielnie stawiał czoło potentatom – AC Milan i Barcelonie – w fazie grupowej Ligi Mistrzów, ale tytuł stracił na rzecz Slovana Liberec. Bílek powołał tylko jednego piłkarza z nowego mistrzowskiego składu, prawego obrońcę Theo Gebre Selassie (pół-Etiopczyka po ojcu, pierwszego ciemnoskórego w historii narodowej drużyny), o którego wkrótce ma się bić pół Europy.

Za Czechami przemawia również zupełny brak presji. Wszak tę reprezentację, wraz z jej trenerem, już dawno skreślono, a awans uznano za dar losu. Może i grupa A jest tak łatwa, że brak awansu oznacza kompromitację, ale akurat drużyna Michala Bílka ma najmniej do stracenia.

Rosja
Stara gwardia

Rosyjscy kibice i znawcy futbolu już zdążyli się przyzwyczaić, że holenderski selekcjoner kadry Dick Advocaat jest ostrożny i przewidywalny. Trzy lata prowadzenia przez niego narodowej drużyny upłynęły na wałkowaniu tematu odmłodzenia zespołu, ale Advocaat pozostawał głuchy na wszelkie wołania. Zaczepki kwitował sucho: odpowiadam za to, co jest tu i teraz; liczy się tylko awans do finałów mistrzostw Europy. Ale gdy przyszło do powołań i spodziewano się tej samej talii kart, zaskoczył wszystkich: w 26-osobowym składzie znalazło się dwóch debiutantów, napastnik wcześniej grający w kadrze jeden raz oraz dwaj piłkarze niewidziani w reprezentacji od kilku lat.

Jak by jednak Sborna na mistrzostwach nie wypadła, Advocaata nikt do raportu nie postawi. Wiadomo już, że po turnieju odchodzi trenować PSV Eindhoven. Nie brak głosów, że rozstanie następuje w najgorszym momencie. Holendra chciano się wprawdzie pozbyć, ale ogłaszanie tego miesiąc przed najważniejszą imprezą sezonu trąciło sabotażem. Zdziwienia decyzją oraz terminem jej ogłoszenia nie kryli zresztą sami piłkarze; można było odnieść wrażenie, że duch w zespole nieco osłabł.

Advocaat, który wyrobił sobie w Rosji markę, prowadząc przed czterema laty Zenit Sankt Petersburg do zwycięstwa w Pucharze UEFA, jako trener kadry raczej irytował i rozczarowywał. Nie było pretekstu, by wysadzić go z siodła, bo reprezentacja wygrała swoją grupę eliminacyjną, spychając do baraży Irlandię. Wybrzydzać nad stylem gry jednak nie przestawano, a rosyjski kibic stał się wymagający i wrażliwy na piękno pod wpływem metamorfozy reprezentacji, dokonanej przez Guusa Hiddinka. Na poprzednim Euro prowadzona przez niego Sborna przebiła się do półfinału, budząc uznanie.

Hiddink honorowo podał się do dymisji po przegranych ze Słowenią barażach o mundial 2010 – to był pierwszy znak, że z ogłaszaniem złotej ery rosyjskiego futbolu trzeba się jeszcze wstrzymać. A przecież sukces miał być tak blisko. Jego zapowiedzią były zwycięstwa rosyjskich drużyn w Pucharze UEFA (trzy lata przed Zenitem triumfował CSKA Moskwa), a miliony z biznesu prywatnego, pompowane w kluby, miały położyć fundamenty pod stabilny i systematyczny rozwój rosyjskiego futbolu.

Tymczasem reprezentacja nie porywa, a w Lidze Mistrzów rosyjskie kluby wprawdzie potrafią przetrwać do wiosny, lecz do głównych ról jeszcze nie dojrzały. Chociaż wielkie rosyjskie pieniądze kuszą coraz większe nazwiska, to raczej trenerów niż piłkarzy. Zresztą władze ligi wprowadziły przepis, zabraniający jednoczesnego przebywania na boisku w jednej drużynie więcej niż pięciu zawodnikom z obcymi paszportami, z myślą o wychowywaniu rodzimych piłkarzy dla reprezentacji.

Nie wiadomo, jak traktować powroty z emigracji obecnych gwiazd rosyjskiej kadry, m.in. Andrieja Arszawina, Romana Pawliuczenki czy Jurija Żyrkowa. Po świetnej promocji na Euro 2008 podjęli wyzwanie w angielskiej Premiership, jednak w końcu wylądowali na starych śmieciach.

Im bliżej turnieju, tym wypowiedzi Rosjan są ostrożniejsze. Zdaje się, że brzemię faworytów grupy nieco im ciąży, nie przywykli jeszcze do tej roli. Z otoczenia reprezentacji dochodzą głosy brzmiące jak alibi: że mecze z gospodarzem turnieju to żadna przyjemność, że na Grekach można sobie połamać zęby, a Czesi są nieprzewidywalni. Do tego jeszcze cudem byłby powrót do zdrowia podstawowego bramkarza Igora Akinfiejewa, a forma przebojowego rozgrywającego, 22-letniego Ałana Dzagojewa (Osetyjczyka z pochodzenia), który trzy miesiące temu złamał palec u stopy, jest zagadką.

Ewentualne potknięcie tym razem może Sbornej ujść na sucho. Ale zegar tyka. Za sześć lat Rosjanie organizują mistrzostwa świata. A ambicje rosyjskiego obywatela numer jeden są ogromne...

Polityka 21.2012 (2859) z dnia 23.05.2012; Ludzie i style; s. 107
Oryginalny tytuł tekstu: "Klasa średnia"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną