Ludzie i style

Szach maszynie

Komputery odmieniły szachy

Władimir Kramnik również mierzył się z maszyną. Szkolny błąd, jaki popełnił, przesądził o remisie w meczu z komputerem Deep Fritz. Władimir Kramnik również mierzył się z maszyną. Szkolny błąd, jaki popełnił, przesądził o remisie w meczu z komputerem Deep Fritz. Ulrich Baumgarten/Getty Images / FPM
Wbrew obawom komputery nie zabiły szachów. Ale całkowicie je odmieniły.
Partia szachów na obrazie Ludwiga Deutscha.Ludwig Deutsch/Wikipedia Partia szachów na obrazie Ludwiga Deutscha.

Już podczas pierwszego starcia w 1996 r. ze stworzonym przez IBM superkomputerem Deep Blue Garriego Kasparowa spotkał prestiżowy cios – mimo zwycięstwa w meczu, szachista wszech czasów przegrał jedną z partii. Tymczasem przed meczem, z typową dla siebie bufonadą, przekonywał, że w XX w. na pewno nie uda się skonstruować na tyle bystrej maszyny, by uległ jej na szachownicy.

Z porażką w rewanżu, rozegranym niecały rok później, Kasparow nie potrafił się pogodzić. Oskarżył zespół IBM o potajemne wspieranie Deep Blue – zamkniętego w czarnych skrzyniach o wadze półtorej tony potwora potrafiącego w ciągu sekundy przetrawić 200 mln potencjalnych ruchów na szachownicy (możliwości człowieka kończyły się na trzech na sekundę). Kasparow miewał podczas pojedynku wrażenie, że przeciwnik czyta mu w myślach. Przy całym szacunku dla geniuszu programistów IBM nie podejrzewał, że stworzoną przez nich sztuczną inteligencję stać na ludzkie odruchy. Wniosek nasuwał mu się jeden – komputerowi muszą z ukrycia suflować żywe umysły szachowych arcymistrzów.

Kasparow zażądał wglądu do bazy danych stanowiącej szachowy mózg maszyny. IBM jednak odmówił, co w ocenie Kasparowa i jego frakcji było dowodem na stosowanie chwytów poniżej pasa. Szefowie koncernu pozostawali też głusi na ponawiane przez pokonanego propozycje rewanżu. W końcu mieli już, czego chcieli – nazwa firmy była na ustach wszystkich, a w trakcie trwania pojedynku kurs akcji IBM na nowojorskiej giełdzie podskoczył o niemal 6 proc. Deep Blue został przez swoich twórców zdemontowany.

Szachowy terminator

Pojedynek Kasparowa z Deep Blue był w centrum uwagi również dlatego, że wpisywał się w klimat tamtych lat – galopujący rozwój technologii, maszyny zastępujące człowieka, aura niewiadomego, potęgowana przez nadciągający schyłek tysiąclecia. Tuż przed rozpoczęciem rewanżu amerykański „Newsweek” poświęcił wydarzeniu obszerny artykuł, sugerując w tytule („The brain’s last stand”, czyli „Ostatni bastion umysłu”), jaką misję w imieniu ludzkości wziął na siebie Kasparow.

Porażka człowieka podsyciła wizje o buncie maszyn, których sztuczna inteligencja, wykreowana ludzką ręką, miałaby zacząć żyć własnym życiem. Sprowokowała też niektórych do ogłoszenia, że szachy umarły. Mateusz Bartel, dziś arcymistrz, wówczas 12-letni obiecujący szachowy umysł, pamięta jednak, że w środowisku to wydarzenie przyjęto spokojnie. – Śmierć szachów wieszczono już w latach 20. XX w. Jeden z ówczesnych mistrzów przewidywał, że najlepsi dojdą do takiej perfekcji, że każda partia będzie kończyła się remisem – opowiada.

Pytania o sens królewskiej gry jednak powracały, co zdaniem niektórych było wątpliwą przysługą Kasparowa. Tliły się też spiskowe teorie odnośnie szczerości jego pomeczowego oburzenia; twierdzono, że świadomie wziął udział w pojedynku, którego scenariusz był z góry napisany. Wszak napięcie rosło wraz z kolejnymi partiami, rozstrzygająca okazała się dopiero ostatnia z nich. A kluczowe starcie Kasparow zagrał zadziwiająco, jak na niego, słabo.

Nie wiadomo, czy oskarżenia o przyłożenie ręki do deprecjonowania ludzkiej inteligencji zrobiły na Kasparowie wrażenie. W każdym razie w kolejnych latach zaangażował się w kilka projektów, które miały wykazać, że sensem szachów jest udział człowieka. Gdy w 2000 r. rozpoczęły się negocjacje nad kolejnym starciem inteligencji sztucznej i naturalnej, z udziałem maszyny nazwanej Deep Fritz oraz arcymistrza Władimira Kramnika, Kasparow (trener oraz protektor Kramnika) upierał się, by dla wyrównania szans Kramnik miał możliwość zapoznania się z programem szachowym, w który wyposażony został Deep Fritz, co de facto umożliwiało Rosjaninowi treningowe pojedynki z przyszłym rywalem. Człowiek by tym razem wygrał, gdyby nie szkolny błąd Kramnika, po którym jego morale podupadło. Mecz skończył się remisem.

Kasparow, przekonany, że nad szachownicą człowiek i komputer są w stanie wykrzesać więcej jako partnerzy, a nie rywale, podsunął wkrótce pomysł meczów rozgrywanych w tandemie. Zyskał on twórcze rozwinięcie m.in. w postaci rywalizacji drużynowej, mieszanej, ludzko-komputerowej. W podtekście tych wydarzeń ciągle wracało pytanie: czy w szachach bardziej liczy się precyzja i szybkość komputera, czy intuicja oraz gra psychologiczna, właściwa ludziom?

Kilka lat temu podczas turnieju zespołowego z udziałem arcymistrzów oraz potężnych komputerów niespodziewanie zwyciężyli dwaj młodzi Amerykanie Steven Cramton i Zachary Stephen, solidni amatorzy, korzystający z trzech zwykłych laptopów. Analiza ich taktyki doprowadziła do wniosków korzystnych dla ludzi: młodzieńcy wybierali te posunięcia, z zasugerowanych przez komputery, które wydawały się nieoczywiste, a przy okazji najlepiej burzyły strategię rywala. Ich metoda była skuteczna, bo jakiś czas później pokonali również superkomputer Hydra, stworzony po to, by ostatecznie udowodnić szachową wyższość maszyn nad ludźmi.

Szachów nie da się sprowadzić do matematyki. To również gra nerwów, a na końcu najlepszy jest ten, który przy zachowaniu własnego pomysłu na grę przejrzy taktykę rywala i zdeprymuje go – zauważa Mateusz Bartel.

Uniwersalne know-how

Komputery nie tylko nie zabiły szachów, ale wręcz przyczyniły się do ich ekspansji – tak przynajmniej uważa Piotr Murdzia, były zawodnik i trener, a dziś sekretarz generalny Polskiego Związku Szachowego. Ekspansji mierzonej milionami internetowych graczy, w przytłaczającej większości zupełnie anonimowych, często nieznających innych szachów poza wirtualnymi.

Oprócz populacji sztuczna inteligencja zmieniła też geografię, biologię i język szachów. Kiedyś kuźnią arcymistrzów były przymusowo zjednoczone republiki Związku Radzieckiego – tamtejsi geniusze zachowywali wiedzę i doświadczenie dla siebie oraz swoich następców. Dziś know-how stało się uniwersalne. Zmiana biologiczna polega na tym, że mistrzami zostają coraz młodsi, zaprzyjaźnieni z komputerem od przedszkola. Legendarny Bobby Fischer, aktywny prawie pół wieku temu, został arcymistrzem w wieku 15 lat. Ten rekord został pobity jeszcze na początku lat 90., gdy praktyczne zastosowanie pecetów w treningu szachowym było w powijakach. Od tej pory granica przesuwała się 20 razy, a obecny rekordzista Ukrainiec Sergiej Karjakin zdobył tytuł arcymistrzowski w wieku lat 12. Pewnym symbolem biologiczno-geograficznej rewolucji jest zresztą obecny lider światowego rankingu Magnus Carlsen, 23-letni Norweg, który mając 13 lat, był już arcymistrzem i w towarzyskim pojedynku napędził stracha Kasparowowi (skończyło się remisem).

Język, powiada Mateusz Bartel, zmienił się jak w życiu: stał się bardziej skrótowy, techniczny – pozycji na szachownicy już się nie opisuje, ale wyraża liczbowo, co wtajemniczonym w nomenklaturę szybko daje wyobrażenie o układzie figur.

Niespodziewanie mocno trzyma się profesja trenera, wydawałoby się zagrożona przez to, że po wiedzę można zwyczajnie kliknąć. Piotr Murdzia mówi, że o ile nawet w światowej czołówce trudno dziś znaleźć gracza, który ignorowałby ułatwienia ofiarowane przez komputer (imponujące jest zwłaszcza rozwinięcie teorii otwarć partii, podkreśla), to jednak każdy korzysta z trenera.

Komputer nie wytłumaczy swoich ruchów ani strategii. A żeby zostać dobrym szachistą, trzeba dostrzec sens podejmowanych decyzji. Jeden z arcymistrzów, światowa sława, wyznał mi zresztą kiedyś, że bez problemu potrafi odtworzyć w pamięci zagrania sprzed lat, których uczył się z książek i rozkładał na czynniki pierwsze z pomocą trenera. A nie pamięta tych, które tydzień temu podsunął mu pod nos program komputerowy – dodaje Mateusz Bartel.

Przewidzieć jeden ruch

Zdarza się, że gotowce, podsuwane przez krzemową inteligencję, rozleniwiają szachistów i zwalniają od krytycznej analizy własnych posunięć. Bartel mówi, że często widuje na turniejach młodych zawodników, którzy grają jak automaty – całe sekwencje ruchów z początkowej fazy partii mają wbite do głów, poruszają się po szachownicy w tempie błyskawicy, po czym, gdy obrót spraw ich zaskakuje, tracą rezon i ślęczą nad figurami bez pomysłu na sensowny ciąg dalszy.

Falowanie tempa gry często bywa też objawem zmęczenia, bo mnogość rozwiązań podsuwanych na tacy przez programy spowodowała, że szachiści, zamiast przystępować do meczów wypoczęci dzięki odwaleniu za nich części roboty przez komputer, mnożą w głowach informacje na temat taktyki oraz stylu gry rywala – jakby niepomni tego, że ich pamięć ma swoje ograniczenia, w przeciwieństwie do tej komputerowej.

Poza tym, na najwyższym poziomie coraz częściej daje się odczuć, że rezerwy, dzięki którym można rywala zaskoczyć, tkwią jednak w człowieku. – Korzysta się z tych samych programów, więc wydaje się, że wszyscy wiedzą to samo, że już to przerabiali – kwituje Mateusz Bartel. Zresztą ufność w to, że szachowy postęp może się dokonać tylko za pomocą sztucznej inteligencji, była być może nieco przesadna. Pod warunkiem że rację miał kubański mistrz szachownicy Jose Raul Capablanca. Zagadnięty kiedyś, ile ruchów jest w stanie przewidzieć, odpowiedział: „Jeden, najlepszy”.

***

Między 7 a 18 listopada odbędą się w Warszawie drużynowe mistrzostwa Europy w szachach. To największa międzynarodowa impreza szachowa w Polsce od 1935 r. W turnieju weźmie udział czterech arcymistrzów z pierwszej dziesiątki rankingu światowej federacji. Tytułów bronią Niemcy i Rosjanki. POLITYKA jest patronem medialnym wydarzenia.

Polityka 45.2013 (2932) z dnia 05.11.2013; Ludzie i style; s. 90
Oryginalny tytuł tekstu: "Szach maszynie"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Polska jako jedyna w Unii nie udostępnia szczepionki HPV

Szczepionka, którą od 12 lat uznaje się na świecie za wybawienie od raka szyjki macicy, w Polsce jest nadal moralnie podejrzana. Wyparowała też z naszego rynku, za co sami jesteśmy sobie winni.

Paweł Walewski
26.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną