Ludzie i style

Twardzi jak skała

Reprezentacja Gibraltaru – czy damy jej radę?

Gibraltarscy piłkarze i trenerzy nie mają wątpliwości, że przyjdzie dzień, kiedy zagrają z Hiszpanią i futbol zwycięży nad polityką. Gibraltarscy piłkarze i trenerzy nie mają wątpliwości, że przyjdzie dzień, kiedy zagrają z Hiszpanią i futbol zwycięży nad polityką. Samuel Aranda / Corbis
Nie lekceważcie nas, bo was ukarzemy – grozi trener Gibraltaru, najmłodszej europejskiej reprezentacji piłkarskiej, z którą zagramy na początek eliminacji do Euro 2016.
Reprezentacja Gibraltaru podczas treningu.Rafael Marchante/Reuters/Forum Reprezentacja Gibraltaru podczas treningu.

Na Gibraltarze futbolem nie interesują się tylko magoty, małpy hasające samopas na Skale. Jeśli chodzi o homo sapiens, na każdych 18 mieszkańców zamorskiego terytorium Wielkiej Brytanii przypada tu aktualnie jeden zawodnik lub zawodniczka grający w ligowej drużynie. Choć Gibraltar ma tylko jeden stadion, a poziomowi lokalnych rozgrywek bliżej do polskiej III ligi niż angielskiej Premier League, tamtejsza zbiorowa fascynacja piłką jest znana daleko za granicą oddzielającą kolonię od Hiszpanii i reszty Europy.

Macie świetny zespół z gwiazdami, które znamy tu ­wszyscy. Lewandowski, Szczęsny, Boruc, Piszczek, Blash... Blashky... You know, man [Tak, wiemy – Błaszczykowski – przyp. red.] – trener gibraltarskiego teamu Allen Bula łamie sobie język na nazwiskach Polaków. – Lewandowski to obecnie najlepszy napastnik na świecie. Marzenie! – coach cmoka z zachwytu. – Kilka tygodni zajmie mi myślenie, jak powstrzymać tego gościa w meczu z Polską.

Jak mówi Zuza Marecka, Polka od dwóch lat mieszkająca na Gibraltarze, prowadząca bloga „Lubię Gibraltar” (lubiegibraltar.wordpress.com), wyniki losowania grup Euro odświeżyły na półwyspie piłkarską pamięć. W lutym Gibraltar był jedynym miejscem na świecie oprócz naszego kraju, w którym prywatnie i w mediach wspominano orły Górskiego. – Latę, Deynę, ale i Bońka. Dla wielu z nich to po prostu najbardziej wyraziste, obok papieża Jana Pawła II, symbole naszego kraju – wyjaśnia Marecka.

To nie zabawa, sir

Gdy w maju ubiegłego roku, po 16-letniej batalii, Gibraltar został przyjęty w poczet piłkarskich federacji UEFA – co dało mu przepustkę do oficjalnych rozgrywek międzypaństwowych i klubowych – celebrowano to wydarzenie niczym odzyskanie niepodległości. Futbolowa suwerenność została zdobyta przy nieustających protestach sąsiedniej Hiszpanii, która wciąż rości sobie pretensje do tego skrawka (6,5 km kw.) lądu, który ponad 300 lat temu na mocy traktatu z Utrechtu przypadł Imperium Brytyjskiemu. Hiszpanie od początku bojkotowali starania Gibraltaru o członkostwo w piłkarskiej unii, a sprawa jest na tyle drażliwa, że UEFA nie dopuściła, by skłóceni sąsiedzi grali ze sobą w jednej grupie eliminacyjnej do mistrzostw Europy.

Dzięki temu Gibraltarczycy trafili na Polskę, ale też na Niemców, Szkotów, Gruzinów i Irlandczyków. Polscy internauci zdążyli już ochrzcić to towarzystwo, z właściwą sobie ironią, mianem „grupy śmierci”. Obrazkowy żart krążący w sieci przedstawia fotografię Dariusza Szpakowskiego z jego nieśmiertelnym, przewrotnie pasującym do zbliżającego się meczu Polska-Gibraltar, hasłem: „Zagrać jak równy z równym”. Śmieszne?

Choć populacja brytyjskiej kolonii kształtuje się na poziomie Pruszcza Gdańskiego (niewiele ponad 29 tys. mieszkańców, to piłkarzy we wszystkich ligach, również juniorskich, jest tam ponad 1600!), w listopadzie dzielni Gibraltarczycy zremisowali bezbramkowo w towarzyskim meczu ze Słowacją. Tą samą, która kilka dni wcześniej pokonała biało-czerwonych 2:0.

 

Jesteście nieobliczalni. W dobry dzień potraficie wygrać z Niemcami, a w zły przegrać właśnie ze Słowacją. Mam nadzieję, że we wrześniu trafimy na ten zły dzień – zawadiacko uśmiecha się Bula, który pod Skałą wykuwa futbolowe talenty już czwarty rok. Urodził się na Gibraltarze, grał w trzech tamtejszych klubach, a trenerskie szlify zdobywał w akademii piłkarskiej w Koszycach. – Może mi pan wierzyć lub nie, ale nie wziąłem tej roboty, żeby dobrze się bawić i sympatycznie przegrywać, jak wiele innych reprezentacji z małych krajów. Mam ostrzeżenie dla wszystkich naszych rywali: nie lekceważcie nas, bo na boisku was ukarzemy.

Ich Manchester

Był czas, kiedy Bula wysyłał swoim kadrowiczom powołania za pomocą Twittera. Ich odbiorcami byli m.in. bibliotekarz, strażak, policjant i urzędnik celny. – Czasem musieliśmy słać specjalne prośby do pracodawców, żeby wyrazili zgodę na przedmeczowe zgrupowanie – mówi. Jak jednak zaznacza Steven Gonzalez z Gibraltarskiego Związku Piłki Nożnej, futbol na Skale powoli się profesjonalizuje, a część klubów wprowadziła już półzawodowe kontrakty z najlepszymi zawodnikami.

Mamy trzy ligi, w których występuje prawie 30 zespołów, do tego małą ligę kobiet, rozgrywki juniorskie i halowe. Piłkarzy jest tak dużo, że czasem brakuje kibiców – żartuje Gonzalez. Na szczęście w tej ostatniej roli często sprawdzają się tabuny azjatyckich turystów, którzy, przy okazji zwiedzania całego Gibraltaru, wpadają również w gościnę na stadion. Ten nie spełnia wymogów UEFA (np. nie ma w ogóle miejsc siedzących), dlatego w swoich pierwszych eliminacjach do Euro reprezentacja będzie musiała korzystać z areny w portugalskim Algarve. Na półwyspie pracują już nad wyeliminowaniem tych niedostatków infrastrukturalnych. Jak mówi Gonzalez, nowy obiekt, budowany po drugiej stronie Skały, ze szczytu której widać brzeg Afryki, będzie gotowy w 2016 r.

Jeden stadion wymusza wyjątkowy system prowadzenia rozgrywek gibraltarskiej ekstraklasy. Mecze odbywają się codziennie, jeden po drugim, od godz. 16 do 22. Od ponad dekady karty w najwyższej lidze rozdaje drużyna o nazwie Lincoln F.C. – w tym sezonie bronić będzie 12 raz z rzędu tytułu mistrzowskiego. Nazwy niektórych klubów mogą wywołać u kibica piłkarskie déjŕ vu: Boca Juniors, Olympique czy… Manchester United. Manchester United na Gibraltarze?

Wiceprezes klubu powiedział mi, że jeszcze w latach 60. drużynę założyli fani Czerwonych Diabłów. Dostali nawet oficjalną zgodę na używanie nazwy. Dopiero w tym roku musieli zmienić ją na Manchester 62, na wniosek UEFA. To na wypadek, gdyby Gibraltarczycy awansowali do Ligi Mistrzów i zmierzyli się w niej z oryginalnym Manchesterem United. W pucharach nie mogą grać dwie drużyny, które nazywają się identycznie – wyjaśnia Radosław Rzeźnikiewicz, specjalista od egzotycznych zagranicznych rozgrywek piłkarskich i tzw. groundhoppingu, czyli międzynarodowej turystyki stadionowej. Rzeźnikiewicz, autor serwisu Kartofliska.pl, kilka tygodni temu wizytował mecze gibraltarskiej Primera División. Refleksje?

Zachwycałem się poziomem rywalizacji tak samo, jak urzeka mnie walka o punkty w polskiej trzeciej lidze – śmieje się Rzeźnikiewicz. – Byłem jednak wcześniej na meczach w kilku innych małych państwach uważanych za piłkarskie niziny i odniosłem wrażenie, że to właśnie w Gibraltarze najbardziej wierzą w to, że im się uda osiągnąć sukces. Na razie są bardzo podekscytowani tym, że w ogóle mogą zagrać w europejskich rozgrywkach.

– W lidze obowiązuje ustna umowa, że żaden z zespołów nie ­będzie wystawiał do gry więcej niż trzech cudzoziemców – dodaje Rzeźnikiewicz. Ma jednak obawy, że to się może dość szybko zmienić i w reprezentacji zaczną grać osoby związane z ­Gibraltarem w takim samym stopniu jak Ludovic Obraniak z Polską.

 

Na razie największe gwiazdy Gibraltaru kopią piłkę w Anglii i Izraelu. W Bnei Yehuda, drużynie izraelskiej ekstraklasy, gra Liam Walker, jeden z topowych talentów. Z kolei w angielskim Preston North End (trzeci poziom rozgrywek) występuje Scott Wiseman. Numerem jeden jest jednak Danny Higginbotham, były zawodnik m.in. Manchester United (tego oryginalnego), Southampton i Sunderlandu. Problem w tym, że kilka miesięcy temu doświadczony obrońca ogłosił zamiar zakończenia kariery. Bula liczy, że uda mu się odwieść swojego asa od tej decyzji, a argumentem mają być więzy rodzinne – trener kadry jest wujkiem Higginbothama.

Polscy kibice, zapamiętajcie jeszcze jedno nazwisko: Jack Sergeant, nadzieja naszego futbolu. Ten 19-latek trafi wkrótce do silnego europejskiego klubu – uważa Bula.

Rooney spotyka Ronaldo

Połączenie angielskiej siły i szybkości z latynoską fantazją i finezją – mówi Bula o stylu gry swojej drużyny. – Spotkanie Wayne’a Rooneya z Cristiano Ronaldo. Mamy swoją dumę i dla nas każdy mecz eliminacji musi być jak finał mistrzostw. Nie pozwolę, żebyśmy przegrywali 0:7 i narażali się, by cały piłkarski świat mówił, jakie z nas patałachy.

Na to ostatnie w pierwszej kolejności liczą oczywiście Hiszpanie, którzy w futbolowej wojnie z całym Zjednoczonym Królestwem uciekają się ostatnio nie tylko do dyplomatycznych sprzeciwów. Podczas wspomnianego meczu Gibraltaru ze Słowacją w listopadzie zorganizowali staranne kontrole graniczne, tak by ludzie wracający z pracy (duża część pracujących na Gibraltarze mieszka w tańszych, przygranicznych miasteczkach w Hiszpanii) nie zdążyli na telewizyjną transmisję. Losowanie grup Euro zbiegło się z dodatkowym zaostrzeniem formalności celnych, które tym razem objęło nawet pieszych. Korki i kolejki przy przejściu sięgały kilku kilometrów.

Teraz standardem jest godzinne czekanie na przekroczenie granicy, a Hiszpanie tłumaczą się, że Gibraltar nie tylko powinien należeć do nich, ale i nie zasługuje na istnienie w obecnej formie, bo jest pralnią brudnych pieniędzy, a na granicy dochodzi do przemytu alkoholu i papierosów – mówi Zuza Marecka. – Choć paradoksalnie tym ostatnim, na małą oczywiście skalę (alkohol jest tani na Gibraltarze), trudnią się głównie Hiszpanie.

Jej zdaniem, utrudniając wieloletnią, przygraniczną symbiozę andaluzyjskiej i gibraltarskiej ludności, Hiszpania szkodzi przede wszystkim sobie i podupadającym, biednym miasteczkom, takim jak choćby La Linea de la Concepcion. – Ta symbioza: pracuję na Gibraltarze, mieszkam i wydaję pieniądze w Hiszpanii, została prawie zniszczona. Ludzie są zmęczeni i sfrustrowani, w La Linea padają sklepy i knajpy, a i życie towarzyskie mieszanej społeczności coraz bardziej się rozpada – zaznacza.

Gibraltarscy piłkarze i trenerzy nie mają wątpliwości, że przyjdzie dzień, kiedy zagrają z Hiszpanią i futbol zwycięży nad polityką. Na razie sam dźwięk hymnu spornego terytorium, odgrywanego przed rywalizacją piłkarską, działa na Hiszpanów jak płachta na byka. My słów: „Gibraltar, Gibraltar, skała, na której stoję. Obyś był na zawsze wolny, Gibraltarze, moja ziemio” ­posłuchamy przed meczem z Polską 7 września. Miejmy nadzieję, że Gibraltarczycy dadzą nam szansę.

Polityka 10.2014 (2948) z dnia 04.03.2014; Ludzie i style; s. 88
Oryginalny tytuł tekstu: "Twardzi jak skała"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną