Ludzie i style

Beckhamowie i beckhamki

Nowi celebryci: polscy piłkarze i ich żony

Standardy wyznacza małżeństwo Anny i Roberta Lewandowskich (mistrzyni karate i piłkarz Bayernu Monachium). Standardy wyznacza małżeństwo Anny i Roberta Lewandowskich (mistrzyni karate i piłkarz Bayernu Monachium). Przemysław Jach/SE / EAST NEWS
Ci z ekstraklasy ścigają się z tymi na zagranicznym kontrakcie. W ten sposób w wydawaniu pieniędzy polscy piłkarze i ich żony osiągają światowy poziom.
Modelka Patrycja Mikula, żona Krzysztofa Króla (do niedawna obrońca Piasta Gliwice, od tego roku Montrealu Impact).Stach Leszczyński/PAP Modelka Patrycja Mikula, żona Krzysztofa Króla (do niedawna obrońca Piasta Gliwice, od tego roku Montrealu Impact).
Piosenkarka Marina Łuczenko, narzeczona Wojciecha Szczęsnego (bramkarza angielskiego Arsenalu).Stach Leszczyński/PAP Piosenkarka Marina Łuczenko, narzeczona Wojciecha Szczęsnego (bramkarza angielskiego Arsenalu).
Aleksandra Kosecka, żona piłkarza Legii Warszawa Kuby Koseckiego – ochrzczona przez media polską Kim Kardashian.Jan Kucharzyk/DDTVN/EAST NEWS Aleksandra Kosecka, żona piłkarza Legii Warszawa Kuby Koseckiego – ochrzczona przez media polską Kim Kardashian.

W ekstraklasie lans zaczyna się w szatni. Żadnych nołnejmów (ubrania z tanich sieciówek), musi być Gucci, Louis Vuitton, Christian Labou­tin. Markowa, duża i ze skóry powinna być też kosmetyczka, w której zmieści się nie tylko woda toaletowa Balmain, ale też najnowszy model ajfona (ok. 3 tys. zł), z którego trzeba tweetować albo wrzucać foty na Instagram. Na szczotkę do zębów, pastę czy płyn pod prysznic nie trzeba się wykosztować, ale wiadomo, że szczotka nie może być zwyczajna, lecz elektryczna, dobrej firmy. Kosmetyczkę, nawet jeśli kosztuje tysiąc złotych albo więcej, trzeba wchodząc do szatni, trzymać niedbale pod pachą, a potem rzucić ją do szafki. I po wyjściu na trening nie wracać, żeby sprawdzić, czy aby szafka zamknięta. Nie wypada.

Parada, czyli młodzi w szatni

Zarobki w piłkarskiej ekstraklasie zaczynają się od kilku, a kończą na 170 tys. zł miesięcznie. Najbardziej podatni na lans są młodzi zarabiający najmniej – przyznaje Sebastian Mila, jak sam o sobie mówi, „kopacz” Śląska Wrocław. – Przychodzą do ekstraklasy z pierwszej albo drugiej ligi i nagle, również finansowo, przeskakują o kilka klas – opowiada. – Zarabiają kilka albo kilkadziesiąt razy więcej niż wcześniej. Nie mają pojęcia, jak rozsądnie wydawać kasę, ale też chcą dorównać starszym.

Mila doskonale pamięta swoje pierwsze zetknięcie z szatnią reprezentacji Polski: szok po skromnym Grodzisku Mazowieckim. Nikt mu tego w oczy nie powiedział, ale słyszał za plecami, jak śmieją się z jego adidasów i taniego zegarka – elektronika. Kiedy opowiadał o tym matce, doradziła: synek, no to kup sobie jakiś nowy zegarek. Więc kupił. Jeden z tańszych, Cartiera, za 20 tys.

Często zamiast zegarka jest najnowszy model mercedesa albo audi wart 250 tys. zł, wtedy większość pensji idzie na spłatę rat. A przecież, będąc piłkarzem celebrytą, żyć za coś trzeba. – I mieć na tę coca-colę w centrum handlowym, bo młodzi, często oderwani od rodzin, mieszkający w wynajętych mieszkaniach, po treningach ruszają do galerii, środowisko tego wymaga – przyznaje Ariel Borysiuk z Lechii Gdańsk.

On – jak mówi – sam miał szczęście, bo kiedy jako 16-latek przyjechał busem z Białej Podlaskiej do Legii Warszawa, trafił pod skrzydła matkującego mu Aleksandra Vukovica i nie popłynął w celebryctwo tak jak inni. Za część pierwszej pensji kupił jedynie konsolę do gry wartą ponad tysiąc złotych, trampki za 2 tys. zł i zrobił tatuaż. Niektórym chłopakom idzie od razu w hazard. Picie się nie opłaca, za alkohol można wylecieć z klubu, a przecież po treningach z pieniędzmi coś trzeba robić.

Wyjście na prowadzenie, czyli olimp naciera

Kupno mercedesa plus ogromne pieniądze to dopiero początek zawodniczych rytuałów. Stara ekstraklasa, z większymi pieniędzmi, często po kontraktach w zagranicznych klubach, nie tylko bawi się oddzielnie, ale też snobuje na piłkarski olimp, do którego młodych ostentacyjnie nie wpuszcza.

Standardy na olimpie wyznacza małżeństwo Anny i Roberta Lewandowskich (mistrzyni karate i piłkarz Bayernu Monachium), Artura Boruca (bramkarz Southampton) i jego drugiej żony, blogerki modowej Sary Mannei czy Wojciecha Szczęsnego (bramkarza angielskiego Arsenalu) z narzeczoną, piosenkarką Mariną Łuczenko. O tym, jak żyją, można przeczytać w prasie. Angielski tabloid „News of the World” publikował zdjęcia XIX-wiecznej, wartej ok. 1,5 mln funtów, willi Artura Boruca: „trzy piętra, cztery sypialnie, salon z kominkiem i wspaniale urządzona kuchnia”.

Czasem ten piłkarski olimp zjedzie na dół, czyli wpadnie z wizytą do Polski, i wtedy snobująca się ekstraklasa może obejrzeć z bliska co i jak. I tak, kiedy w marcu tego roku Ania i Robert Lewandowscy byli w Warszawie, odnotowano, że jeździli najnowszym modelem mercedesa (wartym 250 tys. zł, ale w Niemczech mają kilka samochodów, m.in. warte ponad 200 tys. terenowe audi Q5) – podobny model natychmiast pojawił się w jednym z większych klubów na południu Polski. Natychmiast zauważono też, gdzie i co jedli (wegańskie naleśniki z fetą, jajecznica z biojajek z bagietą w Organic Bistro przy Brackiej w Warszawie) oraz że podczas wizyty na Mazurach mieli na sobie identyczne różowe buty sportowe Nike Air Max (ok. 500 zł za parę – też zrobiły się popularne w ekstraklasie).

Uwadze ekstraklasy nie umyka też, gdzie piłkarski olimp wyjeżdża na urlopy. W ubiegłym roku modne były Seszele (Lewandowscy byli tam w podróży poślubnej, cena tygodniowego wypadu to ok. 12 tys. zł na osobę), w tym sezonie w dobrym tonie jest wypad do Tajlandii i Bangkoku. Byli tam już Kuba Kosecki z żoną, w grudniu szykują się kolejni pomniejsi legioniści. – Oczywiście z żonami albo narzeczonymi, o których nie mówi się tak jak kiedyś po prostu partnerki piłkarzy, tylko wags, czyli popularny na Zachodzie skrót od wives and girlfriends (żony i dziewczyny) – mówi Marcin Rosłoń, były piłkarz Legii Warszawa i Lecha Poznań, dziennikarz nc+.

Zwiększyć pressing, czyli wags

Partnerki piłkarzy to osobna kategoria stanu posiadania i podkategoria procesu wydawania. Nie przez przypadek jedna ze słynnych piłkarskich żon, czyli Sara Mannei Boruc, jesienią poprowadzi w telewizji program „Shopping Queen”. Nagrodą dla uczestniczki jest tytuł Królowej Zakupów i gotówka do przepuszczenia w galerii handlowej. – Sama nie robię zakupów w Polsce. Nie ma dużego wyboru. Uwielbiam Paryż, gdzie szaleję w butikach – przyznaje Mannei i dodaje, że ostatni duży prezent od męża to jedna z najdroższych torebek na świecie, czyli model Birkin od Hermesa, warta ok. 40 tys. zł.

 

W tym samym czasie modelka Patrycja Mikula, żona Krzysztofa Króla (do niedawna obrońca Piasta Gliwice, od tego roku Montrealu Impact), dostała od męża gotówkę na samochód terenowy range rover sport (cena powyżej 300 tys. zł). Na rozlicznych portalach pochwaliła się zaraz, że kocha wielkie terenowe samochody, bo wszystkie Kardashianki, celebrytki z USA, nimi jeżdżą. – No i kocham też zakupy! – dodaje. – Mam pełną szafę laboutinów (butów projektu Christiana Laboutina, cena od 3 do 10 tys. zł) i dziesięć torebek Chanel, które kolekcjonuję, bo nigdy nie stracą wartości.

Wagsy polskiej ekstraklasy, głównie Aleksandra Kosecka, żona piłkarza Legii Warszawa – ochrzczona przez media polską Kim Kardashian – starają się też nie zostawać w tyle, szczególnie jeśli chodzi o imprezy ślubne, szeroko opisywane potem w mediach. Czasem w kategoriach awantury, gdy to jedna z wags pokłóciła się w internecie o prawa autorskie do projektu ślubnego sweterka, tylko przypadkiem chyba do złudzenia przypominającego projekt z pewnego zagranicznego pisma. A jeśli chodzi o suknie: Lewandowska miała jedną suknię (projektu Macieja Zienia, 13 tys. zł), Kosecka dwie (jedna na zmianę, sprowadzone z USA, warte 12 tys. zł sztuka).

Kolejnym polem, na którym wagsy ekstraklasy ścierają się z wagsami na wyjeździe, są operacje plastyczne i zabiegi fryzjersko-kosmetyczne. Oczywiście opłacane przez mężów. Kosecka chętnie opowiada o powiększeniu biustu (12 tys. zł) i perypetiach z ustami (powiększyła, ale jej się nie spodobały, więc dzięki specjalnemu preparatowi odwróciła zabieg, koszt całości ok. 2 tys. zł). Patrycja Mikula, żona Krzysztofa Króla, nie zostaje dłużna i przekonuje, że operacje są passé (no, chyba że tak jak ona poprawia się biust po operacji sprzed lat). – Stawiam na naturalność. Używam kremów La Mer (ok. 1 tys. zł za słoiczek) – mówi. – Jestem uzależniona od masaży. Przynajmniej raz w tygodniu chodzę na manicure i pedicure. Krzysiek nigdy nie widział mnie bez lakieru na paznokciach i gdybym zaniedbała stopy, chyba wyrzuciłby mnie z domu.

Trendy idą z olimpu w ekstraklasę. Kiedyś wagsy czekały na piłkarzy po meczu przy szatni, dziś robią własne kariery. Głównie modeling, chociaż Klaudia Danch, żona kapitana Górnika Zabrze, prowadzi swój butik, a Natalia Czubaj, partnerka Macieja Rybusa (ostatnio rosyjski Terek Grozny), szykuje się do otwarcia minispa.

Dogrywka, czyli co dalej z ekstrakasą?

Kto z piłkarzy już przejdzie etap zegarka i auta, czasem też dochodzi do wniosku, że warto zająć się czymś jeszcze. We Wrocławiu jest ostatnio moda na inwestowanie w nieruchomości. – Mam dwie restauracje w Koszalinie (Cassino i Zorza), ośrodek wypoczynkowy nad morzem, dom we Wrocławiu i mieszkanie w Warszawie – wylicza Sebastian Mila. – I to nie jest szczyt lansu, bo znam chłopaków z ekstraklasy, którzy mają po 10 mieszkań i myślą o kolejnych. Ale ja taki snobizm lubię, bo świadczy o tym, że człowiek myśli o przyszłości.

Ariel Borysiuk, który – jak zapewnia – po przygodzie w klubach niemieckim i rosyjskim nabrał dystansu do snobizmu polskiej szatni, też inwestuje w domy. Na razie kupił w Białej Podlaskiej, ale jak okrzepnie w Lechu, pomyśli też o własnym lokum w Gdańsku.

Są też piłkarze mniej widoczni, bo bez dekoracyjnych wags i zdjęć na Instagramie. – Na przykład Łukasz Fabiański, były bramkarz Arsenalu, teraz w Swansea w Walii. Zawsze świetnie ubrany, ale bez epatowania marką, bywały w świecie, z perfekcyjnym angielskim. Wydaje pieniądze rozsądnie, bywa w teatrach, czyta, a na weekendy, zamiast do Tajlandii, jeździ zwiedzać zabytki Barcelony albo Amsterdamu – mówi Marcin Rosłoń.

Albo Marek Jóźwiak, były zawodnik Legii, który po karierze we Francji wrócił w 2001 r. do Polski. Jóźwiak akurat, według Rosłonia, jest dowodem na to, że pobyt za granicą może dać piłkarzowi nie tylko kasę, ale też dobre maniery. Kiedy wyjeżdżał, był typowym przedstawicielem polskiej szatni, z jej snobowaniem się na drogie samochody, krzykliwą modą i pogardą dla wykwintnej kuchni. Cztery lata we Francji zrobiły swoje. Jóźwiak ma dyskretny gust, zna się na jedzeniu, potrafi do obiadu dobrać dobre wino.

Podobnie jak trener Górnika Zabrze Robert Warzycha, który sam przyznaje, że przed wyjazdem do ligi amerykańskiej nie znał słowa po angielsku. – Młodzi z ekstraklasy powoli zaczynają zauważać plusy wykształcenia czy języka – przekonuje Rosłoń. – Coraz więcej chłopaków zamiast przepuszczać pieniądze robi matury, inwestuje w szkoły językowe albo – tak jak Rzeźniczak – pisze blogi, fotografuje, czyta książki.

Prowadzona przez Rzeźniczaka strona rzeźnik25.pl to blog kulinarny – z przepisami na zdrowe potrawy.

Ale – jak przekonuje Sebastian Mila – opisywani przez Rosłonia piłkarze to wciąż daleka przyszłość. Na razie, obok niewielkiej grupki inwestujących na trudne lata po zakończeniu kariery, żyje masa piłkarzy przekonanych o swojej sportowej nieśmiertelności. Przepuszczają kasę jak legendarny Andrzej Iwan (zarobił prawie półtora miliona marek, większość przepił i przegrał, z błyskotliwej kariery zostało mu tylko 60-metrowe mieszkanie w bloku na Czerwonym Prądniku w Krakowie). I – jak metaforycznie podsumowuje Mila – wydaje im się, że właśnie strzelają najpiękniejszego gola w życiu, a tak naprawdę są na spalonym.

Polityka 38.2014 (2976) z dnia 16.09.2014; Ludzie i style; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Beckhamowie i beckhamki"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną