Ludzie i style

Goło i niegłupio

Nowa burleska – pióra z przekazem

Kadr z dokumentu Deirdre Timmons „A Wink and a Smile” poświęconego burlesce Kadr z dokumentu Deirdre Timmons „A Wink and a Smile” poświęconego burlesce Deirdre Timmons
Burleska powraca nie tylko jako ambitniejsza wersja striptizu. Stoi za nią gigantyczne zjawisko, które świeci golizną, a przy tym leczy kompleksy i naprawia świat.
Dita Von Teese w burleskowej stylizacjiJennifer Mitchell/Splash News/EAST NEWS Dita Von Teese w burleskowej stylizacji

Atrakcyjna dziewczyna ucharakteryzowana jest na prezydenta Washingtona i odziana w kostium z epoki. Zrzuca z siebie ubranie, po czym niedwuznacznie ociera się o gigantycznych rozmiarów replikę konstytucji USA. Burza braw, publiczność wyje z zachwytu. „To było mocne!” – komentuje z satysfakcją siedząca w drugim rzędzie krótkowłosa pani w skórzanej motocyklowej kurtce. Oklaski cichną, bo już zaczyna się następny numer. Ciemnoskóry młodzieniec wchodzi na scenę w łachmanach, skuty łańcuchami, po czym tańczy, rozbiera się niemal do naga – muzykę zagłuszają okrzyki entuzjazmu, najczęściej wydobywające się z kobiecych gardeł – by w finale włożyć na siebie elegancki garnitur. Po nim na scenę wchodzi matrona po sześćdziesiątce i również rozbiera się niemal do rosołu. Musi być świadoma swoich niedoskonałości wynikających z wieku i kilku nadprogramowych kilogramów, ale bez wahania zrzuca z siebie kolejne części garderoby, podobnie jak jej poprzednicy zachęcana głośnym dopingiem widowni. Jest chłodny jesienny wieczór, ale atmosfera w Columbia City Theater gorąca – to maraton burleski. Striptizu na wesoło i z morałem.

Nowa burleska, stare koronki

Burleska przywędrowała za ocean z europejskich kabaretów w połowie XIX w., by ostatecznie podbić Amerykę czasów Wielkiego Kryzysu. Dla wielu kobiet, często samotnych, taniec w negliżu był jedynym dostępnym źródłem utrzymania. Mężczyźni natomiast znajdowali w niej niedrogie, za to błyszczące złotem kostiumów, weekendowe remedium na ponurą, szarą codzienność. W dobrej kondycji przetrwała czas drugiej wojny światowej, by w połowie minionego stulecia ustąpić innym masowym rozrywkom – kinu (choć były próby połączenia obu nurtów, choćby w filmie „Dama z rewii” z 1943 r.) i muzyce pop. Nowe narodziny burleski to lata 90., kiedy wnuki zaczęły odkrywać, że dziadkowie bynajmniej nie byli tacy święci, za jakich chcieli uchodzić. Trącące myszką, ale działające na wyobraźnię stylizacje upowszechniała chociażby Dita Von Teese, była małżonka kontrowersyjnego muzyka Marilyn Mansona. W końcu nową modę na stare koronki dostrzeżono nawet w Hollywood, choć musical zatytułowany po prostu „Burleska” (2010 r.), z Cher i Christiną Aguilerą, trudno uznać za udaną wizytówkę tego nurtu. Bo współczesna burleska – nazywana po prostu neoburleską lub nową burleską – to znacznie więcej niż pióra w pupie. To manifest artystyczny, społeczny i polityczny. Amerykańska nowa burleska to dzisiaj prężna, rozwijająca się scena – z regularnymi zlotami, kursami i szkołami czy wreszcie konkursami, na których ocenia się nie tylko kuszące pląsy wykonawców, ale także kostiumy, choreografię czy przesłanie poszczególnych scenek. Można wręcz mówić o całej kulturze burleski, rozkwitającej szczególnie na Wschodnim i Zachodnim Wybrzeżu USA, a także w Teksasie czy Nowym Orleanie. Ale neoburleska ma się świetnie również na innych kontynentach – w Australii i w Europie, z Francją, Wielką Brytanią i Skandynawią na czele. Kilka lat temu dotarła również do Polski.

Pamiętam, że szukałam na YouTube inspiracji choreograficznych i przypadkiem trafiłam na burleskę. Spędziłam kilka dni na grzebaniu w sieci, zafascynowana tym zjawiskiem. Wtedy też odkryłam, że do tej pory w Polsce nie było żadnych pokazów, performerek ani śladu burleski. Postanowiłam wziąć byka za rogi i jako instruktorka tańca i teatru przygotowałam pierwszy scenariusz zajęć – wspomina Betty Q, pionierka nowej burleski w Polsce, znana wielbicielom warszawskiego kabaretu Pożar w Burdelu, a masowej publiczności z udziału w programie „Mam Talent”. Jest założycielką pierwszego w naszym kraju kolektywu burleskowego Betty Q&Crew, organizatorką licznych imprez oraz warsztatów związanych z burleską.

Bez presji wzwodu

Na pierwszy rzut oka trudno odróżnić burleskę od zwykłego striptizu. Chodzi przecież o to, by w rytm muzyki zrzucić z siebie ubranie, chociaż w burlesce raczej nikt nie rozbierze się do rosołu, poprzestając na skrawku materiału zasłaniającego krocze i bogato zdobionych nalepkach na sutki. To pokłosie obowiązujących w kilku stanach USA regulacji prawnych zabraniających pokazywania tych części ciała (również męskiego) w lokalach, w których serwowany jest alkohol. Jeśli jednak przyjrzeć się burlesce uważniej, łatwo odkryć, że więcej ją dzieli, niż łączy z klasycznym tańcem erotycznym.

Striptiz jest dużo bardziej przewidywalny – tłumaczy Melissa Flynn, właścicielka studia Friday Night Date z Seattle, specjalistka od wymyślnych kostiumów scenicznych. – Chodzi po prostu o seks i dziewczyny najczęściej rozbierają się do naga. Ich kostiumy są zresztą ograniczone do minimum i sprowadzają się najczęściej do strojów kąpielowych: leżą ładnie na ciele, ale same w sobie nie robią wrażenia, a już na pewno nie ma w nich niczego wyjątkowego.

Różnic jest więcej: striptizerki występują tylko w przeznaczonych do tego klubach, a burleska gości w barach, teatrach czy miejscach publicznych. Striptizerki rozbierają się dla pieniędzy, oczekują napiwków i próbują namówić klientów na wykupienie prywatnego pokazu. Dziewczyny z burleski trzymają się sceny i nie pracują za napiwki, bo sprzedają bilety na swoje występy.

W świecie burleski jestem znana z powodu mojej gigantycznej kolekcji stylowej bielizny, składającej się z prawdopodobnie tysięcy egzemplarzy, od początków XX w. aż do lat 70.: staników, pasów, halek, gorsetów, body, koszul nocnych, krynolin, pantalonów i podomek – dodaje Flynn. – Nie ma jednak jednego obowiązującego dress code’u. Wszystko zależy od artysty, wszystko jest dozwolone.

W odróżnieniu od zwykłego striptizu na burleskę składają się również opowieść, polityka, wymyślne kostiumy, taniec, teatralność i spora dawka humoru. – Ktoś, kto burleski nigdy nie widział, może ją sobie wyobrazić jako połączenie kabaretu z cyrkiem, teatrem i tańcem. A przy okazji wszyscy zrzucają z siebie ubrania – tłumaczy Deirdre Timmons, reżyserka „A Wink and a Smile”, jednego z najciekawszych dokumentów poświęconych tej scenie.

Zapytana o różnice pomiędzy striptizem a burleską Betty Q ma na podorędziu dwa dowcipy. Pierwszy z nich sprowadza się do odpowiedzi na pytanie, czym różni się performerka burleski od striptizerki: tym, że ta druga zarabia. Drugi z nich dotyczy kostiumów: jesteś performerką burleski, jeśli twoje sceniczne fatałaszki mieszczą się ledwie w dwóch walizkach. Kostium striptizerki zmieści się bowiem w kieszeni.

Striptiz pojawia się w burlesce jako środek, a nie jako cel. Element w narracji. Bo jak mówić o ciele, nie wykorzystując go? – pyta retorycznie Betty. – W burlesce performerki i performerzy opowiadają jakąś historię, każdy numer to pewna fabuła, a rozbieranie się zmusza widza do refleksji nad ciałem, atrakcyjnością w ogóle i kulturowym mundurkiem, jaki nosimy. Erotyzm na scenie nie musi się kojarzyć mężczyznom jednoznacznie i seksualnie. Jak powiedział mój znajomy: „W burlesce jest tyle dystansu i humoru, że można estetycznie się zacieszać, bez społecznej presji wzwodu”.

Numer dla siebie

Nową burleskę łatwo również rozpoznać, jeśli przyjrzeć się uważnie tym, którzy wchodzą na scenę, oraz tym, którzy pod nią zasiadają. Jeszcze łatwiej, gdy zapytać ich o motywacje. Usłyszeć można wówczas opowieść o walce z tabu, o definiowaniu na nowo ról społecznych związanych z płciowością, o terapeutycznych właściwościach pląsów w kabaretkach czy wreszcie o ważkich politycznych treściach. Tancerki (oraz tancerze – męski odpowiednik, boyleska, cieszy się coraz większą popularnością) nie wywodzą się już z nizin społecznych, a panie nie rozbierają się dlatego, że nie mają w co się ubrać.

Betty Q zauważa, że artystkami burleski zostają dziś dojrzałe, świadome kobiety, zwykle znakomicie wykształcone, absolwentki nauk humanistycznych i gender studies. Na widowni natomiast zasiadają często ich przyjaciele i partnerzy, a dzikie wrzaski spod sceny, będące nieodłączną częścią burleskowego rytuału, to nie porykiwania niepanujących nad podnieceniem lubieżników, ale sygnały oznaczające wsparcie, akceptację i życzliwość. Dużą popularnością cieszy się burleska w środowiskach LGBT, choć sprowadzanie tego zjawiska do miana nowej ulubionej rozrywki gejów byłoby niesprawiedliwym nadużyciem. – Burleską z równym powodzeniem zajmują się heteroseksualiści, geje i biseksualiści. Zdarzają się też małżeństwa ludzi, którzy poznali się dzięki burlesce, zarówno hetero- jak i homoseksualne – mówi Flynn, choć przyznaje, że sama weszła w środowisko burleski dzięki koleżankom lesbijkom.

Na moje spektakle i pokazy przychodzą, podobnie jak na zajęcia, głównie kobiety, większość ma więcej niż 26 lat. Przychodzą z koleżankami, czasem przyprowadzają partnerów. To dojrzała, wymagająca widownia. Wiedzą już, co to burleska, i szukają czegoś niebanalnego i estetycznego – mówi Betty Q. Podobną klientelę, choć czasem mniej świadomą, przyciągają jej warsztaty. Bywa, że zgłaszają się na nie młode damy, które nie są do końca świadome tego, czym jest burleska. – Dziewczyna przychodzi i mówi, że chce zrobić numer dla narzeczonego. Po jakimś czasie okazuje się, że jest tam głównie dla siebie, i to ona jest największą beneficjentką tych zajęć. Dziewczyny oprócz stricte scenicznych umiejętności, takich jak świadomość ciała i przestrzeni, ruch sceniczny, uczą się również kontaktu z widownią co wpływa na kontakt z drugim człowiekiem na co dzień czy ekspozycji społecznej.

Betty Q dodaje, że zna dziewczyny, które dzięki pewności siebie zyskanej na jej zajęciach wreszcie zdecydowały się na zmianę pracy czy prośbę o podwyżkę. Także żadna z dziesięciu bohaterek filmu „A Wink and a Smile” – które zapisują się do Akademii Burleski – nie zamierza występować na profesjonalnej scenie. Żadna nie planuje nabytych na kursie umiejętności wykorzystać do uwodzenia mężczyzn. Każda za to prędzej czy później mówi do kamery, że robi to, bo chce odmienić swoje życie. – Wszyscy czegoś w sobie nie lubimy, taka jest natura ludzka. Występujący zdejmują z siebie nie tylko ubrania, ale również swój brak pewności siebie, brak wiary we własne siły czy wręcz wstręt do samego siebie, i celebrują swoją naturalną fizyczność – tłumaczy Deirdre Timmons, reżyserka filmu. Jej zdaniem rozebranie się na oczach przyjaciół, rodziny i obcych ludzi, a przy tym rozśmieszanie ich czy wzruszanie, to wielka siła.

Polityka 50.2014 (2988) z dnia 09.12.2014; Ludzie i style; s. 105
Oryginalny tytuł tekstu: "Goło i niegłupio"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Agnieszka Graff i Elżbieta Korolczuk dla „Polityki”: Prawica nauczyła się grać w gender

Rozmowa z Agnieszką Graff i Elżbietą Korolczuk o kobietach, które na ulicach pokazują nowy feminizm, i mężczyznach zakażonych ultrakonserwatyzmem.

Katarzyna Czarnecka
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną