Ludzie i style

Pupkultura

Nowy kanon kobiecego piękna

Z tym definiowanym na nowo, dominującym ideałem kobiecego piękna faktycznie coś jest na rzeczy. Z tym definiowanym na nowo, dominującym ideałem kobiecego piękna faktycznie coś jest na rzeczy. EAST NEWS
Dziś nowy kanon kobiecego piękna wyznaczają cztery litery. Bardzo krągłe cztery litery. A symbolem nowej mody stała się w 2014 r. Kim Kardashian.
Raperka Nicki MinajNina Prommer/EPA/PAP Raperka Nicki Minaj
Piosenkarka i aktorka Jennifer LopezUPI Photo/Eyevine/EAST NEWS Piosenkarka i aktorka Jennifer Lopez
Kim Kardashian w sesji dla magazynu „Paper”materiały prasowe Kim Kardashian w sesji dla magazynu „Paper”

Namiętny namysł nad żeńskimi krągłościami trwa w Ameryce od września. Gdy miesięcznik „Vogue”, żonglując przykładami, ogłosił, że w masowej kulturze „nastała era dużych pup”, następnego dnia jego redakcję zalała fala krytyki: „Niedługo okaże się, że Bill Clinton był pierwszym czarnoskórym prezydentem USA”. Zdjęcia celebrytki Kim Kardashian w głośnej sesji dla magazynu „Paper”, stylizowane na kontrowersyjne ujęcia z portfolio Jeana-Paula Goude’a, podsyciły nieoczekiwaną dyskusję, której przedmiotem jest nie tylko ideał damskiej urody, ale i stereotypy rasowe sięgające czasów Krzysztofa Kolumba. Jeszcze 100 lat temu uznano by te fotografie za wulgarną karykaturę przypadłości dotykających czasem afrykańskie kobiety.

Kim odkryła Amerykę?

Z tym definiowanym na nowo, dominującym ideałem kobiecego piękna faktycznie coś jest na rzeczy. Idolki globalnej popkultury, o których wspomina m.in. „Vogue”, na zdjęciach i w teledyskach „nadeksponują” tę część ciała, której znaczące rozmiary bywały kiedyś przyczyną żeńskich kompleksów. Jennifer Lopez i Iggy Azalea podbiły amerykańską listę przebojów z utworem „Booty”, którego tytuł – po polsku „zadek” – mówi wszystko. W USA gwiazdą pierwszej wielkości jest raperka Nicki Minaj, która ze swojego „booty” (tyłka) uczyniła atrybut ważniejszy niż głos. Zupełnie niepodobna do rachitycznych modelek jest Beyoncé i jeszcze bardziej odróżnia się od nich Kim Kardashian. W społecznościowym serwisie Instagram jednym z najpopularniejszych selfie, czyli fotografii wykonanych telefonem komórkowym „z ręki”, są te, na których widać prężące się, wymownie wypięte pośladki (często sprzężone z ustami w słynny kaczy dzióbek).

Duże pupy weszły do głównego nurtu popkultury. A stało się to dzięki gwiazdom przekonującym, że właśnie tak wygląda dziś piękna kobieta – podkreśla Kurt Williamson, reżyser i dokumentalista. On sam, wspólnie z Chrisem Alvarezem, opowiedział o tej galopującej modzie w głośnym w USA filmie dokumentalnym „Bottoms Up” (czyli dosłownie: „Tyłki w górę”). Williamson mówi, że dziś nastolatki w Ameryce marzą, by wyglądać jak Kim Kardashian. Ona, uosobienie współczesnego celebrytyzmu, od początku swojej medialnej kariery szybko i sprawnie nadąża za tym, co akurat modne, głośne lub skandalizujące. W erze sekstaśm gwiazd, zapoczątkowanej przez Paris Hilton, do internetu wyciekło jej łóżkowe nagranie. Wizerunek jej związku z raperem Kanye Westem tworzony jest na obraz i podobieństwo najbardziej znanego małżeństwa w amerykańskim show-biznesie, które tworzą przywołana już Beyoncé i Jay-Z. Gdy w tym roku hakerzy wykradli i wpuścili do sieci nagie, prywatne zdjęcia gwiazd, wśród nich nie mogło zabraknąć również kilku klisz Kim rozebranej do rosołu. Nie może więc dziwić, że gdy „Vogue” proklamował erę wielkich pośladków, dwa miesiące później Kardashian pokazała, na czym dokładnie ta era polega, pozując nago na okładce magazynu „Paper”.

Jedno i drugie wydarzenie przedzieliła awantura, której uważnie przyglądały się nawet poważne amerykańskie dzienniki. Komentatorzy podkreślali, że odkrywanie czegoś, co od lat funkcjonuje w samym centrum kultury masowej, mocniej niż kiedykolwiek napędzanej w Stanach Zjednoczonych przez społeczności Afroamerykanów i Latynosów, jest dowodem myślowego anachronizmu dziennikarzy „Vogue”. Zatem zapowiedzi „totalnego upupienia popkultury” (czy może raczej: „pupizacji”; w oryg. total bootification of pop culture) to kolejny dowód, jak mainstreamowe media wciąż konserwują w społeczeństwie dawne podziały rasowe. „Jak widać, mody są do zaakceptowania tylko wtedy, gdy biała część Ameryki za nimi podąża” – pisał w kontrze magazyn „Ebony”. Na Twitterze zaroiło się od kpin oznaczanych hashtagiem #VogueArticles: „To Hemingway zainspirował Renesans Harlemu” (rozkwit kultury czarnoskórych artystów po pierwszej wojnie światowej), „Vanilla Ice pokazał hip-hop miejskiej młodzieży”, „Bill Clinton walczył z rasizmem jako pierwszy czarny prezydent USA”. W podobny sposób dziennik „USA Today” określił pictorial Kardashian: użył określenia „Columbusing”, czyli po naszemu: „odkrywanie Ameryki”. Tak samo jak cywilizacja białego człowieka przypisuje sobie odnalezienie nowego lądu, jakby on nigdy nie istniał przed wizytą Kolumba, Kim uzurpuje sobie pierwszeństwo w kreowaniu nowego standardu żeńskiej urody.

Matka chrzestna ery pupy

Trudno zaprzeczyć, że rzekome posadzenie ideału kobiecego piękna na czterech literach przez „Vogue” i przy wydatnym udziale Kim Kardashian ma miejsce ponad 20 lat po tym, jak Ameryka powtarzała do dziś największy hymn miłośników dorodnych damskich pośladków. W 1992 r. raper Sir Mix-a-Lot wdrapał się na szczyty listy Billboardu, rok później odebrał nagrodę Grammy, deklamując: „I like big butts and I cannot lie” (czyli w wolnym tłumaczeniu: „Lubię duże tyłki i nie ma w tym pomyłki”). Opiewanie prominentnych damskich kształtów w hiphopowych tekstach i w warstwie wizualnej towarzyszącej utworom dawno stało się powszechne, rozpoznawalne i przynależne bodaj najbardziej globalnemu dziś gatunkowi muzyki.

To hip-hop sprawił, że kobiety o innych kolorach skóry chciały wyglądać jak Murzynki czy Latynoski, dla których taka budowa ciała jest naturalna. Ale pierwszą celebrytką światowego formatu, która eksponowała wydatne pośladki, była Jennifer Lopez. Można powiedzieć, że to ona najbardziej przyczyniła się do wyniesienia takiego kanonu urody do mainstreamu. Czemu akurat ona? Bo była biała i śpiewała pop – mówi Kurt Williamson.

 

Jednak gdy Lopez, latynoska seksbomba, zdobywała sławę w latach 90., jej krągłości były raczej przedmiotem żartów. Dowcipkowano, że swoją pupę ubezpieczyła na milion dolarów. „Podobno JLo przyjechała na ceremonię Grammy dwiema limuzynami – w jednej ona, a w drugiej jej tyłek” – rozśmieszał swoją widownię Chris Rock, jeden z najpopularniejszych amerykańskich komików. Dziś już nikt się nie śmieje, dziś widownia zazdrości i może na tym polega era nowego kanonu piękna, zadekretowana przez „Vogue” i potwierdzona przez Kim Kardashian.

W całej tej sprawie jest jeszcze problem. W wielu afroamerykańskich środowiskach sesję Kardashian dla „Paper” odebrano jako mało roztropną, obliczoną na skandal grę, w stylistyce nawiązującej do czasów, w których afrykańskie kobiety były obwożone po miastach białego człowieka jak małpy w cyrku. W XIX w. taką „atrakcją” w Londynie i Paryżu była Saartjie „Sarah” Baartman – dziewczyna z południowoafrykańskiego ludu Khoikhoi, nazywana hotentocką Wenus z uwagi na charakterystyczną dla tego plemienia steatopygię. To zjawisko, nie w pełni wyjaśnione naukowo, polegające na znacznym odkładaniu się tłuszczu na pośladkach, szczególnie u kobiet. Steatopygia Murzynek fascynowała dawniej bogatych mieszczan tak samo jak „baba z brodą” albo człowiek guma. Szybko też się nudziła – Sarah dokonała żywota jako prostytutka w wieku ledwie 25 lat.

„Ciała czarnoskórych kobiet, szczególnie ich dolne części, były towarem handlowym przez setki lat również w naszym kraju. Tu, odnoszę wrażenie, mamy do czynienia z tym samym instrumentalnym traktowaniem fizyczności czarnej kobiety, tyle że już bez niej” – argumentowała Kierna Mayo z magazynu „Ebony”.

To wrażenie spotęgowało zaangażowanie do sesji Kardashian Jeana-Paula Goude’a, francuskiego fotografa, dawnego portrecisty i kochanka Grace Jones. Jego twórczość, do dziś dla wielu kontrowersyjna, przez lata prowokowała kolonialnym podejściem do seksualności afrykańskich kobiet.

Rozumiem to oburzenie, tym bardziej że chyba nie do końca świadoma jego przyczyn jest sama Kim Kardashian – odpowiada Kurt Williamson. – Osobiście wolę patrzeć na ten fenomen pod innym kątem: kształty charakterystyczne dla czarnych kobiet stały się ideałem piękna i przedmiotem pożądania innych kobiet. To forma społecznej rekompensaty za lata ośmieszania i spychania na margines powszechnych gustów.

Większy telewizor, telefon i tyłek

Gdyby popatrzeć głębiej w antropologiczne uwarunkowania „ery pupizacji”, trudno byłoby je zrozumieć. Nawet jeśli powołamy się na wnioski naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego, którzy w zeszłym roku dowodzili w badaniach, że panie z większymi pośladkami są inteligentniejsze i bardziej odporne na przewlekłe choroby serca czy cukrzycę (produkują więcej hormonów, które wspomagają metabolizowanie cukru). Ale – jak mówi dr Maurycy Stanaszek, antropolog z Państwowego Muzeum Archeologicznego – fascynacja obfitymi pupami jest ewolucyjnie trudna do wytłumaczenia. – Może co najwyżej dowodzić naszego ewolucyjnego cofania się, bo przecież ludzie nie muszą wysyłać już dawnych sygnałów prokreacyjnych. Kiedyś było to uzasadnione biologicznie i wiązało się z kultem płodności, zaś duże pupy kobiet czarnoskórych czy Latynosek wynikały z przystosowania ich ciał do klimatu, w którym żyły. Dziś to wyłącznie moda i świadectwo przenikania się kultur – uważa dr Stanaszek.

Co to wszystko oznacza? Koniec chuderlawych sarenek z wybiegów? Teraz kobiety będą naturalniejsze i dumne ze swoich pełnych czterech liter? Williamson w swoim filmie pokazuje krętą, ale łatwą do przewidzenia, drogę do osiągnięcia nowego ideału piękna, którą wyznaczają pociągnięcia chirurgicznego skalpela. Jak podaje tegoroczny raport Amerykańskiego Towarzystwa Chirurgii Plastycznej i Estetycznej, w 2013 r. zapłacono w Stanach Zjednoczonych ponad 12 mld dol. za poprawianie swojej urody (prawie 91 proc. z tej sumy wydały kobiety), o 12 proc. więcej niż w 2012 r. W zestawieniu najpopularniejszych zabiegów po raz pierwszy pojawiło się modelowanie pośladków – rok do roku ich liczba wzrosła o 58 proc. Dla porównania, w Polsce ten rynek wart jest ledwie ok. 250–300 mln zł. Aha, Kim Kardashian i Nicki Minaj zaręczają oczywiście, że ich pupy nie były nigdy krojone, a krągłości nie modyfikowano na stole operacyjnym.

O tym właśnie problemie jest nasz film – podkreśla reżyser „Bottoms Up”. – Dziś jako społeczeństwo pragniemy coraz więcej w coraz częstszych i intensywniejszych falach. Chcemy dłuższych włosów, większych piersi, większych tyłków, tak samo jak marzymy o większych czy lepszych telewizorach lub telefonach.

Dr Stanaszek dodaje, że jeśli również w Europie, w tym w Polsce, z czasem upowszechni się ten nowy, większy ideał piękna, dążenie do niego może być równie zgubne jak głodzenie się, by być szczupłą gazelą niczym Anja Rubik. Chyba że są panie o naturalnych predyspozycjach, by wyglądać jak Kim Kardashian.

Europa się zestarzała i znudziła sobą. Gdy się zachwyci, a potem znów znudzi tym nowym ideałem piękna, kolejnej inspiracji poszuka dalej niż w Stanach Zjednoczonych. Kobiety przyszłości jeszcze bardziej niż dziś będą rzeźbione przez chirurgów plastycznych – ironizuje antropolog.

O tym w dość drastyczny sposób opowiada również nowa animacja Francuza Frederica Doazana „Supervenus”, pokazywana w tym roku na festiwalach w całej Europie (w ubiegły weekend na białostockiej Żubroffce – Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych). Kobieta o sylwetce jak grecki posąg zamienia się w damę zdolną udźwignąć swoim wyglądem wymogi współczesności. W ostatnim ujęciu dymi od solarium i broczy krwią po nieudanych operacjach plastycznych.

Współczesne piękno wymaga poświęceń.

Polityka 1.2015 (2990) z dnia 28.12.2014; Trendy i kariery; s. 97
Oryginalny tytuł tekstu: "Pupkultura"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną