Kto i jak zajmuje się czyszczeniem internetu z nielegalnych treści

Sprzątnąć, co naklikali
Co minutę na YouTube trafia 300 godzin materiału wideo, na Facebooku pojawia się 2,5 mln nowych wpisów. Jak sprawić, by nie było wśród nich obsceny i pornografii? Trzeba zatrudnić służby sprzątające.
Z dzisiejszego punktu widzenia usuwanie zdjęć to zabieg bezcelowy, podobnie jak ustalanie możliwych do ominięcia zasad.
Guido Rosa/Getty Images

Z dzisiejszego punktu widzenia usuwanie zdjęć to zabieg bezcelowy, podobnie jak ustalanie możliwych do ominięcia zasad.

Niewielu użytkowników Facebooka czy YouTube zobaczyło dziś na tych serwisach wideo z dziecięcą pornografią, brutalnymi porachunkami karteli narkotykowych czy z torturowaniem zwierząt. A to dzięki zastępom ludzi wcześniej przechwytujących nielegalne treści. Weryfikują zgłoszenia o nadużyciu – także z Polski. Pracują jednak z reguły daleko od nas, a czyszczą zawartość sieci, kiedy my smacznie śpimy. Nie robią tego tylko w trosce o nasze samopoczucie – ich niełatwe zajęcie ma utrzymać wizerunek mediów społecznościowych jako miejsca przyjaznego dla internauty i zapewnić niesłabnące zainteresowanie reklamodawców.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną