Na Bałtyku poszukują broni chemicznej

Głosy płytkiego morza
Od dziesięciu lat na dnie Bałtyku poszukuje się zatopionej broni chemicznej. Są tropy, są znaleziska i jest ogólne przekonanie, że lepiej tego nie ruszać.
Prace na statku trwają całą dobę, przeszkadzają tylko wysokie fale, bo wtedy zdalnie sterowane roboty tracą łączność.
Ilona Wiśniewska/Polityka

Prace na statku trwają całą dobę, przeszkadzają tylko wysokie fale, bo wtedy zdalnie sterowane roboty tracą łączność.

To jest ekscytujące jak grzybobranie – hydroakustyk z Instytutu Oceanologii PAN i specjalista od obsługi pojazdów podwodnych Miłosz Grabowski już ósmą godzinę przewija na ekranie obraz z sonaru. Miarowe klikanie myszki i tykanie zegarka na nadgarstku są zagłuszane szumem obciążonego dysku i Bałtyku w duńskich cieśninach o świcie. – To tutaj to może być albo bomba, albo po prostu drewniana kłoda – mówi, nakierowując kursor na jaśniejszy punkt o podłużnym kształcie.

Poszukiwacze broni chemicznej z projektu DAIMON uwijają się na pokładzie statku badawczego „Oceania” w samych T-shirtach, dzięki czemu od razu widać, jaki mają światopogląd („Pieprzyć ISIS”), kim są („Szkoła Nurkowania”) czy jakiej muzyki słuchają („Rammstein”).

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj