Ludzie i style

Panie lubią kodowanie

Kobiety też programują

Warsztaty programowania organizowane przez Geek Girls Carrots Warsztaty programowania organizowane przez Geek Girls Carrots Geek Girls Carrots
Młode kobiety ustawiają się w długich kolejkach, żeby posłać do lamusa stereotyp programisty, mężczyzny w grubych oprawkach i wyciągniętym swetrze.
Warsztaty programowania organizowane przez Rails Girls w Parku Technologicznym we WrocławiuTomasz Szambelan/Agencja Gazeta Warsztaty programowania organizowane przez Rails Girls w Parku Technologicznym we Wrocławiu
Nastolatki z międzynarodowej organizacji Girls Who CodeGirls Who Code/materiały prasowe Nastolatki z międzynarodowej organizacji Girls Who Code

Dlaczego mężczyźni kupują kobietom pralki? Żeby mogły programować. A co by było, gdyby oprogramowanie dla elektrowni atomowych pisały kobiety? Nic by już nie było. Te niewybredne żarty to tylko drastyczna próbka tego, jak gruby mur uprzedzeń i stereotypów mają do przebicia młode, zdolne kobiety, które marzą o karierze w nowych technologiach.

O tym, że nie jest im łatwo, świadczą statystyki. Bo choć studia kończy w Polsce więcej kobiet niż mężczyzn, to częściej wybierają one kierunki społeczne, medyczne czy pedagogiczne. Z danych przeprowadzonego w 2011 r. spisu powszechnego wynika, że kobiety stanowią w Polsce tylko 14 proc. absolwentów studiów informatycznych i 22 proc. studiów inżynieryjno-technicznych (choć w latach 2011–14 stanowiły dwie trzecie wszystkich absolwentów). I mimo że nie każda praca wymaga ukończenia studiów kierunkowych, to w sektorze nowych technologii jedna kobieta przypada mniej więcej na trzech–czterech mężczyzn.

Skąd takie dysproporcje? To m.in. wina stereotypów i społecznie ukształtowanych ról, w które od dzieciństwa wtłaczane są kobiety. Na przewrotny sposób walki z tymi uprzedzeniami wpadły nastolatki z międzynarodowej organizacji Girls Who Code. W kilkudziesięciosekundowych filmikach odpowiadają na pytanie, dlaczego dziewczyny nie mogą programować. Odpowiedzi wyśmiewają te uprzedzenia, doprowadzając je do absurdu: „przeszkadza mi w tym mój biust”, „programowanie jest czymś bardzo racjonalnym, gdy tymczasem ja jestem taka emocjonalna”, „kiedy nie mam menstruacji, mam owulację, a ta uniemożliwia mi programowanie”. Tymczasem wystarczy się udać w piątkowy wieczór pod zlokalizowaną na warszawskiej Pradze siedzibę internetowego giganta. W kolejce dominują młode, modnie ubrane dziewczyny. Najbliższy weekend spędzą na warsztatach kodowania, ucząc się, czym właściwie jest kod, i tworząc w nim swoje pierwsze komendy.

1 miejsce na 100 zgłoszeń

Przychodzą z różnych powodów. Ania do tej pory pracowała w dziale HR jednej z firm informatycznych. Odpowiadała właśnie za zatrudnianie specjalistów od kodowania, jednak podglądając ich pracę, sama postanowiła się przekwalifikować. Agnieszka chce się nauczyć kodować, by usprawnić sobie swoje codzienne obowiązki. Jest księgową – codziennie zmaga się z arkuszami rozliczeniowymi i górą cyfr. Zauważyła, że w jej firmie są osoby, które, wykorzystując podstawy programowania, tworzą narzędzia optymalizujące ich rutynowe zadania. Zaoszczędzony czas mogą poświęcić na inne sprawy. Ola pracuje na uczelni, zgłębiając tajniki ludzkiego mózgu. Umiejętność kodowania ma jej pomóc w opracowywaniu wyników badań.

Bezpłatne warsztaty organizuje wiele działających na rynku organizacji promujących nowe technologie wśród kobiet. Wśród nich są m.in. Django Girls, Rails Girls czy Geek Girls Carrots, popularnie zwane w środowisku Karotkami. Kursy najczęściej odbywają się w weekendy (dwa i pół dnia warsztatów) lub w trybie kilku lub kilkunastu cyklicznie organizowanych spotkań (zazwyczaj raz w tygodniu). Na początek dziewczyny uczą się tych języków programowania, które mają dość prostą składnię i dobrze widać w nich kod: Pythona, Ruby czy Scratcha. Są też kursy z HTML i CSS.

Kamila Sidor, pomysłodawczyni i założycielka Karotek, przyznaje, że na pomysł zorganizowania inicjatywy zrzeszającej entuzjastki nowych technologii wpadła kilka lat temu, gdy sama zaczynała stawiać pierwsze kroki w startupowym świecie. Poznawała wtedy wiele dziewczyn, które ciągnęło do komputerów (graficzek, menedżerek z korporacji itp.), i postanowiła, że świetnie byłoby stworzyć jakąś strukturę, która umożliwiłaby im spotkania i wymianę pomysłów. Nazwa powstała trochę z przekory: – Geek, czyli w informatycznym żargonie komputerowy ekspert – programista. A marchewki wzięły się z tego, że chciałyśmy się czymś wyróżnić. Pomyślałyśmy o pizzy, bo ją jedzą programiści podczas długich godzin kodowania. Ale pizza jest niezdrowa, więc doszłyśmy do wniosku, że to marchewki są lepsze. Stąd Geek Girls Carrots.

Okazało się, że zainteresowanie bezpłatnymi warsztatami jest ogromne. Zdarza się, że na kurs, na którym jest 20 miejsc przychodzi nawet 2 tys. zgłoszeń. Wśród nich głównie młode dziewczyny po pierwszych doświadczeniach zawodowych, choć zdarzają się też panie w średnim wieku, a nawet emerytki. Jakimi kryteriami kierują się organizatorki, by dokonać selekcji uczestniczek? – Bierzemy pod uwagę przede wszystkim motywację. Nie wystarczy napisać: chcę się nauczyć programowania, ale już wskazanie konkretnego zastosowania, do którego może ono nam się przydać, jest bardzo cenne – mówi Sidor, zwracając uwagę, że umiejętność programowania staje się powoli pewnym standardem porównywalnym do znajomości języka angielskiego czy poruszania się po sieci.

Programiści poszukiwani

Na razie umiejętność kodowania wciąż daje wyjątkowe możliwości. Z prognoz Unii Europejskiej wynika, że do 2020 r. w UE będzie brakować ponad 800 tys. programistów i specjalistów IT, a w Polsce – jak wynika z wyliczeń Ministerstwa Edukacji Narodowej i Ministerstwa Cyfryzacji – ok. 50 tys. Żeby dostać pracę w zawodzie, trzeba mieć wiedzę i doświadczenie, ale narzekać nie powinni też początkujący. Przy znajomości podstaw i odrobinie determinacji (gros pracy trzeba wykonać samodzielnie, ucząc się z umieszczonych w sieci filmików, tutoriali i kursów) i ci znajdą pracę. Na początku przeważnie w dziale testów, gdzie będą poszukiwać niedostatków programów czy aplikacji przygotowywanych przez bardziej zaawansowanych kolegów. Gdy nabędą nieco więcej doświadczenia, przejdą na kolejne pozycje. Choć w świecie programistów różnice płci powoli się zacierają, to same programistki przyznają, że kobiety częściej od mężczyzn zajmują stanowiska, w których liczy się wizualna strona projektów, mężczyźni zaś te związane z bezpośrednią działalnością serwerów i umieszczonych na nich danych i aplikacji.

Małgorzata Ksionek, mimo że z komputerami zawsze była za pan brat, na pierwsze profesjonalne zajęcia z kodowania trafiła dzień przed obroną pracy magisterskiej z psychologii. Potem były kolejne warsztaty i nauka z kursów znalezionych w internecie. Wszystko wieczorami i w weekendy, bo profesjonalne warsztaty wymagały już sporych nakładów finansowych. Opłacało się. Po pół roku znalazła pierwszą pracę w nowym zawodzie. Przyznaje, że początki nie były łatwe i wcale nie oznaczały końca nauki. – To jest praca, która wymaga ciągłego rozwoju. Nie jest tak, że po ośmiu godzinach się z niej wychodzi i można już o niej nie myśleć. Staram się codziennie coś robić. Czasem to jest 15 minut jakiejś książki, czasem jakieś drobne zadanie – tłumaczy.

Zresztą umiejętności programowania to nie tylko praca w IT. Kodować uczą się nawet artyści. Na jednej z warszawskich uczelni powstał już nawet kierunek studiów podyplomowych: kodowanie kreatywne (Creative Coding), na którym studenci kierunków artystycznych i projektowych mogą poszerzyć swój warsztat o umiejętność posługiwania się kodem i cyfrową elektroniką. Efekt? Chociażby multimedialne instalacje coraz częściej pojawiające się w galeriach sztuki współczesnej.

Wojna płci

Kobiety, programując, radzą sobie równie dobrze jak mężczyźni, choć dla oceniających ich pracę płeć wciąż nie jest bez znaczenia. Potwierdzają to badania naukowców z trzech amerykańskich uniwersytetów. Wynika z nich, że kod pisany przez kobiety był oceniany jako lepszy jakościowo, ale tylko pod jednym warunkiem – gdy oceniający go nie znał płci programisty.

To może tłumaczyć, dlaczego tak rzadko słyszymy o kobietach, którym naprawdę udało się osiągnąć sukces w tej branży. A tych nie brakuje. Adę Lovelace (córkę George’a Byrona, patrz: POLITYKA 51/15), która już prawie 100 lat temu tłumaczyła rozprawy dotyczące maszyny analitycznej, zalicza się do puli pierwszych programistek. Za kolejną pionierkę uznaje się służącą w marynarce wojennej USA kontradmirał Grace Murray Hopper, która po drugiej wojnie światowej pracowała w Stanach przy produkcji pierwszego dużego komputera – IBM Harvard Mark 1 – a także zajmowała się tworzeniem translatorów i pierwszych języków programowania (m.in. języka Cobol). To właśnie Hopper przyczyniła się do upowszechnienia terminu bug (pluskwa) określającego błąd w kodzie.

Joanna Hoffman (pisaliśmy o niej w POLITYCE 46/15), zanim zajęła się marketingiem u Steva Jobsa, stworzyła założenia interfejsu użytkownika w słynnym Macintoshu, Roberta Williams zaprojektowała słynną serię gier komputerowych King’s Quest, Brytyjka Sally Floyd była współtwórczynią protokołu TCP/IP (stał się podstawą struktury internetu), zaś Jeri Ellsworth stworzyła konsolę do gier C64 Direct-to-TV bazującą na najsłynniejszym komputerze świata Commodore 64. Pierwszą kobietą, która otrzymała Nagrodę Turinga, czyli najważniejsze wyróżnienie w dziedzinie informatyki, była w 2006 r. Amerykanka Frances E. Allen (m.in. twórczyni tajnych kodów dla amerykańskiej agencji wywiadowczej NSA). W Wielkiej Brytanii w 2009 r. Martha Lane Fox została powołana przez rząd na stanowisko głównej doradczyni ds. technologii cyfrowych, a Polka Joanna Rutkowska cieszy się światowej klasy sławą w dziedzinie bezpieczeństwa systemów operacyjnych.

Magdalena Wilczyńska, informatyczka z wykształcenia, studia skończyła 12 lat temu. Wtedy była jedną z sześciu dziewcząt na roku, na którym w sumie uczyło się 100 osób. To bycie w mniejszości towarzyszyło jej właściwie przez całe dotychczasowe życie zawodowe. – W pierwszej firmie, do której trafiłam, byłam jedyną programistką w zespole. Koledzy śmiali się, że przede mną były jeszcze dwie dziewczyny, ale im się nie spodobało i uciekły, co ostatecznie okazało się nieprawdą. Pewnie próbowali mnie trochę zniechęcić.

Nie poddała się i została w zawodzie. Chce wspierać kobiety, które marzą o karierze programistek. Ponieważ zauważyła, że wśród mentorów na warsztatach dominują głównie mężczyźni, postanowiła podzielić się swą wiedzą z mniej doświadczonymi koleżankami i przez kilka lat aktywnie uczestniczyła w organizacji warsztatów dla początkujących. W branży zauważa zmianę – dość powolną, o czym może świadczyć sytuacja, z którą na pewnej konferencji dla informatyków spotkała się Małgorzata Ksionek. – Uczestnicy (obojga płci) mieli do wypełnienia ankietę, w której zwracano się do nich „Drodzy koledzy”. Na szczęście po upomnieniu ze strony uczestniczek organizatorzy dodali także „… i koleżanki”.

Gumowa kaczka

To, że tak wiele kobiet zaczyna pasjonować się programowaniem, nie oznacza, że jest to zajęcie dla wszystkich. Są dziewczyny, które rezygnują już po pierwszych warsztatach. Dłubanina w programistycznym kodzie je nudzi, szybko się zniechęcają. Bo kodowanie nie jest niczym innym jak pisaniem instrukcji dla maszyny. Mamy pewien zasób komend (który cały czas można rozbudowywać), które zapisujemy w postaci kodu. Cała sztuka polega na tym, by w jak najmniejszej liczbie znaków i komend zawrzeć jak najwięcej treści. Małgorzata Ksionek podkreśla, że w praktyce programowanie polega na ciągłym szukaniu odpowiedzi na pytanie: dlaczego coś nie działa. Czy żeby osiągnąć w tej branży sukces, trzeba mieć jakieś szczególne zdolności? – Przydaje się logiczne myślenie i cierpliwość. Trzeba przewidzieć, co będzie robił komputer. Czasem jest to nawet 10, 15 kroków do przodu – wyjaśnia Kamila Sidor. Dzięki temu można jednak stworzyć program, który będzie analizował informacje szybciej niż człowiek.

Dla początkujących problem może stanowić też terminologia, którą posługują się profesjonaliści. Jest dość fachowa i głównie w języku angielskim. Mogą dziwić też pewne, dość specyficzne, zwyczaje. Wielu programistów na swoim biurku trzyma żółtą gumową kaczkę – taką samą jaką małe dzieci zabierają ze sobą do kąpieli. Kiedy napotykają jakiś problem (np. kod, który stworzyli, nie działa tak jak powinien), zaczynają krok po kroku tłumaczyć zabawce, w jaki sposób pracowali nad danym zagadnieniem. Zazwyczaj taka narracja sprawia, że sami odnajdują błąd, który są w stanie natychmiast poprawić, nie zabierając przy tym niczyjego czasu.

Na obecność kobiet na dynamicznie rozwijającym się w Polsce rynku IT zwraca uwagę raport „Kobiety w IT”, opracowany przez Hays Poland, Geek Girls Carrots i agencję Biuro Podróży Reklamy. Z badania, które koncentrowało się na Polkach pracujących w branży technologicznej, wynika, że są to zazwyczaj osoby młode (ponad połowa badanych mieściła się w przedziale 25–30 lat), mają wykształcenie w różnych dziedzinach (tylko połowa posiadała wykształcenie kierunkowe lub była w trakcie studiów) i wciąż pracują w silnie zmaskulinizowanym świecie – co trzecia kobieta przyznała, że pracuje z samymi mężczyznami.

Czy patrząc na tłumy dziewcząt starających się o miejsce na kursach programowania, powinniśmy sądzić, że za kilkanaście lat te proporcje będą inne? Niewykluczone. Magda Wilczyńska przyznaje, że w tej szczególnej fascynacji kobiet kodowaniem chodzi o coś na kształt olśnienia. – Kobiety nagle dostrzegają, o co chodzi w tym programowaniu, widzą wymierny efekt swojej pracy i chcą się dalej uczyć.

I zapewne jest to również ten moment, w którym na ich biurku ląduje gumowa kaczka, a koledzy programiści w końcu odrywają wzrok znad klawiatury.

Polityka 51.2016 (3090) z dnia 13.12.2016; Ludzie i style; s. 98
Oryginalny tytuł tekstu: "Panie lubią kodowanie"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Życie w strefie anty-LGBT

W ostatnich miesiącach miasteczko Tuchów w Małopolsce jest jak wierna miniatura współczesnej Polski – społecznie, politycznie, religijnie, środowiskowo i nerwowo.

Marcin Kołodziejczyk
25.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną